<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968</id><updated>2012-02-03T23:36:54.672+07:00</updated><category term='przyroda'/><category term='Lombok'/><category term='plaża'/><category term='Tambora'/><category term='wydarzenia'/><category term='Yogyakarta'/><category term='dom'/><category term='ruch uliczny'/><category term='seminarium'/><category term='Sumatra'/><category term='policja'/><category term='podróż'/><category term='bule'/><category term='Balekambang'/><category term='wywiad'/><category term='wyspa'/><category term='ludzie'/><category term='impreza'/><category term='Tajlandia'/><category term='wulkan'/><category term='Jawa'/><category term='prawo jazdy'/><category term='Malang'/><category term='Bromo'/><category term='Polacy'/><category term='lotnisko'/><category term='Dżakarta'/><category term='szkoła'/><category term='Gili'/><category term='batik'/><category term='Bali'/><category term='akademik'/><category term='Flores'/><category term='Prigi'/><category term='ambasador'/><category term='Borneo'/><category term='Sempu'/><category term='blada twarz'/><category term='Indonezja'/><category term='Komodo'/><category term='mieszkańcy'/><category term='język angielski'/><title type='text'>Doktor Horyzont</title><subtitle type='html'>czyli jak dostałem gęsiej skórki i wyruszyłem poznawać meandry rzeczywistości</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>29</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3975375580336086637</id><published>2010-08-27T19:28:00.008+07:00</published><updated>2010-08-27T20:20:45.927+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indonezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mieszkańcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tajlandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ludzie'/><title type='text'>Ludzie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;i&gt;„Żyjemy razem z innymi. Z tego powodu, wiedza o samym sobie została całkowicie zapomniana. Wiemy coś o sobie, ale dowiedzieliśmy się tego pośrednio – przez innych. To dziwne, absurdalne, że inni mówią nam jacy jesteśmy. Jakąkolwiek tożsamość ze sobą nosimy została nam ona dana przez innych, nie jest prawdziwa, to tylko przyporządkowanie.”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;„Książka Sekretów”, Osho (tłumaczenie własne)&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Czasami dostaję e-maile od czytelników, jedni chwalą, inni wspominają miłe chwile, a jeszcze inni próbują mi wcisnąć jakieś szczepionki. Dostałem również mejla od Czarka. Czarek pisze:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;„Drogi doktorze chory-zoncie &lt;br /&gt;Zaglądam czasami na twojego bloga i zastanawiam się dlaczego nigdy nie napiszesz o tym jacy są Indonezyjczycy, czym się od nas różnią i jak spędzają czas. Zamiast tego piszesz na blogu o swoim głupim motorze i kremach nawilżających. Czy możesz napisać normalnie o ludziach tak aby przybliżyć nam bliżej ich kulture i obyczaje?”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;To naprawdę mnie zabolało, ale wziąłem się w garść i uznałem, że muszę w jakiś sposób na to odpowiedzieć. Postanowiłem spełnić Czarka prośbę i zdecydowałem, że wezmę pod lupę kilka osób. Oto co z tego wyszło:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Fi&lt;/b&gt; czyli &lt;b&gt;Razafindrakoto Tomponandriania Fiankinana&lt;/b&gt; (vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/kapela-j-rock-i-nocne-zycie-miasta.html"&gt;&lt;i&gt;Kapela J-rock i nocne życie miasta&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;)– Fi jest Madagaskarką i przybyła do Malang tym samym pociągiem co ja i przez rok studiowaliśmy razem na jednym uniwersytecie. Lesbijka, uświadamiała seksualnie Tajkę Mem (patrz poniżej) i próbowała załatwić od niej seks zabawki kiedy tamta była w Dżakarcie. Uważa, że społeczeństwo indonezyjskie jest bardzo homoseksualne, a widzi to w oczach. Powiedziała mi, że „60% kobiet w Indonezji to lesbijki albo osoby biseksualne i 20% mężczyzn to geje lub bi, co razem daje 80% społeczeństwa homo/bi”. Szaleje oglądając piękne kobiety, ale największą słabość ma do tomboyów, czyli dziewczyn wyglądających jak chłopaki. Nauczyłem ją kilku słów po polsku i teraz płynnie potrafi powiedzieć „Krzysztof Tokarz”, „Weź mnie od razu”(tutaj zawsze dodatkowo macha ramionami) albo „Mój Krzysiu”. Zna jeszcze parę innych słów, ale tamtych nauczyła się tak jakby naturalnie...&lt;br /&gt;W nie do końca znany mi sposób zamieszkała w moim domu za darmo, z czasem zaczęła zapraszać gości by skończyć na wspólnym mieszkaniu w pokoju z trzydziestoletnią indonezyjską lesbijką, która pięć lat temu uciekła od swojego męża na Sumatrze i przyjechała do położonego o ponad 1000 kilometrów na wschód Malang. Do małżeństwa została zmuszona przez rodzinę i obecnie ma na Sumatrze również dwójkę dzieci.(Czy o to Cię satysfakcjonuje Czarku?)&lt;br&gt;  &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mem&lt;/b&gt; – Tajka, druga i ostatnia z &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THeyBAO4M-I/AAAAAAAAAcM/A0hnKbatHjo/s1600/SDC14974.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THeyBAO4M-I/AAAAAAAAAcM/A0hnKbatHjo/s200/SDC14974.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510068399423108066" /&gt;&lt;/a&gt;osób z tego samego stypendium na moim uniwersytecie. Potrafi bezceremonalnie wepchnąć mi do ręki woreczek z owocami, a gdy go opróżnię równie bezceremonalnie go wyrwać, żeby wyrzucić do kosza. Przy każdej nadarzającej się okazji karmi mnie. To ona pożyczyła od kolegi ubranie studenckie, które przyodziałem aby dostać zniżkę studencką na prom podczas moich wojaży po Tajlandii (zdjęcie obok). Okazało się, że łatwiej ludzi przekonać, że jestem tajskim studentem (chociaż po tajsku potrafię powiedzieć tylko słoń, lew (nazwy piw), pada deszcz, piękna oraz dlaczego) niż że pochodzę z Antarktydy (vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/na-wyspie-bali.html"&gt;&lt;i&gt;Na wyspie Bali&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;).&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Muzycy&lt;/b&gt; – &lt;b&gt;Gigi&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;J-Rock’s&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Padi&lt;/b&gt; - te nazwy przeciętnemu Europejczykowi kojarzą się – jak wynika z przeprowadzonej przeze mnie ankiety – z dokładnie niczym. W Indonezji są to topowe grupy muzyczne, z którymi to mogłem zapoznać się odrobinę bardziej osobiście. O J-Rock’s pisałem już w poście &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/kapela-j-rock-i-nocne-zycie-miasta.html"&gt;&lt;i&gt;Kapela J-Rock i nocne życie miasta&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Jeśli chodzi o Gigi to w czasie ich koncertu zakradłem się razem z Jackiem i Marcinem z tyłu sceny. Zobaczyliśmy napis „Tylko dla pracowników” więc weszliśmy dalej, a następnie zaprzyjaźniliśmy się z ochroniarzami przez co na następne koncerty wpuszczano nas jakby na nas wcześniej czekano. I tak na przykład mogłem również porozmawiać z gitarzystą zespołu Padi, z którego wyglądu można wysnuć wniosek, że zapoznał się chyba ze wszelkimi istniejącymi używkami, w które obfituje trzecia planeta od słońca (która notabene wygrała w rankingu na najlepszą planetę do życia, a w rankingu ogólnym zajęła miejsce w pierwszej trójce).&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ika&lt;/b&gt; – kiedy się poznaliśmy miała 28 lat, ale kluczowym czynnikiem tej nieszczęśliwej historii było to, że oboje byliśmy katolikami. Początkowo Ika była fryzjerką Marcina. Kiedy ja potrzebowałem ścinki Marcin zabrał mnie do niej. Wkrótce mieliśmy jakąś większą grupką wyjść razem do kina więc zaprosiliśmy także ją. Ostatecznie wypad nie doszedł do skutku, ale mimo to zacząłem od niej otrzymywać dosłownie dziesiątki kilogramów smsów. Na początku próbowałem na co niektóry z nich odpowiadać, ale z czasem dałem sobie spokój. W międzyczasie na urodziny jako podarek wysłała mi koszulę, a na święta dostałem biblię po indonezyjsku. W sumie trwało to ponad pół roku, z czego przez dwa ostatnie miesiące nie wysłałem ani jednego smsa. W końcu zjawiła się u mnie w domu. Nie było mnie. Za drugim razem opłaciła się moja strategia nie wychylania się, gdy ktoś wali w bramę (nie ma dzwonków do drzwi – gdy ktoś chce wejść to stuka jakimś metalowym przedmiotem o bramę). Na szczęście bramę otworzyła Hania, która poznała Ikę, gdy ta była poprzednim razem i dobrze wiedziała, że po pierwsze na Ikę trzeba uważać, a po drugie, że jestem w swoim pokoju. Hania okłamała ją, że gdzieś wyszedłem ze swoją dziewczyną i mnie nie ma. Wkrótce dostałem smsa, że jestem taki jak wszyscy i okłamuję dziewczyny. Nie zniechęciło to Iki do kontynuacji wysyłania raz na jakiś czas w postaci smsa cytatów z biblii.&lt;br&gt; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jaś&lt;/b&gt; – imię zmienione, tłumaczenie własne na podstawie tego co „Jaś” sam o sobie napisał:&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 0&lt;/u&gt;: Mały Jaś ostatecznie przychodzi na świat po jedenastu miesiącach w łonie jego mamy. To mogło być śmiertelne! Nawet teraz Jaś nie rozumie dlaczego jego mama nie chciała poddać się cesarskiemu cięciu.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 7&lt;/u&gt;: Każdy chłopiec gra w piłkę, ale Jaś jest szczęśliwy ze swoją lalką Barbie. Rodzina zaczyna się niepokoić.&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 13&lt;/u&gt;: Jaś – król biologii szuka prawdy. Randkuje z dwiema dziewczynami, ale nie ma między nimi chemii. Jaś wygrywa wiele olimpiad naukowych i uważa się za najbystrzejszego chłopca na ziemi.&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 16&lt;/u&gt;: Utrata dziewictwa dla mężczyzny, którego kocha staje się oświecającym doświadczeniem. Jaś rozpoczyna długoterminowy związek z mężczyzną, który ostatecznie zmieni go do cna. Nawet po śmierci swojego chłopaka Jaś wciąż dziękuje mu za to, że był kimś kto nauczył Jasia być lepszym człowiekiem. (Robi się coraz ciekawiej Czarku, chyba idzie nieźle, prawda?)&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 17&lt;/u&gt;: Jaś Obieżyświat odwiedza ponad 20 krajów. Zdaje sobie sprawę, że kulturowa i językowa różnorodność jest piękna i postanawia pracować jako tłumacz w ONZ. Tato Jasia nie zgadza się i zamiast tego zmusza go do studiów medycznych. Nieszczęśliwy, Jaś porzuca stypendium na Uniwersytecie Brytyjskim i rozpoczyna studia w jednej z najlepszych szkół medycznych w Indonezji.&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 18&lt;/u&gt;: Jaś rozstaje się ze swoim chłopakiem, traci wiarę i powraca do Indonezji, aby żyć razem z siostrą. Tak rozpoczynają się ciemne lata życia...Zdepresowany student medycyny rozpoczyna szmacenie się. Dzięki jego zdolności do mówienia w ośmiu językach zalicza mężczyzn 23 różnych narodowości. Pomimo bycia postrzeganym w niektórych krajach jako nieletni Jaś rozpoczyna picie i palenie, żeby zapomnieć o bólu i zostaje dzikim zwierzęciem imprezowym ze średnią ocen na studiach 3,9 na 4.&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 19&lt;/u&gt;: Jaś zgadza się na powrót do domu rodziców jeżeli jego ojciec zaakceptuje Jasia warunki. Tato Jasia zgadza się. Jaś zaczyna życie w złotej klatce.&lt;br /&gt;&lt;u&gt;Lat 20&lt;/u&gt;: Po otrzymaniu informacji o śmierci w wypadku samochodowym jego byłego chłopaka (którego wciąż w sekrecie kochał), ten młody człowiek zdaje sobie sprawę, że z jego życiem naprawdę jest coś nie w porządku. Jaś kończy szmacenie się i odnajduje przyjemności w podróżach, literaturze, sztuce, uczeniu się, chórze i innych pięknych i wyszukanych rzeczach jakie przynosi życie. Jego prawdziwi przyjaciele pomagają mu być tak dobrym jak tylko może być i pocieszają go kiedy jest załamany. Wciąż jest zawodowym płaczkiem, wylewając co jakiś czas łzy za uśmiechniętą buzią, ale jest pewien, że słońce nareszcie wyszło zza chmur. I wiecie co...Jaś znowu się zakochał!!!Wszystko wygląda tak dobrze!!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Elvin&lt;/b&gt; – Piosenkarka z klubu nocnego Hugo’s. Swoim śpiewem wprawiała mnie w liryczne stany odrętwienia, ale wiem, że również inne osoby dostawały ciężkich ataków zachwytu. Kiedy się poznaliśmy powiedziała mi, żebym wpadł w poniedziałek, bo wtedy w klubie jest impreza dla studentów. I rzeczywiście, o ile w inne dni tygodnia w klubie jest raczej pusto o tyle w poniedziałki było inaczej. Tamtej nocy poznałem Amerykankę indonezyjskiego pochodzenia, która przyjechała do Indonezji na wakacje i była razem z sześcioma gejami. &lt;i&gt;„Ayo Chris, dance!”&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;„Drink with us”&lt;/i&gt; – do mnie mówili. Kiedy zaczęli mnie obmacywać zacząłem na nich bardziej uważać. Niestety Elvin mieszkała w Surabayi – 80 km od Malang i szybko zakończyła śpiewanie w Malang. &lt;br /&gt;Ostatni raz widzieliśmy się przy bramkach do poboru opłat dla pojazdów na lonisku w Surabayi, gdy czekałem na samolot. Chyba nigdy nie zapomnę naszego pocałunku, kiedy schowaliśmy się za murkiem (naprawdę ciężko mi było znaleźć jakieś bardziej odpowiednie i ukryte miejsce), a potem jakichś ludzi w samochodzie, którzy się zatrzymali i zaczęli coś na nas wrzeszczeć. Zasada kciuka mówi, żeby w takich sytuacjach udawać amerykańskiego turystę, ale że i tak nie wiedziałem o co chodzi to nikogo nie musiałem udawać. Od tamtego czasu tradycją stało się poznawanie nowych piosenkarek i piosenkarzy.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Vivit&lt;/b&gt; – tancerka w nocnych klubach. Pewnego razu zobaczyłem ją na scenie: &lt;br /&gt;Spojrzałem na jej twarz – &lt;i&gt;nice&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;Spojrzałem na jej piersi – &lt;i&gt;nice&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;Spojrzałem na jej biodra – &lt;i&gt;very nice&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;Kiedy tak pewnego przedpołudnia usiedliśmy sobie na balkonie domu, w którym mieszkałem zanim zdążyłem powiedzieć „słoneczniki” Vivit dostrzegła dwie buzie wlepione w szybę znajdującego się jakieś 50 metrów dalej serwisu samochodów. Ich nosy nie chciały się od niej odlepić przez długi czas. W ogóle to czasami ciekawe uczucie przejść się jako odszczepieniec wśród shomogenizowanego ludu. Co prawda po pewnym czasie ma się to – wybaczcie mi mój francuski – w zupie, ale człowiek może chwilami się poczuć w pewien sposób wyjątkowo (w zależności od formy białka pozytywnie lub negatywnie).&lt;br&gt; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Piłkarze&lt;/b&gt; – W Malang są dwie drużyny piłkarskie występujące w pierwszej&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe3dCndFaI/AAAAAAAAAcc/yIBryf_p3Hk/s1600/DSC05355.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe3dCndFaI/AAAAAAAAAcc/yIBryf_p3Hk/s200/DSC05355.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510074378657535394" /&gt;&lt;/a&gt; lidze indonezyjskiej: Arema oraz Persema i – niestety - pierwsza z nich została mistrzem Indonezji przez co przez dwa tygodnie konwoje kibiców na motorach powodowały korki na ulicach. Kilku „Aremowców” spotkałem kiedyś w nocnym klubie. Byłem wtedy z Mem, Fi oraz jeszcze jedną Tajką i zostaliśmy zaproszeni, żeby się do nich przyłączyć. Jeden z piłkarzy chciał ze mną tańczyć, ale kilka razy odmówiłem. Kiedy częstowano mnie alkoholem odmawiać już nie wypadało i po wypiciu paru szklanek whisky dotarło do mnie poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Ponadto przy innej okazji zaznajomiłem się z Jaironem – brazylijczykiem grającym w Persemie, który w swojej karierze wizytował już kluby brazylijskie, serbskie, bośniackie, macedońskie, greckie i indonezyjskie. W obecnym sezonie jeśli wszystko poszło zgodnie z jego planami powinien znowu występować w Grecji. Generalnie futbolem indonezyjskim specjalnie się nie interesowałem, bo murawy stadionów przypominają Góry Świętokrzyskie, a poziom piłakrski jest taki, że jak Holandia na to patrzy to jeszcze bardziej się zapada. Przepraszam czytelników za zdjęcie.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tajskie masażystki&lt;/b&gt; - Masażystki w Tajlandii często aktywnie walczą o klientów. Generalnie nie miałem ochoty na masaż, ale w końcu po paru minutach rozmowy na ulicy zgodziłem się przynajmniej usiąść razem z nimi przed salonem. Połączyliśmy nasze zasoby alkoholowe i oddawaliśmy się konwersacjom oraz wzajemnym dotykaniu. &lt;i&gt;One thing led to another&lt;/i&gt; i wkrótce pomagałem dziewczynom zaczepiać nowych klientów. Najpierw zatrzymało się przy nas dwóch ziomków, którzy nie bardzo znali angielski, ale jeden z nich potrafił płynnie powiedzieć: Chcecie zobaczyć mojego penisa? Pomachał nim i poszli. Potem w dużej mierze dzięki mnie przyszły do nas dwa arabskie małżeństwa. Jeden z mężczyzn chciał masażu stóp. Niestety, ostatecznie nie wypaliło: &lt;br /&gt;- Którą z dziewczyn pan sobie życzy? – zapytała go jedna z masażystek.&lt;br /&gt;- Ja chcę jego.&lt;br /&gt;W końcu zdecydowałem się na półtoragodzinny masaż, który muszę przyznać w przeciwieństwie do tego co mnie spotykało w Indonezji w ogóle nie przypominał torturowania i był od początku do końca przyjemny. Pożegnałem się, przeszedłem przez ulicę „rozpusty” w Patong, podziękowałem kilku prostytutkom, zajrzałem w parę miejsc, pogadałem z kilkoma osobami i poszedłem spać. Uznałem jednak, że mój pobyt będzie niepełny jeśli nie odwiedzę dyskoteki. Tak też uczyniłem następnej nocy.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Nuth&lt;/b&gt; - Poznaliśmy się w dyskotece &lt;i&gt;Seduction&lt;/i&gt;. Jej 32-letni brat o jak się okazało &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe4bNeTtrI/AAAAAAAAAcs/Ppy53TSsZ5U/s1600/IMG_2965.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe4bNeTtrI/AAAAAAAAAcs/Ppy53TSsZ5U/s200/IMG_2965.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510075446723851954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;nieprzypadkowym imieniu Gai tak jak tajskie masażystki łapał mnie za przyrodzenie plus robił sobie ze mną „interesujące” zdjęcia. Nuth miała spory tatuaż na plecach i spełniła moją fantazję (a może raczej fetysz) o byciu z dziewczyną z kolczykiem w języku. W ciągu tych paru dni nasz związek był mocniejszy niż superglue. Nuth pracuje w salonie piekności codziennie od 12 w południe do 12 w nocy. W miesiącu ma dwa dni wolnego. Zarabia około 600 zł miesięcznie. Dla przykładu, w Indonezji w Malang: kasjerka w sklepie – 400 zł/miesiąc, młoda masażystka – 300 zł/miesiąc, tancerka w klubie nocnym – 35 zł/noc, nauczyciel angielskiego w liceum – 7-8 zł/1,5 godziny lekcji, pracownik w fabryce – 250-300 zł/miesiąc, serwerka w nocnym klubie – 400-450 zł + napiwki. Pod tym względem Polska nie wypada tak źle, prawda?&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy kilka dni przed wyjazdem piłem wieczorem imbirową herbatę razem z Fi i jej/moimi znajomymi dziesięcioma lesbijkami dotarło do mnie, że Indonezja to może nie jest jednak wymarzone dla mnie miejsce do życia...&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Ale czy polecam taki roczny wyjazd, żeby porozbijać się trochę po świecie? Pozwólcie, że ujmę to w ten sposób: Jestem zagorzałym katolikiem, który chodzi do kościoła w każdą sobotę i spowiada się w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca, a więc „Tak”, poleciłbym taki wyjazd każdemu.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe6IpKOomI/AAAAAAAAAc0/wCElxfxDB8k/s1600/P29-05-10_19.27.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THe6IpKOomI/AAAAAAAAAc0/wCElxfxDB8k/s200/P29-05-10_19.27.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510077326761566818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3975375580336086637?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3975375580336086637/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/08/ludzie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3975375580336086637'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3975375580336086637'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/08/ludzie.html' title='Ludzie'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/THeyBAO4M-I/AAAAAAAAAcM/A0hnKbatHjo/s72-c/SDC14974.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-4058903133445924951</id><published>2010-07-26T21:19:00.008+07:00</published><updated>2010-07-26T21:38:23.170+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='policja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ruch uliczny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bali'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo jazdy'/><title type='text'>Ona (ta jedyna)</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Już kiedyś pisałem, że niektórzy uważają, że została stworzona dla ludzi używających kremy nawilżające do twarzy. I jeśli w tej chwili czytasz to w Wąchocku i nie wiesz co to są kremy nawilżające do twarzy to podpowiem, że pełnią one mniej więcej taką samą funkcję jak majonez na jajku. Jednak już nikt więcej o niej tego nie powie, ponieważ zaszły pewne zmiany, które zmieniły oblicze tego skutera. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2abTLfY0I/AAAAAAAAAbc/5IB6A-RKkYg/s1600/IMG_2970.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2abTLfY0I/AAAAAAAAAbc/5IB6A-RKkYg/s200/IMG_2970.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5498220513884857154" /&gt;&lt;/a&gt;Mianowicie, wymieniłem lusterka, uchwyty kierownicy, założyłem nakładkę na wydech oraz dodałem w kilku miejscach naklejki. Po zmianach nadwozie jeszcze bardziej gwałci oczy skomplikowanym bełtem kolorów i kątów. Niemniej, wprowadzone modyfikacje nie wniosły żadnej praktyczności. Wręcz przeciwnie, nowe bezkompromisowe lusterka o awangardowym kształcie napewno dodają sylwetce dynamiczności, ale odkąd je zamontowałem musiałem nauczyć się jazdy bez ich używania. Niedość że są mniejsze to w dodatku w trakcie jazdy potrafią tak się obrócić, że mogę w nich odczytać godzinę z zegarka na nadgarstku. Tym samym ocierają się one o dzieło sztuki, gdyż nie mają praktycznie żadnej funkcjonalności.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Przygoda z jazdy skuterem po Indonezji to jedno z najlepszych doświadczeń jakie mnie tu spotkało. Wspinałem się na ponad 2000 metrów, pokonywałem górskie wertepy, płynąłem w obfitych deszczach, w korkach walczyłem z innymi uczestnikami ruchu o asfalt, jeździłem po chodnikach, pod prąd, pchałem gdy zabrakło benzyny.W czerwcu postanowiłem wyruszyć w ostatnią, ale zarazem najdalszą i &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2awoNfPTI/AAAAAAAAAbk/KNOIx63X0QQ/s1600/IMG_2976.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2awoNfPTI/AAAAAAAAAbk/KNOIx63X0QQ/s200/IMG_2976.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5498220880307633458" /&gt;&lt;/a&gt;najbardziej zuchwałą wycieczkę na moim motorze i pokonać trasę z Malang do Bali. Wielu pukało się w czoło, przynajmniej serwisant Yamahy, gdy powiedziałem mu, że chcę na skuterze pojechać na Bali wyprostował do góry kciuk. Sam byłem ciekaw jak to będzie wyglądać. Pokonywałem już dość dalekie trasy, ale zawsze jadąc sam na motorze. Tym razem miało być inaczej, bo w podróży, na siedzeniu pasażera towarzyszył mi pewien  Francuz z Reunion Island (wyspa koło Madagaskaru) mieszkający obecnie w Sydney o ile nie studiuje w Montrealu albo nie jest na wymianie studenckiej w San Diego czy też jak do niedawna na programie AIESEC w Malang. Na własnym, pracującym jedwabiście jak dwanaście praczek skuterze jazda po Bali miała całkowicie inną jakość niż jazda na wynajętym tam szmelcu. Cudowne były to chwile. W drogę powrotną udałem się już sam. Wszystko wyglądało wspaniale tamtego dnia. Droga, motor i ja. Czując się niczym sułtan indonezysjkich szos oglądałem cudownie piękny zachód słońca, w którym wszystko – wierzchołek góry, morze jawajskie, most – wszystko było przesączone połyskującą ciemną pomarańczą jak gdyby jakiś specjalny rodzaj soku owocowego został wylany na to wszystko. Ustanowiłem wtedy osobisty rekord – 430 kilometrów z Kuty na Bali do Malang w trzynaście godzin wliczając w to postoje oraz prom z Bali na Jawę, co przełożyło się na bóle karku, pleców oraz charakteryzację a la murzynek Bambo. Bromo, Prigi, Balekambang, Papuma, Surabaya i inne – w sumie prawie 9000 kilometrów na moim skuterze. &lt;br /&gt;Gdyby nie motor moja przygoda z Indonezją byłaby o 50% uboższa...&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Każdy odpowiedzialny obywatel tego świata powinien posiadać dokument, który uprawniałby go do jazdy po drodze. Jest chyba oczywiste, że jazda po drodze to nie zabawa dla dzieci tylko poważna rzecz wymagająca umiejętności, znajomości przepisów drogowych oraz odpowiedzialności. I jeżeli ktoś decyduje się na jazdę bez prawa jazdy jest głupcem. No bo, zrobienie prawa jazdy to prościzna, prawda? Dlatego właśnie po dziewięciu miesiącach jazdy na skuterze bez prawa jazdy zdecydowałem się je kupić. Ok, skłamałem, wcale nie dlatego. Jak wynika z przepisów prawnych, osoba posiadająca zagraniczne prawo jazdy może je wymienić na polskie jeśli złoży wypełniony wniosek, zdjęcie, ksero prawa jazdy z tłumaczeniem na język polski przez tłumacza przysięgłego, dowód osobisty oraz wniesie opłatę, która wynosi mniej niż 100 zł. Ponadto jeżeli prawo jazdy &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2bDpri9kI/AAAAAAAAAbs/BvZpjJ50nDo/s1600/IMG_2974.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2bDpri9kI/AAAAAAAAAbs/BvZpjJ50nDo/s200/IMG_2974.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5498221207119656514" /&gt;&lt;/a&gt;zostało wydane przez państwo nie będące stroną konwencji o ruchu drogowym, czyli na przykład Indonezję, dodatkowym warunkiem jest zdanie egzaminu teoretycznego. Reasumując, można w całkowicie legalny sposób zdobyć polskie prawo jazdy i nie trzeba uczyć się na pamięć takich bzdur jak na przykład jak wrzucić piąty bieg albo jak ustawić lusterka. Dla mnie genialne! Jeśli się mylę to mnie poprawcie. &lt;br /&gt;Prawdę powiedziawszy pomysł zdobycia polskiego prawa jazdy bez zdawania polskiego egzaminu praktycznego chodził mi po głowie już od dawna. Dokładniej rzecz biorąc gdzieś od momentu kiedy po raz ostatni go nie zdałem, czyli jakieś cztery lata temu. &lt;br /&gt;W internecie można znaleźć informacje na temat możliwości zdobycia prawka w innych państwach. Podobno na topie są Wielka Brytania, Ukraina, Czechy i Cypr.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wbrew pozorom kupienie prawa jazdy okazało się być nie taką prostą sprawą. Czyżby Indonezja szła w kierunku normalności? Hmm, oby nie. Moje pierwsze podejście polegało na tym, że poszedłem sam do kwatery głównej policji w Malang i powiedziałem, że chcę zrobić prawo jazdy. Na co oni, żebym przyszedł następnego dnia, bo okienko jest czynne do 12 i jest już zamknięte.&lt;br /&gt;- No, ale jest dopiero 11:30 – odparłem.&lt;br /&gt;- No, ale jest już zamknięte – usłyszałem.&lt;br /&gt;Powiedziano mi, że muszę złożyć dokumenty i zdać test teoretyczny i praktyczny.&lt;br /&gt;- Tak, tak, ale ja chciałbym zapytać o możliwość szybszego załatwienia tej sprawy, bez testów – powiedziałem trochę przymykając oczy i delikatnie obniżając mój ton głosu.&lt;br /&gt;- O nie, nie da się. Trzeba pisać testy.&lt;br /&gt;Kolejnego razu pojechałem z indonezyjskim znajomym, który miał mi pomóc, ale bez rezultatu. Wziąłem się więc w garść i zacząłem pytać po znajomych czy nie mają jakichś kontaktów w kwaterze głównej policji. Udało się i skontaktowałem się z policjantem, który tam pracuje i ma znajomego, który jak się wyraził być może mi pomoże. Weszliśmy do biura, gdzie wyrabia się zdjęcia i policjant do końca mi mówił, że kiedyś to tak można było, ale teraz to już jest niemożliwe i trzeba podchodzić do testów. Byłem jednak nieugięty i powtarzałem jak mantrę, że na testy to ja nie mam czasu oraz podałem mu mój prawdziwy motyw wyrobienia prawa jazdy. Po 45 minutach od wejścia do biura miałem w portfelu świeżutkie prawa jazdy na motor i samochód za niecałe 300 zł. Muszę przyznać, że za kierownicą w samochodzie z kierownicą po prawej stronie siedziałem do tej pory tylko raz kiedy pozowałem do zdjęcia w dżipie pod wulkanem Bromo (zobacz &lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_kmmTK-y4654/TE2cbXyXyCI/AAAAAAAAAcE/ItyWS2vOsHU/s640/IMG_1146.JPG"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;). &lt;br /&gt;I tak zostałem posiadaczem indonezysjkiego prawa jazdy. A już dwa dni później musiałem użyć go po raz pierwszy na przystani promowej z Jawy na Bali. Potem jeszcze trzykrotnie w ciągu tygodnia musiałem je pokazywać. Cóż, good timing...&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-4058903133445924951?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/4058903133445924951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/07/ona-ta-jedyna.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/4058903133445924951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/4058903133445924951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/07/ona-ta-jedyna.html' title='Ona (ta jedyna)'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TE2abTLfY0I/AAAAAAAAAbc/5IB6A-RKkYg/s72-c/IMG_2970.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-8658952396656758916</id><published>2010-06-01T18:47:00.006+07:00</published><updated>2010-06-01T22:58:42.023+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Komodo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Flores'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tambora'/><title type='text'>Chicken bus i niewiniątka z Komodo</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;b&gt;Główny cel wyprawy: zobaczenie „smoków” z Komodo (czerwona plamka):&lt;/b&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUjVJjq-xI/AAAAAAAAAas/ltZ7PpsduO0/s1600/komodoislandqi5.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 188px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUjVJjq-xI/AAAAAAAAAas/ltZ7PpsduO0/s400/komodoislandqi5.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477823368015837970" /&gt;&lt;/a&gt;Ja, Hania oraz jej dwie belgijskie koleżanki: Roza i Żolien (właściwie to Rosemarine i Jolyen, ale mniejsza o to. To tylko kolejny dowód na to, że nie można wierzyć we wszystko co się przeczyta) wylądowaliśmy po kilku przygodach, o których nie opowiem, bo po pierwsze mi się nie chce, a po drugie mogłyby być może kogoś zniechęcić do dalekich wypraw, na przystani promowej w Sape na wyspie Sumbawa, z której mieliśmy odpłynąć promem na wyspę Flores.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;To co było dookoła w niczym nie przypominało pięknej i zielonej Indonezji. Wokół szaro, ponuro, żarcie marne, ale drogie. Nieopodal jakieś porozwalane chaty i pozostawiony sam sobie statek. Byłem głodny więc poprosiłem o ryż z kurczakiem i usiadłem na ławeczce, aby rozpocząć zabijanie głodu. Szybko przysiadł się „kapitan” łodzi, który proponował mi dwudniową podróż na wyspy Komodo i Rinca na swojej dwusilnikowej łajbie. Po kolei podał mi co będziemy robić w poszczególnych dniach, co zapewnia nam w cenie oraz, że nie posiada maski do snorklingu więc trzeba ją sobie załatwić we własnym zakresie. Potem zrobił to ponownie. I jeszcze raz. W końcu ja zacząłem:&lt;br /&gt;- Wiem, masz łódkę. Dwa silniki. Prawie nowa. Nie masz maski. Muszę ją sobie sam załatwić...-tutaj na dwie sekundy się zatrzymałem, żeby sobie przypomnieć co było dalej, ale nie zdążyłem i historię usłyszałem jeszcze raz. W końcu po szóstym opowiedzeniu skończyłem już jeść i byłem na sto procent pewien, że mam do czynienia z wariatem więc bez zbędnych deliberacji sie stamtąd zmyłem. Ale ciągle powtarza mi się w głowie: „Mam łódkę. Dwa silniki....”&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Prom odpływa tylko raz dziennie - rano, a założony przez nas czas przepłynięcia wynosił osiem godzin toteż cała operacja przedostania się na Flores powinna nam zająć około 24 godzin licząc od momentu przybycia do przystani. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUpHxyr6MI/AAAAAAAAAa8/O0DrYefCv4k/s1600/P4200210.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUpHxyr6MI/AAAAAAAAAa8/O0DrYefCv4k/s200/P4200210.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477829735367829698" /&gt;&lt;/a&gt;Niestety, zajęło nam to mniej więcej dwa razy więcej czasu. Ten fenomen rozciągliwosci czasoprzestrzeni tłumaczy to, że spóźniliśmy się na prom. &lt;br /&gt;W drodze do przystani jak i na niej samej zapytaliśmy kilka osób o której wypływa prom, bo tablicy z rozkładem tras nie było. Jedna osoba powiedziała, że chyba o 12, a trzy osoby, że o 9. O 8:20 następnego dnia, gdy leniwie wracaliśmy sobie ze śniadanka zauważyliśmy, że nasz prom właśnie odpływa. Menedżer hotelu bił pięścią w drewnianą poręcz zarzekając się, że mówił, że odpływa o 8. Natępnego dnia już się nie spóźniliśmy i po ośmiu godzinach na morzu dotarliśmy na Flores. Tam, z Labuan Bajo wynajętą łajbą popłynęliśmy na wyspę Rinca, żeby oglądać warany z Komodo.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wycieczka ta była droga, nie ma co ukrywać, sama łódka z załogą kosztują swoje, a i władze parku narodowego, który został tam utworzony przytulają duże ilości pieniędzy. Ponadto nie wolno chodzić po nim samemu, żeby nie stracić życia. Przez ostatnie dwadzieścia lat dziesięć osób zamieszkujących tamten teren zginęło na skutek ataku warana. To co prawda zdecydowanie mniej niż na skutek spadających bomb kokosowych (vide &lt;i&gt;&lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-i.html"&gt;Plaża Balekambang cz.I&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;&lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/o-jeden-buch-stad.html"&gt;O jeden buch stąd&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;), ale wciąż średnio pół człowieka na rok. Nie wiem &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUplWLpvHI/AAAAAAAAAbE/fV0jaqrPFOg/s1600/P4220330.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUplWLpvHI/AAAAAAAAAbE/fV0jaqrPFOg/s200/P4220330.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477830243352427634" /&gt;&lt;/a&gt;jednak czy chodzi o połowę człowieka od pasa w dół czy w górę. Myślę, że od pasa w dół. Warany to generalnie osobniki mało towarzyskie chyba, że jednemu z nich udało się powalić byka to wtedy z różnych stron spływają w tamto miejsce i razem rozkoszują się mięskiem(zdjęcie obok). Po posiłku są tak leniwe, że Grzegorz Lato za czasów zasiadania w ławie poselskiej to przy nich dziecko z ADHD. &lt;br /&gt;Same wyspy Rinca oraz Komodo jak i ich otoczenie jest bajkowe, fenomenalne i przypomina najprzyjemniejsze obrazy naszej imaginacji. Wspaniały kolor wody, pastelowe wzgórza i pełne słońce. Doskonałe miejsce do snorklingu i nurkowania. Cudowne były to chwile i warte swoich pieniędzy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W Labuan Bajo na Flores, które o czym jeszcze nie wspomniałem jest w pewnym sensie niezłym zadupiem z częstym brakiem prądu, główną drogą przypominającą rozdziabaną kaszankę i wyjątkowym zagęszczeniem zakładów krawieckich zaplanowaliśmy dalszą podróż już bez Belgijek, które wracały na Bali. A nasze następne kroki miały zostać skierowane ponownie na Sumbawę, a konkretniej na górę Tambora. Wyposażony jedynie w klapki, krótkie spodenki i t-shirty szybko sobie uświadomiłem, żę muszę uzupełnić braki w odzieniu w tutejszych sklepach co jak się okazało wydawało się być prawie nie do przejścia ze względu na rozmiary (a wspomnienia o stylu niektórych tamtych ciuszków do tej pory wywołują u mnie migreny). Niemniej, ostatecznie udało mi się zaopatrzyć w parę białych skarpetek, czarne buty sportowe o niemal niespotykanym rozmiarze 44 i czarno-szarą przymałą bluzę, po której założeniu śmiało można mnie było nazwać modowym terrorystą.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Tambora to góra zabójca, matka wszystkich wulkanicznych erupcji. Nie Krakatau na zachód od Jawy ze swoim 18-metrowym tsunami ani Wezuwiusz, który zalał Pompeje. Tambora – niekoniecznie bardzo znana góra na równie małoznanej na świecie wyspie Sumbawa posiada rekord najpotężniejszej erupcji. Kiedyś posiadała jeszcze inny rekord – najwyższej góry w Azji Południowo-Wschodniej. Ale w kwietniu 1815 roku w obłokach lawy i ognia wybiła z siebie w atmosferę 150 kilometrów sześciennych wnętrzności. Po eksplozji, z góry o wysokości około 4300 metrów pozostał krater o maksymalnej wysokości 2851 metrów. W tamtą niesamowicie destrukcyjną noc cała góra wyglądała jak kocioł gorącej lawy wypływający ze wszystkich stron naraz. Około dziewięć tysięcy osób zginęło bezpośrednio w wyniku wybuchu i może nawet sto tysięcy w skutek głodu i chorób na wyspach Sumbawa i Lombok, które zostały wywołane przez erupcję. Ale Tambora zaznaczyła swój ślad na całym świecie. Chmura pyłu była tak gruba, że skutecznie zatrzymywała duże ilości promieni słonecznych przed dotarciem na ziemię. Na północnej półkuli rok 1816 był znany jako rok bez lata. W USA, w czerwcu spadł śnieg, a w Sierpniu zarejestrowano minus jedenaście stopni Celsjusza. Przez następne trzy lata, tysiące ludzi w Europie cierpiało głód.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Podróż na Tamborę rozpoczęliśmy od stacji autobusowej w Dompu. Było tam sporo dzieci kręcących się dookoła, jedne pomagały w handlu drobnymi przękąskami swoim mamom, inne po prostu tam były i spędzały swoje dzieciństwo w niesfornej i wesołej grupce, z której jeden dwunastolatek częstował mnie arakiem.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUqAn3oeaI/AAAAAAAAAbM/Qt1Xrot7xIQ/s1600/P4250505.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUqAn3oeaI/AAAAAAAAAbM/Qt1Xrot7xIQ/s200/P4250505.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477830711956765090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Widoki, które nas spotkały po drodze były wyborne, wręcz znakomite. Przebijaliśmy się wąską drogą wśród gęstej i zielonej dżungli w pobliżu morza. Z czasem przeistoczyła sie ona z małej, ale asfaltowej ścieżki w kamienistą rzeźnię dla zawieszenia, w której resztki resztek asfaltu były skrupulatnie omijane ze względu na zbyt dużą intensywność zmysłowych doznań. Z powodów bezpieczeństwa postanowiłem więc odłożyć w czasie dokończenie konsumpcji jednej z bułeczek a la pasztecik, czyli słodkiej bułki z nadzieniem w stylu jakiegoś mięska z grzybkami albo czymś podobnym. Nie wiem dokładnie z czym to było, ale jak na swoje wymiary ważyło sporo. Było to dobre rozwiązanie nie tylko ze względu na mogące wystąpić animozje żołądkowe, ale również na możliwość przycięcia języka jak wtedy gdy przywaliłem razem z innymi pasażerami głową w sufit. Dlatego, pomimo tego, że autobus był pełen co oznaczało, że jego stan osobowy wynosił ok. 130% maksymalnego warto było mieć obie ręce wolne w walce o utrzymanie bezpiecznej pozycji siedzącej. Jeszcze gęściej we wnętrzu zrobiło się kiedy zaczęło padać, bo kilka osób, które do tej pory spędzały podróż na dachu wskoczyło do środka. Później już nie lasy równikowe, ale szerokie beżowe pola z pojedynczymi zielonami drzewami cieszyły nasze oczy. Droga cały czas była fatalna, a ja byłem zachwycony. Po dojechaniu do Calabai przerzuciliśmy się na mototaksówki, aby przedostać się do wsi Pancasila, z której wyrusza sie na Tamborę. I tym razem droga była okropna uosabiając najgorsze odcinki trasy z Dompu do Calabai. Po około dziesięciu minutach wysadzono nas przy tabliczce z namalowanym napisem „Tambora Trekking Centre”. Za nią porozwieszane na sznurku ciuchy, kobieta z dzieckiem na rękach i skromny domek z blaszaną dachówką. Obrazu dopełniała drewniana wygódka ustawiona kilka metrów od domu. To wszystko w bezpośrednim sąsiedztwie pastwiska dla krów i koni. Z marketingowego punktu widzenia w nazwie brakowało tylko słowa „International” albo może lepiej „Global”. W środku pokazano nam książkę gości, z której wynikało, że ostatni turyści byli tutaj około dwa tygodnie wcześniej, a w sumie około 200 osób w ciągu ostatniego roku się do niej wpisało. Niestety, trekking trwa dwa dni, jedną noc spędzoną w namiotach, a cena zazwyczaj wynosi około 500 zł. Była to cena tak astronomiczna, że widziana z kosmosu. Oczywiście, można by po prostu pójść na przebój i spróbować samemu wspiąć się na szczyt, ale nie kiedy wędrówka trwa dwa dni i trzeba po drodze spędzić gdzieś noc. Tak czy siak, ze &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUqVx77GhI/AAAAAAAAAbU/5jW_3ZMXDkc/s1600/P4240445.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUqVx77GhI/AAAAAAAAAbU/5jW_3ZMXDkc/s200/P4240445.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5477831075436370450" /&gt;&lt;/a&gt;względu na zaplanowany lot powrotny nie mogliśmy poświęcić tyle czasu na trekking. Szkoda, sama podróż do tej wsi była bardzo urokliwa, ale fakt, że nie wspiemy się na Tamborę to trochę tak jak podrywanie Herbuś, a skończenie z Jolą Rutowicz. Cóż, pijawki musiały poczekać na świeżą krew. Przeszliśmy się jeszcze po wiosce, obejrzeliśmy krzewy kawy i małpki skaczące po drzewach. &lt;br /&gt;Z samego rana pożegnaliśmy wioskę i ruszyliśmy w drogę powrotną publicznym autobusem. Tym razem towarzyszyło nam dziewięc kóz na dachu i jedna kura przywiązana do siedzenia, pałętająca się pomiędzy nogami Hanii. Droga – oczywiście -  piekielnie zniszczona i wyboista, a zarazem niewyobrażalnie piękna i relaksująca. No dobra, relaksująca to jest kąpiel w jacuzzi w pachnącym konwaliami ogródku w słoneczny letni dzień a nie podróż przez wertepy przepełnionym autobusem czwartej jakości, w którym prawie wszyscy palą papierosy, ale jak się nie ma co się lubi...&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-8658952396656758916?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/8658952396656758916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/06/chicken-bus-i-niewiniatka-z-komodo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8658952396656758916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8658952396656758916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/06/chicken-bus-i-niewiniatka-z-komodo.html' title='Chicken bus i niewiniątka z Komodo'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/TAUjVJjq-xI/AAAAAAAAAas/ltZ7PpsduO0/s72-c/komodoislandqi5.png' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-6764320517347684534</id><published>2010-04-05T15:26:00.006+07:00</published><updated>2010-04-05T15:42:51.244+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Yogyakarta'/><title type='text'>Skazany na Tajów</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Nie było mnie przez dłuższy czas co mogę tłumaczyć tym, że nie działo się nic ciekawego o czym mógłbym napisać (aaaa, kłamczuszek ze mnie...). Z lenistwa czy też braku weny wziąłem sobie wolne. Postanowiłem jednak, że dosyć już leżenia na basenie, popijania schłodzonego Mojito kiedy kelner przeciera moje okulary przeciwsłoneczne, a ja staram się ostudzić zapały odpoczywających modelek i dlatego udałem się w podróż i powracam z opisem tego co wydarzyło się w stolicy kulturalnej Jawy czyli Yogyakarcie. Do Yogyakarty pojechałem razem z trzema Tajkami i w ramach cięcia kosztów mieszkałem również z Tajami. Jak się okazuje przebywanie z grupką Tajów to dość specyficzne doświadczenie o czym za chwilę.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Yogyakarta to prawie trzymilionowe miasto i chyba główny ośrodek turystyczny na Jawie ze względu na blisko położone kompleksy świątyń Borobudur , Prambanan jak i Pałac Sułtański w samym mieście. W zwiedzaniu pałacu nie było nic specjalnie ciekawego ani inspirującego poza spotkaniem uśmiechającego się geja oraz odkrywaniu liczby dzieci kolejnych sułtanów (5 – mało, 27 - chcemy więcej, 87 – TAK!!!). Pałac Sułtański jest położony w pobliżu głównej turystycznej ulicy – Malioboro. Przy niej dziesiątki riksz, setki sklepów z batikiem i tysiące pamiątek. W bocznych uliczkach liczne hotele, restauracje oraz agencje turystyczne. I mimo, ze przechadzałem sobie ulicami sam na pewno samotnie czuć się nie mogłem. Jak zwykle w Indonezji zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał pogadać. A to jakiś pracownik biura podróży będzie chciał mi wcisnąć jakąś wycieczkę, a to ktoś mnie zapyta dokąd idę, ktoś tam po paru minutach rozmowy wspomni coś o prostytutkach albo będzie chciał sprzedać batik. Usiądziesz, ktoś podejdzie zapyta skąd jesteś, itd., itp.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Borobudur zwiedziałem już w towarzystwie trzech Tajek.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mgz-F1qxI/AAAAAAAAAZ8/1xyq5pd9HJw/s1600/IMG_2250.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mgz-F1qxI/AAAAAAAAAZ8/1xyq5pd9HJw/s200/IMG_2250.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456569238237326098" /&gt;&lt;/a&gt; Świątynia jak na światowej sławy dziedzictwo kulturalne ludzkości nie zachwyciła. Och, ładny widok z góry ot, co. Dość szybko ją opuściliśmy i udaliśmy się w kierunku wyjścia z obiektu. Nie było to jednak łatwe, gdyż zostaliśmy zaatakowani przez hordę sprzedawców rupieci. Gdy nas zobaczyli natychmiast poczuli zapach świeżej gotówki i ruszyli bezlitośnie jak armia Turków Seldżuckich. Gdyby Biblię pisano dzisiaj sprzedawcy pod Borobudur mogliby być jedną z plag egipskich. Nie ma dla nich takich słów jak „nie chcę”, „nie podoba mi się”, jest tylko „ile?”. Myślałem, że to na mnie skupi się uwaga, a &lt;br /&gt;Tajki będą chciały jak najszybciej uciec. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mhJmL1nbI/AAAAAAAAAaE/d8MO0fGTEmM/s1600/IMG_2262.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mhJmL1nbI/AAAAAAAAAaE/d8MO0fGTEmM/s200/IMG_2262.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456569609777159602" /&gt;&lt;/a&gt;Byłem w wielkim błędzie. Tajki były po prostu w swoim żywiole. Zestawy drewnianych ludzików, łyżeczki, figurki, maski, wachlarze i wiele innych, wszystko znikało z torb sprzedawców. W obłędzie tego chaosu ten sam sprzedawca oferował ten sam przemiot dwóm różnym osobom stojącym od siebie w odległości jednego do dwóch metrów w dwóch różnych cenach. Na przykład mi oferował statuetkę buddy za 3 złote, która po trzech minutach została kupiona przez jedną z Tajek za 6 złotych o czym dowiedziałem się po fakcie. Obładowani pakunkami jak hinduscy tragarze wystartowaliśmy ponownie chcąc przebrnąć do wyjścia. Naiwnością byłoby przypuszczać, żeby dano nam spokój. Ci sami jak i nowi sprzedawcy krzyczeli i przyklejali się do nas z determinacją głodnego komara. Już darowałem sobie jakiekolwiek słowa i parłem do przodu, a ceny spadały z kolejnymi metrami. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mhgVhITWI/AAAAAAAAAaM/NJB4kyhcSPU/s1600/IMG_2270.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mhgVhITWI/AAAAAAAAAaM/NJB4kyhcSPU/s200/IMG_2270.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456570000440053090" /&gt;&lt;/a&gt;Ci którzy dorwali Tajki (uznaliśmy, że mamy większe szanse powodzenia jeśli się wszyscy rozdzielimy) mieli więcej szczęścia i sfinalizowali jeszcze kilka transakcji. Z tego wszystkiego na koniec mieliśmy jeszcze problemy z odnalezieniem się nawzajem, ale wszystko dobrze się skończyło i ruszyliśmy z powrotem do Yogyakarty, a dokładniej pojechaliśmy odwiedzić ponownie ulicę Malioboro.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jestem pełen podziwu wobec silnej woli Tajek do robienia zakupów. Jako, że uznałem iż sam nie będę nic kupował to może przynajmniej wykorzystam moje zdolności negocjacyjne i pomogę Tajkom kupić kilka rzeczy taniej. Niestety, moje działania nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Nikt nie chciał zejść z ceny za możliwość zrobienia sobie ze mną zdjęcia ani ofertę numeru telefonów do Tajek. Próbowałem również metody „na biednego studenta”, wykorzystałem kilka zwrotów wyuczonych na Bali i Lombok, ale były to wysiłki na marne. Tak czy siak miałem z tego sporo radości.&lt;br /&gt;Po powrocie do naszego przybytku i przejrzeniu zdobyczy z całego dnia oddaliśmy się oglądaniu tajskich filmów.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Muszę przyznać, choć widziałem zaledwie jeden tajski film oraz jeden serial, a z drugiej strony tylko jeden film indonezyjski (ale za to dwa razy vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/good-bye-jakarta.html"&gt;&lt;i&gt;Good Bye Jakarta&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;), że kinematografia tajska bije kinematografię indonezyjską na głowę. W filmie indonezyjskim bito się kijami, w tajskim używa się pistoletów z taką częstotliwością z jaką Kubuś Puchatek prosi o miód, a krew leje się wiadrami. &lt;br /&gt;- Głupie, prawda? – zapytała mnie Tajka gdy ciężarówka wjechała w budkę telefoniczną, w której płacząca kobieta telefonowała do swojego kochanka – W naszych filmach tak często. &lt;br /&gt;Wątki miłosne są tak samo powszechne w Indonezji jak i w Tajlandii z tymże w filmach Indonezyjskich zazwyczaj wiążą się ze zdradą i płaczem. W Tajlandii jest to natomiast najczęściej zdrada i zemsta albo na obiekcie westchnień albo na konkurentce – tak czy siak ktoś musi umrzeć.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Prambanan to kolejna światowej sławy świątynia niedaleko Yogyakarty. Według mnie z ciekawszą architekturą niż Borobudur. Ponadto brak tutaj tak natrętnych sprzedawców jak na Borobudur. Jeśli ktoś ma ochotę na pamiątkę może ją sobie kupić w jednym z wielu sklepików z rupieciami. Co ciekawe Tajki nie były zainteresowane oglądaniem żadnych bibelotów!&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mh88gQGgI/AAAAAAAAAaU/pA-0DEszukE/s1600/IMG_2286.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mh88gQGgI/AAAAAAAAAaU/pA-0DEszukE/s200/IMG_2286.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456570491941689858" /&gt;&lt;/a&gt; Dopiero, gdy usiedliśmy na macie na chodniku i zaczęliśmy pić kokosy Tajki zwerbalizowały swoje myśli dotyczące powrotu na Malioboro, gdzie widziały parę rzeczy, które chciałyby jeszcze kupić. Tak więc z jeszcze dodatkowymi tabołami breloczków, koszulek, tandetnych sukienek i innych „precjozów” około wieczora ruszyliśmy do naszej bazy by tam w towarzystwie kolejnych Tajów, posilając się tajskim jedzeniem i oddając się tajskim konwersacjom przeczekać na samochód, który zabrał nas z powrotem do Malang.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7miVXU-ywI/AAAAAAAAAac/zQ85rb9Wtmo/s1600/IMG_2328.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7miVXU-ywI/AAAAAAAAAac/zQ85rb9Wtmo/s200/IMG_2328.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456570911459035906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-6764320517347684534?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/6764320517347684534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/04/skazany-na-tajow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6764320517347684534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6764320517347684534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/04/skazany-na-tajow.html' title='Skazany na Tajów'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S7mgz-F1qxI/AAAAAAAAAZ8/1xyq5pd9HJw/s72-c/IMG_2250.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-5375577320198276620</id><published>2010-02-20T18:32:00.004+07:00</published><updated>2010-02-20T18:47:36.858+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szkoła'/><title type='text'>Szkoła</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Mark Twain powiedział kiedyś, że nigdy nie pozwolił szkole przeszkodzić w jego edukacji. Coż, jeśli myślicie podobnie to Indonezja może być dobrym wyjściem. Ludzie z zachodu na pewno nie przyjeżdżają tutaj dlatego, że poziom nauczania jest wysoki. Wręcz przeciwnie – jeśli chodzi o stypendystów Darmasiswy to nie pozwalają szkole pokrzyżować planów wycieczek czy zwykłego lenistwa. Ja również nie grzeszyłem wysoką frekwencją na zajęciach w pierwszym semestrze, ale czego można oczekiwać jeśli zaczynały się one o ósmej rano! Mimo to miło wspominam zajęcia z języka indonezyjskiego z moją nauczycielką, tajką Mem oraz madagaskarką Fy (vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/kapela-j-rock-i-nocne-zycie-miasta.html"&gt;&lt;i&gt;Kapela J-Rock i nocne życie miasta&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;). Jednak prawdziwa zabawa zaczęła się dopiero w drugim semestrze. W tymże mieliśmy dołączyć do normalnych zajęć z Indonezyjskimi studentami. Wybrałem trzy przedmioty, ale z różnych przyczyn technicznych pozostałem na jednym. Tak więc dwa razy w tygodniu uczęszczam na zajęcia z pisania opowiadań. Wraz z Mem, Fy oraz grupką około czterdziestu Indonezyjczyków słuchamy dowcipów pana Syukura i oglądamy jego oczęta, które zawsze wytrzeszcza gdy żartuje albo o coś pyta. A pyta często: No to może Chris opowiesz nam jakie są różnice między ludźmi ze wsi i z miasta? Masz jakiś pomysł Chris? Coś przyszło ci do głowy Chris? Jakbyś to rozwiązał? Deszcz wpada przez otwarte okno do środka – co czujesz Chris?&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Tutaj mała dygresja. Zdaję sobie sprawę, że polski język dla większości obcokrajowców to trudny język i wymówienie Krzysztof/Krzysiek to nie lada wyzwanie. Dlatego podczas wojaży po USA zawsze się przedstawiałem jako Chris co szybko było podłapywane przez Amerykanów jak i zresztą również Polaków. Przyjeżdżając do Indonezji również przedstawiam się jako Chris (co po indonezyjsku zapisuje się raczej jako Krys) i wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że nagminnie, nagminnie dodaje mi się na końcu imienia literę „t”! Czy ja wyglądam jak jakiś stolarz sprzed dwóch tysięcy lat?&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Na lekcjach nie wszystko rozumiem więc brzmi ona dla mnie jak konferencja hydraulików. Nie mniej jest to na pewno ciekawsze niż słuchanie zamykania drzwi autobusu linii 168. Dostajemy również do zrobienia zadania domowe. Pierwszym z nich było wybrać sobie jakikolwiek przedmiot i napisać jego żywy opis. Żywy opis, czyli opis z wykorzystaniem – jak to kiedyś określił promotor mojej pracy licencjackiej – upiększaczy. Przystąpiłem do tego zadania z dużym zapałem i po zjedzeniu obfitego posiłku, dwóch godzinach odpoczynku i przesłuchaniu symfonicznej płyty Metallici przystąpiłem do dzieła. Po czterech, a może pięciu godzinach misternego tłumaczenia kolejnych słów moja praca była jako tako ukończona. Dwanaście zdań. Każde o innej treści. Doskonałe w swojej budowie i oczywiście nic nie wnoszące. Następnego dnia udałem się na zajęcia.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zgodnie z przewidywaniami Pak Syukur wyrwał mnie do przeczytania tego co napisałem:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Szklanka. Tak, szklanka stojąca na stole. Z daleka taka sama jak każda szklanka na świecie. Przeciętnej wielkości, łatwa w trzymaniu, z motywem kwiatka. Ale kiedy przyjrzymy się jej bliżej wszystko się zmienia. Na połowie wysokości jest rysa, która ciągnie się na całej szerokości i wygląda jak poprzebijane niby nożem budynki w Padang po trzęsieniu ziemi. Teraz, prawda zaczyna płynąć wodospadem gryzących i szczpiących szczegółów. Wszystko wskazuje na niesamowitą zbieżność. Druzgocącą i złą, tak okropną w swoich implikacjach, że może oznaczać tylko coś niesamowicie strasznego. Kiedy złapiesz szklankę z góry okazuje się, że składa się ona z dwóch części: części górnej oraz części dolnej lub jak sławny filozof Arthur Schopenhauer powiedziałby: z części wyższej oraz części niższej. To jak ying-yang, dwie połówki szklanki tworzą fantastyczną całość. Wzajemnie się uzupełniają dając dziką radość z posiadania oraz używania tego arcydzieła.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Gdyby jeszcze dałoby się z niej pić...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Kiedy skończyłem ktoś tam zabił brawo, ktoś chrząknął, ale większość twarzy przybrała obraz, który nie wyrażał zupełnie niczego. Mój nauczyciel przystąpił jednak do próby interpretacji mojego opisu, mówiąc, że przedstawiłem całą filozofię szklanki. Inaczej mówiąc, coś co zawarłem w opisie, a miało stanowić głupi dowcip (podział Schopenhauera na część wyższą i niższą) okazało się mieć dla mojego nauczyciela dużą wartość i przez kilka następnych minut mówił o czymś głębokim i przejmującym z czego na szczęście niewiele rozumiałem. I nie chciałem rozumieć.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-5375577320198276620?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/5375577320198276620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/02/szkoa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/5375577320198276620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/5375577320198276620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/02/szkoa.html' title='Szkoła'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3418567366941790791</id><published>2010-02-13T16:18:00.005+07:00</published><updated>2010-02-13T16:39:46.854+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sumatra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='policja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='batik'/><title type='text'>Sumatra - kontynuacja</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ze wzgledu, tym razem, na problemy techniczne troszke opoznila sie publikacja tego postu. Musialem oddac komputer do serwisu, na szczescie udalo sie uratowac dane w tym ten post, komputer rowniez dziala. Jedynym problemem pozostaje kwestia polskich slaczkow, ktore niestety nie sa stosowane ani w jezyku angielskim ani indonezyjskim. Nie chcialem juz dluzej przeciagac publikacji tegoz posta dlatego znajdziecie w nim kilka takich "niedociagniec".&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W Jambi pozostałem jeszcze jeden dzień. Jedna ze studentek, która była również organizatorką seminarium zaprosiła mnie do siebie. Tam zobaczyłem domy na palach. Jeszcze tydzień wcześniej żeby dostać się do domów podpływało się małymi łódkami, w które większość domów na te ewentualnosc wyposażone. Powiedziałem, że to podobnie jak w Wenecji co zostało przyjęte z zadowoleniem.Byłem w domu, w którym produkuje się batik. Ze względu na moją skrupulatność oraz rzeszę czytelników zainteresowanych technikaliami zrobiłem dokładny risercz w tym temacie, żeby precyzyjnie i bez dwuznaczności przedstawić wam technikę jak i proces powstawania batiku. Jak przeczytałem dwie minuty temu na wikipedii polega to na tym, że chlapie się jakimś gorącym woskiem po bawełnianej szmacie, a potem próbuje się to komuś wcisnąć. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZwuTjw4CI/AAAAAAAAAYU/0h-sse4jlQU/s1600-h/IMG_2092.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZwuTjw4CI/AAAAAAAAAYU/0h-sse4jlQU/s200/IMG_2092.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437657540923023394" /&gt;&lt;/a&gt;Siedemdziesięcioletnia kobieta pokazała mi jak chlapać, żeby nie zachlapać, ale mi nie szło więc przenieśliśmy się zobaczyć kolejne etapy produkcji piętro wyżej. Ogólnie rzecz biorąc, aby wyprodukować jedną szmatkę potrzeba jednego miesiąca pracy, ale mimo wszystko głównie przerwy na kawę i czekania. W trakcie miesiąca taki jeden dwupiętrowy domek z kilkoma pracownicami produkuje 100-110 szmatek. &lt;br /&gt;W Jambi, jak sami studenci i nauczyciele przyznali nie ma nic specjalnego do zobaczenia dlatego udałem się jakieś 400 kilometrów na zachód do największego miasta w zachodniej Sumatrze – Padang.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Sumatra to wyspa, która ucierpiała w 2004 roku z powodu trzęsienia ziemi oraz tsunami, w wyniku którego na północy, w rejonie Banda Aceh śmierć poniosło około dwieście tysięcy osób. 30 września 2009 roku trzęsienie ziemi zebrało swoje żniwo także w Padang. Zginęło kilkaset osób, a przechodząc ulicami można wciąż oglądać zawalone domy. Inne budynki także są zniszczone. Część z nich w jakiś tam ograniczony sposób funkcjonuje jak na przykład jeden z domów handlowych, w którym działa tylko parter a z góry spada na glowy woda. Inne zostały pozostawione same sobie. I tak, kilkupiętrowy hotel, jeden z bardziej eksluzywnych w Padang, w wielu miejscach poprzecinany jest jakby ogromnym nożem i stoi opuszczony w centrum miasta stanowiąc najlepsze świadectwo niebezpieczeństwa jakie może wywołać naturalne zjawisko.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W mojej opinii Padang i bezpośrednie okolice rowniez nie miały wiele do zaoferowania w kontekście ciekawych obiektów przyrody dlatego potraktowałem to miasto jedynie jako miejsce, w którym spędzę jedną noc , wynajmę skuter i ruszę dalej. Za to blisko mojego hotelu znalazłem przyjemne restauracje, w których mogłem nieźle zjeść i kogoś spotkać.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Trzy studentki angielskiego szukały białego obcokrajowca, który je przepyta z atrakcji turystycznych w Padang i wystawi ocenę, która będzie miała wpływ na ocenę końcową na uniwersytecie. To je przepytałem.  Co prawda tylko jedna z nich mówiła nieźle po angielsku, drugą ledwo rozumiałem, a trzecia właściwie po angielsku się nie odzywała, ale przyjąłem na tyle elastyczny system oceniania, że wszystkie zdały celująco. Jak zwykle w takich sytuacjach, czyli przy interview prowadzonym przez indonezyjczyków ze mną zrobiliśmy sobie zdjęcia udowodniające to wspaniałe wydarzenie. Poszliśmy od razu do punktu fotograficznego by je wydrukować, a ja dostałem kilka upominków.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy wyjeżdżałem z Padang byłem w dobrym humorze. Gorąco, słońce, malownicza góra po prawej,  niezła droga i poczucie wolności. Angkoty, czyli publiczne busy, które okazały się być dla mnie nie lada atrakcją ze względu na zmienione nadwozie (zobacz &lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_kmmTK-y4654/S3ZuXT6ZfqI/AAAAAAAAAYQ/dcOu4U4BDZY/s512/1_Padang_by_Angkot__74_.jpg"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;) zatrzymywały się na poboczu, żeby zabrać nowych pasażerów albo pozwolić wysiąść tym będącym w środku.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZxMyjZAkI/AAAAAAAAAYc/zT9S-XuAyVI/s1600-h/IMG_2138.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZxMyjZAkI/AAAAAAAAAYc/zT9S-XuAyVI/s200/IMG_2138.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437658064639033922" /&gt;&lt;/a&gt; Autobusy na dłuższe trasy także miały swój styl choć pojazdy wykolorowane w motywy z amerykańskich kreskówek mogą nie wszystkim przypaść do gustu (zobacz &lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_kmmTK-y4654/S3ZuXEXnqAI/AAAAAAAAAYM/g5UCY3-F4BI/s640/IMG_0164.JPG"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;Padang mam już parę kilometrów za sobą, wciąż czuję tę tajemniczą radość z jazdy pośród bujnej roślinności głębokiej zieleni zestawionej z żółto-brązowym kolorem piasku, błota oraz rzek w porze deszczowej, wyjeżdżam zza zakrętu a na mojej drodze pojawia się policjant i pokazuje kolejnym pojazdom gdzie mają się zatrzymać. Pokazał także i mi i wskazał jedynej w towarzystwie policjantce, żeby się mną zajęła.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Cholera, trzeba dać łapówkę&lt;/i&gt; – pomyślałem i zadałem sobie zasadnicze pytanie: &lt;i&gt;Powinienem dać wszystkim policjantom w pobliżu czyli kilku osobom czy tylko jej?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Otwieram przyciemnioną szybkę kasku:&lt;br /&gt;- Good Morning Mister – mówi zaskoczona i bardzo uśmiechnięta - Czy masz, hmm.... – szuka słowa w języku angielskim, ale wiem, że go nie znajdzie. Indonezyjczycy może są i dobrzy kiedy trzeba śpiewać podjazdem do utworu muzycznego w heksatonicznej skali całotonowej wśród przyjaciół ubranych w obcisłe dżinsy w karaoke z zapominającą o złożonym zamówieniu na napoje obsługą, ale jeśli chodzi o mówienie po angielsku to rzadko jest z tym dobrze. Widzę, że nie może sie wyslowic więc wyciągam kartę rejestracyjną i pokazuję ją jakbym się przechwalał licząc na to, że to wystarczy.&lt;br /&gt;- Dobrze! A czy masz SIM? (indonezyjskie prawo jazdy)&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Cholera&lt;/i&gt; – znowu pomyślałem i zacząłem wchodzić w rolę. -A co to takiego? – zapytałem niewinnie i zrobiłem usta w dzióbek. &lt;br /&gt;Jakiś inny zatrzymany indonezyjczyk pomachał mi swoim prawem jazdy i zostałem zaproszony do jej kolegów kilka metrów dalej, a ja zacząłem zastanawiać się, jaki dokument pokazać: polską legitymację studencką, indonezyjską – nie, to głupie, legitymację ISIC, kartę Rodzyinka, aaaa niech mają mój dowód osobisty. Policjant oparty o bagażnik samochodu oglądał obojętnie mój dowód to z jednej to z drugiej strony. W tym czasie rozmawiałem z policjantką o moim pochodzeniu, o tym, że jestem nauczycielem w Polsce, przyjechałem pozwiedzać, zacząłem mówić o tych wielu &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZxqOnuVeI/AAAAAAAAAYk/TNHXHhT_N7E/s1600-h/IMG_2160.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZxqOnuVeI/AAAAAAAAAYk/TNHXHhT_N7E/s200/IMG_2160.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437658570389607906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;interesujących wodospadach i innych miejscach, które są niedaleko Bukit Tinggi, do którego zmierzałem. Zdecydowałem się nawet zdjąć kask, żeby zabłysnąć blondem i to już chyba przechyliło czarę.&lt;br /&gt;- Ok, Mister. Nie rozumiem cię. Jedź – powiedziała twardym angielskim.&lt;br /&gt;- Dziękuję.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Dwa dni później w drodze powrotnej znowu ich spotkałem tym razem jednak w innym miejscu. Jechałem wtedy między dwoma ciężarówkami, które zjechały na pobocze na znak policjanta. Ja nie byłem pewien czy policjant również mi kazał zjechać (na pewno tak), popatrzyłem tylko w lusterko czy się mną zainteresował i spokojnie pojechałem dalej do Padang, z ktorego mialem odleciec w domowe pielesze.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3418567366941790791?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3418567366941790791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/02/sumatra-kontynuacja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3418567366941790791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3418567366941790791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/02/sumatra-kontynuacja.html' title='Sumatra - kontynuacja'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S3ZwuTjw4CI/AAAAAAAAAYU/0h-sse4jlQU/s72-c/IMG_2092.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-670735563340154432</id><published>2010-01-27T14:26:00.003+07:00</published><updated>2010-01-27T14:34:26.747+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sumatra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lombok'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seminarium'/><title type='text'>Sumatra - wstęp</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zanim przejdę do podróży na Sumatrę kilka słów o tym jak można w Indonezji spędzić święta oraz Nowy Rok. Ja już, tradycyjnie, w Wigilię byłem w gronie kilku przyjaciół na Gili Trawangan – wysepce położonej na zachód od Lombok. Tam zjedliśmy tradycyjną kolację złożoną z ziemniaków, kurczaka, sałatki, wina ryżowego oraz lodów. Przy akompaniamencie zespołu, który grał typowe dla tego specyficznego okresu utwory w stylu „Knockin’ on heaven’s door” oraz „Sweet home Alabama” oddawaliśmy się świątecznemu klimatowi.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S1_sDQezY4I/AAAAAAAAAXk/32Qts20OZHU/s1600-h/IMG_1954.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S1_sDQezY4I/AAAAAAAAAXk/32Qts20OZHU/s200/IMG_1954.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431319216340034434" /&gt;&lt;/a&gt; Potem przyszedł czas na spacer wzdłuż plaży oraz – oczywiście - dyskotekę z pijanymi obywatelami z całego świata. Ponadto, w trakcie dwóch tygodni objechaliśmy Lombok, spotkaliśmy Robinsona Cruzoe, doświadczyłem pierwszego wypadku motocyklowego, następnie dalej podróżowaliśmy, miałem drugi wypadek, a Sylwestra spędziłem na Bali. Przekonałem się również, że podróżowanie auto/motostopem po Indonezji to bułka z masłem dla białego, z zabandażowanym dla większego efektu kolanem i ręką. W aptece pytałem również o czarną opaskę na oko jaką noszą piraci, ale nie mieli.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Sumatra, a przede wszystkim ludzie z Jambi – miasta na wschodzie Sumatry, okazali się być dla mnie bardzo gościnni. Od początku byłem tam prowadzony za rękę i traktowany jak jedynak. Gorzej było w innych kwestiach. Indonezyjczycy może są i dobrzy kiedy chodzi o przyrządzenie pieczonego kurczaka w słodkim keczapie dla dwóch osób wieczorem przy ruchliwej ulicy w towarzystwie żebraków, kotów i grajka, który z zagranicznych przebojów zna tylko jedną piosenkę Carlosa Santany, ale jeśli chodzi o sprawy organizacyjne to bywa z tym u nich raczej kiepsko.&lt;br /&gt;Kiedy po raz pierwszy spotkałem się z jedną z osób związaną z międzynarodowym seminarium, w którym miałem uczestniczyć powiedziano mi, że temat brzmi „Jak spowodować poprawienie zdolności mówienia i czytania w języku angielskim wśród uczniów szkół średnich”. Moje przemówienie miało trwać 5 godzin, a publiczność składać się głównie z nauczycieli języka angielskiego. Na trzy dni przed seminarium otrzymałem informację, a dokładniej zmusiłem Komitet do przekazania mi dokładnego planu, z którego okazało się, że mam przeznaczone 3 godziny (dobrze), ale zmienił mi się temat (niedobrze). W dniu seminarium znowu się trochę namieszało. Oczywiście w tamtym momencie miałem to już gdzieś, nie wiedziałem o co im chodzi, ale jestem już w Indonezji na tyle długo, że nie dziwi mnie, że coś nie idzie według planu, bo zwykle nie idzie. Spójrzmy na przykład na loty samolotów. Leciałem już w Indonezji samolotem sześć razy. Ile odleciało na czas? Jeden. Był to samolot z Padang do Dżakarty, który startował jako pierwszy tego dnia o godzinie szóstej rano! Inne, czy to o 8:30, 15:00 czy 19:00 – zawsze opóźnione przeciętnie o jedną godzinę.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy wszedłem do auli zaczęły grać fanfary, spikerka wypowiedziała nawet składnie moje imię i nazwisko i odbyło się krótkie przedstawienie taneczne.&lt;br /&gt;Po kilku godzinach różnych przemówień oraz dwóch wykładach Indonezyjskich nauczycieli, które spędziłem głównie w pokoju hotelowym oraz na jedzeniu w restauracji przyszedł czas na mnie.&lt;br /&gt;Zacząłem od podziękowań i kilku pytań do publiczności, z których okazało się, że jakieś 80% słuchaczy stanowili studenci. Druga sprawa, że w trakcie mojego wykładu koleżanka moderatorka poprosiła mnie, żebym mówił po indonezyjsku, bo wiele osób mnie nie rozumie. Odmówiłem. Nie wiem w takim razie czy moje słowa trafiły na podatny grunt i czy coś z nich urośnie. Na szczęście seminarium jest jak stolarz. Stolarz żyje, żyje, a potem umiera. Tak też jest z seminarium. Po półtorej godzinie powiedziano mi, żebym kończył, bo nie zostało nam dużo czasu. Nie ma problemu. Odpowiedziałem jeszcze na kilka rozsądnych pytań, obejrzałem przedstawienie i przez dwadzieścia minut pozowałem do zdjęć z hordami studentów. Byłem wytrwały i cierpliwy, odważnie i z pogodą ducha pokonywałem kolejne minuty życia. Byłem prawie jak Robinson Cruzoe...&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Robinsona spotkaliśmy na małej wysepce zamieszkanej przez jedną rodzinę niedaleko Lombok. Popłynęliśmy tam, bo leżała zaledwie 100-200 metrów od Gili Nanggu, na której nocowaliśmy. Kiedy ujrzałem go po raz pierwszy siedział sam na plaży i grał na gitarze. Gitara była jego głównym dobytkiem poza paroma innymi rzeczami, które zdołał zmieścić w futerale. Meksykanin, od &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S1_sRX3Dc3I/AAAAAAAAAXs/dIjFZAPKq-g/s1600-h/IMG_2020.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S1_sRX3Dc3I/AAAAAAAAAXs/dIjFZAPKq-g/s200/IMG_2020.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431319458838967154" /&gt;&lt;/a&gt;trzech lat w podróży.  Na wyspę dostał się przypływając z Lombok siłą mięśni. Najpierw z Lombok na jedną wyspę. Potem znowu do wody aż do następnej, piechotką przy plaży, znowu do wody i po kilku kolejnych minutach był na wyspie, na której go spotkaliśmy. Kosztowało go to równowartość 1,5 zł, za który kupił kawałek styropianu, pogrzebania trochę w śmieciach, szczypty sprytu i odrobiny pracy w skonstruowaniu pływającej platformy, na której położył gitarę i którą ciągnął płynąc. Kiedy odpływaliśmy zarezerwowaną przez nas wcześniej łajbą zdziwił się:&lt;br /&gt;- Nie zostaniecie na noc poimprezować?&lt;br /&gt;- Musimy płynąć, bo łódka na nas czeka, a nie mamy tyle pieniędzy, żeby wynajmować kolejną.&lt;br /&gt;- Byłoby dla was błogosławieństwem gdybyście nie mieli pieniędzy w Indonezji – powiedział po czym ruszył z gospodarzem wyspy do jego chatki.&lt;br&gt;&lt;br&gt;cdn.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-670735563340154432?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/670735563340154432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/01/sumatra-wstep.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/670735563340154432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/670735563340154432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2010/01/sumatra-wstep.html' title='Sumatra - wstęp'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/S1_sDQezY4I/AAAAAAAAAXk/32Qts20OZHU/s72-c/IMG_1954.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-1664955459838838792</id><published>2009-12-19T18:22:00.006+07:00</published><updated>2009-12-19T18:29:05.050+07:00</updated><title type='text'>Zbierając skały na Księżycu</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zaczerpnięte z „Modlitwy Żaby” Anthony de Mello:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;"Jeden z tych nielicznych ludzi, którzy spacerowali po księżycu, opowiada, jak musiał zdusić w sobie instynkty artystyczne, kiedy się tam znalazł.&lt;br /&gt;Pamięta, jak spoglądał na Ziemię i był zachwycony tym widokiem. Przez chwilę stał jak wryty, myśląc: &lt;Ależ to śliczne!&gt;&lt;br /&gt;Potem szybko otrząsnął się z tego nastroju i powiedział sobie: &lt;Przestań tracić czas i idź zbierać skały.&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;i&gt;&lt;center&gt;Są dwa rodzaje wychowania:&lt;br /&gt;to, które uczy, jak zarobić na życie&lt;br /&gt;i to, które uczy, jak żyć.&lt;/i&gt;"&lt;/center&gt;&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jutro wyruszam na dwutygodniową przerwę świąteczną. Tym samym nowych postów w najbliższym czasie nie będzie. Do tej pory napisałem ich tysiące, a dokładniej dwadzieścia dwa (z czego dwa całkiem nieźle). Tym samym staję się kolejnym powodem, dla którego część z Was będzie musiała zasiąść przed telewizorem i obejrzeć „Kevin sam w domu”. Ponadto, otrzymałem propozycję pięciogodzinnego przemówienia w charakterze eksperta na temat, który jest mi raczej obcy w połowie stycznia na Sumatrze. Oczywiście ją przyjąłem, dlatego te dwa tygodnie, które mi pozostaną po powrocie ze „Świąt” poświęcę intensywnym przygotowaniom. Prawdopodobnie zostanę na Sumatrze dłużej niż jeden dzień więc znowu nie będzie wstrząsającego opisu wydarzeń z Indonezji.&lt;br&gt;  &lt;br /&gt;Wszystkiego najlepszego.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-1664955459838838792?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/1664955459838838792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/zbierajac-skay-na-ksiezycu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/1664955459838838792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/1664955459838838792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/zbierajac-skay-na-ksiezycu.html' title='Zbierając skały na Księżycu'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3326561560509102865</id><published>2009-12-18T14:19:00.012+07:00</published><updated>2009-12-18T20:56:16.573+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Prigi'/><title type='text'>O jeden buch stąd</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Było po ósmej rano, gdy leżałem w łóżku i obudziło mnie wycie tłumika motoru Marcina. Wstałem, wyszedłem z pokoju, otworzyłem drzwi na balkon i wyjrzałem na zewnątrz:&lt;br /&gt;- Tak, tak może pan wywieść śmieci – powiedziałem Marcinowi i odwróciłem się w stronę drzwi.&lt;br /&gt;- Panie, można wejść? – zaskomlał.&lt;br /&gt; Rzuciłem mu klucze i wszedł na górę.&lt;br /&gt;- To co jedziemy? – zapytał wchodząc do pokoju - Pogoda piękna, słoneczko świeci. Weź aparat, zjemy po drodze.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysusczB5eI/AAAAAAAAAWA/d9bmeVH8af8/s1600-h/IMG_1592.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysusczB5eI/AAAAAAAAAWA/d9bmeVH8af8/s200/IMG_1592.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416474318022501858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- Wiemy jak jechać?&lt;br /&gt;- Mam mapę. Niestety kończy się ona na Malang, ale wiemy mniej więcej jak dojechać do Blitar, a potem będziemy pytać.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Sto siedemdziesiąt siedem kilometrów, cztery godziny, dwa tankowania albo jeden wielki czarny buch z rury wydechowej autobusu – tyle potrzeba, aby dotrzeć z Malang do Prigi Beach. Kiedy zobaczyłem Prigi po raz pierwszy byłem nieźle przybity. Śmierdziało rybami, a plaża nie wywoływała we mnie entuzjazmu. Przy zapewnieniach Marcina, że jest bardzo ładna wyglądała na marny dowcip. Kiedy więc spojrzałem na śmiejącego się Marcina zastanawiałem się czy to z powodu tego dość przeciętnego obrazu połączonego z powonieniem stada zdechłych ryb czy też wspomina zdarzenie sprzed kilkunastu sekund, gdy przeskoczyliśmy progi zwalniające z prędkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Okazało się, że to drugie. Nic to, w pobliżu powinny być inne plaże, a póki co zostaniemy tutaj i pomyślimy co dalej.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Motyl trzepocząc brązowymi skrzydełkami przeleciał ponad nami niezdarnie walcząc z mokrym wietrzykiem dobiegającym z morza. Staliśmy przy motorkach w zieleni otoczeni szerokim horyzontem piasku, palm i wody. Słońce stało wysoko na ogromnym szafirowobłękitnym niebie upstrzonym z rzadka suchymi, puszystymi chmurkami niepokalanej białości. Powiew wiatru łechtał moją grzywkę i pojedyncze włosy rzucały własne cienie. Było spokojnie. Pojechaliśmy więc pojechać szukać jakieś knajpy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;- Witamy, witamy! – rozległy się głosy wokoło. Kilka osób ruszyło się ustawić nam stolik, dopasować krzesła i nas udobruchać. Podano nam dwa duże ciepłe piwa i w towarzystwie kilku Indonezyjczyków &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysvCpUCy8I/AAAAAAAAAWI/QGuisl2L5dc/s1600-h/IMG_1497.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysvCpUCy8I/AAAAAAAAAWI/QGuisl2L5dc/s200/IMG_1497.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416474699339320258" /&gt;&lt;/a&gt;sączyliśmy je rozmawiając o niczym. &lt;br /&gt;Kiedy wyjeżdżałem do Indonezji ludzie pytali mnie jak będę się dogadywał, przecież to zupełnie inny język, inna kultura, zwyczaje. Ale hej, dogaduję się jakoś ze swoją matką! Oczywiście bywają problemy w komunikacji i to częste, ale da się tutaj żyć bez znajomości języka.&lt;br /&gt;Szczególnie ciekawą postacią był Indonezyjski niziołek. Mówił szybko pochłaniając kolejne sylaby z precyzją PacMana na Pegasusie. Przy tym wszystkim powtarzał jakiś dziwny balans ciałem i pląs nogami uzupełniając swoje taneczne ewolucje wytrzeszczaniem oczu i gładzeniem do tyłu pomalowanych na kolor blond włosów. Nie rozumiałem go tak jak nie rozumie się potrzeby robienia wykładów, oddawania prac domowych na czas albo jazdy określoną stroną jezdni.&lt;br /&gt;Generalnie, towarzystwo w knajpie wyglądało na nieźle wstawione. Mimo, że była dopiero godzina czternasta, tańce i głośne karaoke płynęły w parze bez przerwy. Z pewnością było to ciekawe doświadczenie oglądać kilku rybaków oraz tańczące dziewczyny, ale my przyjechaliśmy w poszukiwaniu pięknych widoków i relaksującej wody. Mieliśmy dobre perspektywy, ponieważ powiedziano nam, że bardzo ładna plaża znajduje się jeden kilometr stąd tak więc rzuciliśmy pieniądze na stół i zbieraliśmy się do wyjścia. &lt;br /&gt;Kelnerka nas zastopowała i powiedziała, żebyśmy poczekali na rachunek. Właściciel podał nam zwykłą, małą białą karteczkę, na której czarnym długopisem napisane było:&lt;br /&gt;Piwo    – 50 000&lt;br /&gt;Miejsce – 30 000&lt;br /&gt;Obsługa – 30 000&lt;br /&gt;Razem   – 120 000&lt;br /&gt;- Co to jest? – zapytałem w ferworze zdumienia. &lt;br /&gt;Tłumaczenia trwały kilka minut i skończyły się tym, że Marcin jeszcze raz rzucił na stół pięćdziesiątkę i powiedział, że więcej nie mamy i zapłacimy wieczorem. Oczywiście druga strona dobrze wiedziała, że to beznadziejna bujda, ale była to raczej psychologiczna wymówka niż prawdziwa przyczyna. Oni o tym wiedzieli i my o tym wiedzieliśmy. Było to dla obu stron łatwiejsze do przełknięcia niż przyznanie, że jedna strona chciała drugą oskubać.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy wieczorem poszukiwaliśmy miejsca na nocleg zjechaliśmy z ulicy wjeżdżając do czegoś co przypominało ładnie utrzymane miejsce noclegowe. Kiedy wyszedł nam na powitanie Indonezyjczyk pierwszym co przyszło mi do głowy było zapytać co tutaj podają do jedzenia. Za chwilę jednak z domu wyszedł starszy biały człowiek i okazało się, że on tu mieszka. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysvXF4gisI/AAAAAAAAAWQ/2T6zMK3PGpk/s1600-h/IMG_1517.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysvXF4gisI/AAAAAAAAAWQ/2T6zMK3PGpk/s200/IMG_1517.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416475050605841090" /&gt;&lt;/a&gt;Pół Anglik-pół Australijczyk, dziesięć lat spędził w Maroku po czym wrócił do Australii. Tam zaczęły „swędzić go stopy” i przyjechał do Indonezji. Jest nauczycielem w międzynarodowej szkole w Surabayi, a nieopodal Prigi Beach zbudował sobie dom. Od razu poczęstował nas zimnym piwem i chipsami, za które nie policzył nas ani rupii za usługę czy miejsce, zaczął palić namiętnie fajkę i gawędzić z nami. A pomiędzy kolejnymi pociągnięciami tytoniu wydawał odgłosy typu :Mmmm, Ooooo, Aaaaa oraz Yaaaa i machając głową jak dziobiący wróbel. Bez wątpienia był przykładem bezinteresownej gościnności, którą spotyka się od czasu do czasu, ale nie za często. Wskazał nam miejsce, w którym możemy się zatrzymać i o zachodzie słońca się pożegnaliśmy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Nasz przybytek znaleźliśmy tuż przy plaży. Pojechaliśmy jeszcze na kolację i wróciliśmy z dwoma butelkami klasycznego taniego wina – Orang Tua. Po zebraniu sił poszliśmy we czwórkę na plażę. Przy delikatnych uderzeniach kropli deszczu oraz w towarzystwie błyskawicznych piorunów usiedliśmy w lekko kołyszącej się od fal przycumowanej do plaży łajbie. Tam przeczekaliśmy deszcz oraz oglądaliśmy nieporadne poczynania kilku innych osób, które próbowały rozpalić ognisko (vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-i.html"&gt;Plaża Balekambang cz.I&lt;/a&gt;). Później, gdy już tamta grupka się poddała ognisko rozpaliło się jakby samo więc zmieniliśmy miejsce. Przy cieple palących się gałęzi wykrystalizowała się idea wstania wcześnie rano i wyruszenia na połów ryb z miejscowymi rybakami. Udaliśmy się spać, ustawiliśmy budzik na godzinę piątą rano i zasnęliśmy. O piątej rano Marcin wyłączył hałasujący budzik i spaliśmy dalej.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Rano wyruszyliśmy pobłąkać się po dżungli. Była to wędrówka bez celu czy- jak niektórzy mówią – bezcelna albo bezcłowa. Do czasu. Do czasu, gdy postanowiliśmy zdobyć dwa kokosy. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sysv1rtD_XI/AAAAAAAAAWY/AwuIJ0lDV14/s1600-h/IMG_1565.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sysv1rtD_XI/AAAAAAAAAWY/AwuIJ0lDV14/s200/IMG_1565.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416475576154455410" /&gt;&lt;/a&gt;Przy plaży jest mnóstwo palm kokosowych, z których można zdobyć owoce i sączyć mleczko. Po niekrótkich staraniach przy pomocy znalezionego na plaży wiosła zgarnęliśmy dwa kokosy i niczym ludzie pierwotni przemaszerowaliśmy z pożywieniem w kierunku osady, gdzie nastąpiła konsumpcja. Przy spożywaniu kokosów można minutą ciszy uczcić pamięć tych, którzy zginęli od jego uderzenia. Co roku z jego przyczyny śmierć ponosi około 100-150 osób na całym świecie. To jakieś dwa razy więcej więcej niż liczba zgonów na skutek nieudanej konsumpcji skrytobójczych orzeszków ziemnych, a to budzi respekt.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyswIDnFdbI/AAAAAAAAAWg/KzEvYFWZTQk/s1600-h/IMG_1614.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyswIDnFdbI/AAAAAAAAAWg/KzEvYFWZTQk/s200/IMG_1614.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416475891809482162" /&gt;&lt;/a&gt;Przyszedł jeszcze czas na przejazd bez koszulek na plażę, pozdrawianie tubylców oraz wizytę na plaży. Tam po kąpieli, poznaniu kilku osób oraz pozowaniu do zdjęć i zjedzeniu świeżoupieczonej rybki udaliśmy się w drogę powrotną. Pędząc przed siebie i chowając się przed mrugającymi na nas długimi światłami samochodami dojechaliśmy do zmoczonego równikowym deszczem Malang.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyswrFQCCgI/AAAAAAAAAWo/P5RXSNWaqxc/s1600-h/IMG_1605.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyswrFQCCgI/AAAAAAAAAWo/P5RXSNWaqxc/s200/IMG_1605.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5416476493545081346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3326561560509102865?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3326561560509102865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/o-jeden-buch-stad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3326561560509102865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3326561560509102865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/o-jeden-buch-stad.html' title='O jeden buch stąd'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SysusczB5eI/AAAAAAAAAWA/d9bmeVH8af8/s72-c/IMG_1592.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-9088766248791848190</id><published>2009-12-10T11:48:00.007+07:00</published><updated>2009-12-10T12:04:37.861+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='impreza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malang'/><title type='text'>Kapela J-Rock i nocne życie miasta</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zanim przejdę do sedna treści tego posta powróćmy na chwilę do historii z Bali i tajemniczego &lt;i&gt;prrrrr&lt;/i&gt; kapitana promu. Pytałem wtedy o wasze pomysły na temat tego dlaczego kapitan promu prrrrrował. Oto niektóre propozycje:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Maciek z Olsztyna&lt;/b&gt; pisze:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Prom był o napędzie koniowym tak więc owo prrrrr służyło jako rozkaz dla zwierząt, które wszak bywają uparte a czasami nawet nie słóchają.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Psycholożka&lt;/b&gt; napisała:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jakby to napisał Freud, koleś miał "nieźle odwalone". Myślę, że jego prrrr to klasyczny przykład tłumionej homoseksualności, która tkwi w podświadomości każdej osoby wybierającej typowo męski zawód. Tak samo było z Tommy Lee Jones’em w Ściganym.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wolverinexxx:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Każdy ma swoje odchyły, a kapitanów promów nie wybiera się ze względu na zdolności werbalne tylko ze względu na inne kryteria, jak na przykład...yyy...inne kryteria.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Dzięki za wszystkie sugestie. Wracamy do meritum.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Nocne życie? Jest coś takiego w Malang? Ano jest chociaż na pewno inaczej wyglądające niż w Europie. Popularnością cieszą się miejsca sprzedające przesłodzoną kawę. Czy to w postaci eleganckich i szpanerskich kawiarni, czy to w postaci miejsca przed budynkiem, gdzie rozstawia sie plastikowe stoliki i krzesła, a skończywszy na miejscach parkingowych przy głównej ulicy, na których rozrzuca się maty i podaje kawę z torebki (jak już wspomniałem bardzo słodką). Mógłbym rozpisać się jeszcze na temat obsługi, która nie zawsze &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyB_u2jJi2I/AAAAAAAAAVQ/nH_ugkbEvSg/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyB_u2jJi2I/AAAAAAAAAVQ/nH_ugkbEvSg/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413467194992986978" /&gt;&lt;/a&gt;przywiązuje specjalną uwagę do tego czego chciało się spróbować, ale opuszczę na to zasłonę milczenia. Ponadto istnieją kluby nocne choć jak na milionowe miasto czy ile to Malang ma mieszkańców jest ich niewiele, bo kilka, a i frekwencja nie zawsze jest wysoka. Zacznę jednak od koncertu kapeli J-Rock, która przyjechała do Malang.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;O koncercie jak i o samym zespole wiele nie mogę powiedzieć. Koncertu jakoś szczególnie nie pamiętam (hehe) poza tym, że był bardzo przeciętny i krótki (chyba trwał około jedną godzinę). Zespołu wcześniej nie &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAC_oBHII/AAAAAAAAAVY/6Z1SGffuKrM/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAC_oBHII/AAAAAAAAAVY/6Z1SGffuKrM/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413467541026708610" /&gt;&lt;/a&gt;znałem chociaż nazwa zapowiadała coś cięższego. Nieprawda. Grali miękko, ale czego się spodziewać jeśli wokalista wyszedł na scenę w białym garniturze. Brakowało mu zawieszki „Chrońmy króliki”, ale może gdzieś tam mu jednak wisiała więc nie będę się wypowiadał. Zespół podobno znany i dlatego pomyśleliśmy, że może warto byłoby się z nim zaprzyjaźnić. Marcin miał już pewne wtyki i sposoby jako, że był już kiedyś na ich koncercie w Malang, po którym spotkał członków zespołu w klubie, a resztę pamięta jak przez mgłę. Jako, że ceny alkoholu w klubie są wysokie chcieliśmy powtórzyć ten wyczyn &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAWeVTaAI/AAAAAAAAAVg/W-aYDWFFuoI/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAWeVTaAI/AAAAAAAAAVg/W-aYDWFFuoI/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413467875687229442" /&gt;&lt;/a&gt;toteż, gdy czuliśmy że koncert zbliża się ku końcowi obeszliśmy scenę i pojawiliśmy się przy bramkach z tyłu. Tam zostaliśmy wpuszczeni przez ochroniarzy i zaczęliśmy rozmawiać z główną organizatorką koncertu. Marcin coś chlapał językiem kogo on to nie zna z zespołu i jak to się oni nie przyjaźnią. Organizatorka nie bardzo wiedziała o co nam chodzi, ale w końcu dowiedzieliśmy się, że J-Rock’i spędzą noc w Bale Barong Cafe. Tam więc skierowaliśmy nasze członki.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kluby w Indonezji to trochę inna bajka niż kluby w Europie. Przy wejściu Indonezyjczyk musi zapłacić 9-20 złotych, a to sporo. Ceny alkoholu – wysokie. Piwo (0,3-0,4 litra)– ok. 8 zł, butelka whisky albo wódki – ok. 400 zł. Nic dziwnego, że chcieliśmy znaleźć sponsora. W nocy na przemian gra na żywo zespół oraz didżej robi dub-dub. Wolę jednak zespoły. Mniejsza już jednak o to. Byliśmy w Bale Barong Cafe we &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAn7ROYiI/AAAAAAAAAVo/5Z5LmdRRdzs/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCAn7ROYiI/AAAAAAAAAVo/5Z5LmdRRdzs/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413468175512527394" /&gt;&lt;/a&gt;czwórkę. Oprócz mnie był tam Jacek, Marcin oraz Madagaskarka o imieniu tak dźwięcznym i długim, żeby je wymówić potrzeba ze trzy języki , dwa nosy i kubek wody, żeby nie umrzeć na suchoty. A brzmi ono: Fy (no dobra, to tylko skrót). Czekaliśmy na J-Rock i się doczekaliśmy.&lt;br /&gt;Dosiedliśmy się do nich i zaczęła się rozmowa. Oczywiście oni po angielsku mówili słabo, ale chyba zdołali zrozumieć nową tożsamość Jacka, której nie powstydziłby się żaden agent Mossadu. Jacek został poszukiwaczem azjatyckich talentów śpiewających po angielsku oraz organizatorem Open’era w jednej osobie. Zaczęliśmy się z nimi bratać przy ich butelce whisky, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCA4f8raHI/AAAAAAAAAVw/2z8NKN0rqdQ/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCA4f8raHI/AAAAAAAAAVw/2z8NKN0rqdQ/s200/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413468460236367986" /&gt;&lt;/a&gt;a w ich żyłach zaczęło narastać podniecenie potencjalnymi rzeszami nowych fanów. Według Jacka bezpretensjonalne riffowanie, dynamiczna sekcja rytmiczna oraz bezkompromisowa charakteryzacja wokalisty opisywały zespół bardzo celnie i mogłyby zapewnić im sukces na bardzo konkurencyjnym rynku zachodnim. Doskonale. Jedyny problem polegał na tym, że J-Rock nagrał do tej pory tylko jedną piosenkę po angielsku więc jedyne co Jacek mógł zrobić to zasugerować nagranie kolejnych i dopiero wtedy koncerty w Europie w takich międzynarodowych metropoliach jak Ciechocinek czy Kolbuszowa. Wymieniliśmy się oczywiście numerami telefonów i muzycy zaprosili nas na koncert dla wybrańców następnego dnia. Trzeba przyznać, że pod koniec byli już oni nieźle podpici, ale mimo to perkusista zapewniał, że na pewno zadzwoni następnego dnia i po nas podjadą.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Następnego dnia faktycznie ktoś zadzwonił. I to nawet trzy razy. Ale Marcin to przespał. Tak więc międzynarodowa kariera J-Rock i koncertowanie w Ciechocinku zostaną odsunięte w czasie.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCBHxTIW7I/AAAAAAAAAV4/XvtQOZi-yuA/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyCBHxTIW7I/AAAAAAAAAV4/XvtQOZi-yuA/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413468722591980466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-9088766248791848190?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/9088766248791848190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/kapela-j-rock-i-nocne-zycie-miasta.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/9088766248791848190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/9088766248791848190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/kapela-j-rock-i-nocne-zycie-miasta.html' title='Kapela J-Rock i nocne życie miasta'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SyB_u2jJi2I/AAAAAAAAAVQ/nH_ugkbEvSg/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3710852629517175136</id><published>2009-12-03T08:15:00.003+07:00</published><updated>2009-12-03T10:06:44.502+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>Dotknięcie wspomnień</title><content type='html'>&lt;center&gt;&lt;object width="445" height="360"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UNNjlkTt_yo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UNNjlkTt_yo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3710852629517175136?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3710852629517175136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/dotkniecie-wspomnien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3710852629517175136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3710852629517175136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/12/dotkniecie-wspomnien.html' title='Dotknięcie wspomnień'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3525853907858647624</id><published>2009-11-25T17:43:00.008+07:00</published><updated>2009-11-25T18:05:58.386+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bali'/><title type='text'>Na wyspie Bali</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Bali czekało na nasze przybycie. Aby tam dotrzeć musieliśmy najpierw pojawić się w przystani promowej na Lombok. Dojechaliśmy tam taksówką.&lt;br /&gt;- Tutaj możecie kupić bilety – powiedział do nas taksówkarz zaraz po przejechaniu przez bramkę. &lt;br /&gt;Ledwo otworzyłem drzwi, a transakcja była już dokonana i miałem w ręce cztery bilety. Przejechaliśmy jeszcze powoli dwieście metrów taksówką i zatrzymaliśmy się. Wokół taksówki natychmiast pojawiło się mnóstwo osób. Nie wiem czego chcieli, bo zanim zapłaciłem taksówkarzowi i wydostałem się z samochodu ich wszystkich już nie było z wyjątkiem tego samego mężczyzny, który dopiero co sprzedał mi bilety.&lt;br /&gt;- Możesz mu dać bilety – powiedział taksówkarz.&lt;br /&gt;Nie byłem na początku szczególnie przychylny temu pomysłowi, ale skoro taksówkarz mi tak powiedział to mu zaufałem i oddałem Indonezyjczykowi cztery bilety. Poszliśmy w piątkę w kierunku promu. Przy wejściu nasz indonezyjski pośrednik schował jeden bilet do kieszeni, podał trzy do rozerwania panu wpuszczającemu i zostaliśmy zaproszeni we czwórkę na pokład. Prosty biznes.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Po pięciu a może sześciu godzinach podróży, docieraliśmy do brzegu Bali. Kapitan więc zaczął przemawiać:&lt;br /&gt;- Zbliżamy się do Bali prrrrr, proszę przygotować się do opuszczenia promu prrrrr. A później:&lt;br /&gt;- Kierowcę samochodu o numerach prrrrr XYZ prosimy o zabranie miejsca.&lt;br /&gt;Nie wiemy dokładnie co to prrrrr miało oznaczać, ale jeszcze powtarzał to kilka razy i zaraziło to pasażerów, którzy przygotowywali się do wyjścia:&lt;br /&gt;- Prrrrr, prrrrr – dało się słyszeć w przejściu z ust Indonezyjczyków jak i naszych.&lt;br /&gt;Jeśli macie jakiś pomysł po co kapitan mówił prrrrr, prześlijcie odpowiedź na adres &lt;a href="mailto:pocotoprrrrr@yahoo.com"&gt;pocotoprrrrr@yahoo.com&lt;/a&gt;. Najgłupsze pomysły zostaną nagrodzone.&lt;br /&gt;Dopłynęliśmy do Padang Bai.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Bali to prawdopodobnie najbardziej komfortowa wyspa Indonezji. Powszechne są tutaj europejskie toalety, drogi są dobre, jest bogata infrastruktura noclegowa jak i gastronomiczna. Jest najczęściej odwiedzana i zamieszkiwana przez białych. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0Ljq-WL3I/AAAAAAAAATY/9fesqjUvQGQ/s1600/PA300502.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0Ljq-WL3I/AAAAAAAAATY/9fesqjUvQGQ/s200/PA300502.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407991435000950642" /&gt;&lt;/a&gt;Ale czy jest najpiękniejsza? Z przyrodniczego punktu widzenia nie ma tutaj ani piękniejszych plaż niż na przykład na Lombok czy w południowej Jawie ani innych spektakularnych miejsc. Jedynym co w mojej opinii wyróżnia ją od pozostałych to atmosfera obecnego tutaj hinduizmu, który przejawia się w wystroju restauracji, miast jak i ubiorze niektórych ludzi. Dlatego Ci, którzy są trochę bardziej obeznani z indonezyjskimi cudami przyrody nie są powaleni, a czasami wręcz rozczarowani. Ale dla mnie, czyli dla kogoś wygodnego i leniwego Bali jest odpowiednie.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Najpopularniejszym miejscem pobytu turystów jest Kuta. Po pierwsze jest to miasto położone kilka kilometrów od międzynarodowego lotniska. Po drugie długa na kilka kilometrów i naprawdę szeroka plaża. Po trzecie fale, które załamują&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0OXBQvagI/AAAAAAAAATw/Z9ixtrGwFIU/s1600/DSCN8413.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0OXBQvagI/AAAAAAAAATw/Z9ixtrGwFIU/s200/DSCN8413.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407994516180265474" /&gt;&lt;/a&gt; się bardzo równo na sporej szerokości  co daje bardzo dobre warunki do surfowania. Obecnie jest tu dużo sklepów, restauracji, hoteli i klubów. To tutaj miały miejsce zamachy terrorystyczne z 2002 i 2005 roku. W 2002 roku w wyniku ataków na dwa kluby nocne zginęły 202 osoby – w tym aż 88 Australijczyków. Wśród zabitych była również polska dziennikarka interesująca się islamem – Beata Pawlak. 9 listopada 2008 trójka zamachowców została rozstrzelana przez pluton egzekucyjny. Aby uczcić pamięć tych, którzy zginęli w miejscu tragedii zbudowany został monument. W 2005 roku doszło do kolejnego zamachu terrorystycznego. Tym razem śmierć poniosły dwadzieścia trzy osoby, a ponad sto zostało rannych.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0M2msHwZI/AAAAAAAAATo/ZYuA_SWfUME/s1600/Bali_kuta_blast_monument_ag1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0M2msHwZI/AAAAAAAAATo/ZYuA_SWfUME/s200/Bali_kuta_blast_monument_ag1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5407992859779907986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Nie mogliśmy opuścić Bali nie spróbowawszy tutejszej kuchni. W celu znalezienia punktu sprzedaży araku postanowiliśmy zapytać kogoś tutejszego. Był już późny wieczór kiedy Radana zobaczyła sklep, w którym chciała coś kupić. Koło niego siedziało i głośno grało w karty kilku Indonezyjczyków. Weszliśmy do sklepu.&lt;br /&gt;-Skąd jesteście – zapytał sprzedawca pakując wszystkie rzeczy do torby.&lt;br /&gt;-Z Antarktydy – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;-Zimno tam, prawda? – ciągnął sprzedawca.&lt;br /&gt;-O tak, zimno, ale tutaj gorąco i bardzo to lubię.&lt;br /&gt;-Też jestem z Antarktydy. Dużo niedźwiedź polarny. A moim sąsiadem jest pingwin.&lt;br /&gt;Kiedy wyszliśmy Hania zapytała o napój na literę a. Okazało się, że panowie właśnie go skończyli i dali nam powąchać pustą butelkę „po wodzie”. Pachniało odpowiednio mocno więc udaliśmy się do wskazanej przez nich restauracji. Na miejscu okazało się, że arak rzeczywiście jest – pół litra w cenie 20 000 rupii czyli 6 złotych. Arak balijski zrobiony z fermentowanego ryżu jak podają niesprawdzone źródła internetowe zawiera od 20 do 50 procent alkoholu. Nie wiem ile miał nasz, bo go pomieszaliśmy z coca-colą, ale pewnie gdzieś w tym przedziale. Czasami można usłyszeć o przypadkach zgonu po wypiciu araku. Najprawdopodobniej powodem tego jest mieszanie go z metanolem w celu dodania mu siły. Szybka wskazówka: Pijcie z zaufanych źródeł. A że jako turyści takich pewnie nie będziecie znać to nie pijcie wcale albo zaufajcie tym, którzy piją go codziennie z tego samego miejsca tak jak nasi sklepowi Indonezyjczycy. W smaku na początku przypomina trudne momenty pacholęctwa z domieszką zeschniętego trzydniowego błota. Na szczęście później – oczywiście - jest trochę lepiej, ale do tego czasu niektórzy mogą się już zrazić.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ostatniego dnia pojawiliśmy się po raz drugi w Kucie, aby stamtąd przetransportować się do Malang. Poza kilkoma interesującymi osobami, których spotkaliśmy na Bali i którym nie poświęciłem ani jednosylabowego słowa spotkaliśmy - przypadkowo – innych, amerykańskich stypendystów Darmasiswy, którzy nudzą się na balijskich uniwersytetach. Spotkanie było krótkie i miało miejsce w restauracji w Kucie:&lt;br /&gt;- Cześć Chris, Jak leci? – zapytałem Chrisa.&lt;br /&gt;- Cześć Chris, Jak się masz? – odpowiedział Chris po czym dodał: - Witaj na Bali.&lt;br /&gt;I tak zakończył się mój pobyt na Bali.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3525853907858647624?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3525853907858647624/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/na-wyspie-bali.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3525853907858647624'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3525853907858647624'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/na-wyspie-bali.html' title='Na wyspie Bali'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sw0Ljq-WL3I/AAAAAAAAATY/9fesqjUvQGQ/s72-c/PA300502.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-6439723082368054831</id><published>2009-11-18T13:38:00.008+07:00</published><updated>2009-11-18T13:51:41.951+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gili'/><title type='text'>Gili Gili</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Na północny zachód od Lombok znajdują się trzy epickie atole,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOXFMMrKGI/AAAAAAAAASw/M3tjzdFbeOM/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOXFMMrKGI/AAAAAAAAASw/M3tjzdFbeOM/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405330093204252770" /&gt;&lt;/a&gt; gdzie piasek jest puszyście biały, woda orzeźwiająco koralowa a zachód słońca po prostu spektakularny. Te rajskie małe wysepki, bo największa z nich ma trzy kilometry długości to Gili Air, Gili Meno oraz Gili Trawangan. W lokalnym języku Gili oznacza wyspę (nie mylić z Wyspą Giligana). Co oznaczają poszczególne nazwy mogę się tylko domyślać.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zdecydowaliśmy, że popłyniemy na najrzadziej uczęszczaną Gili Meno. Z tego powodu musieliśmy długo czekać, aby zebrała się pełna łódka ludzi i abyśmy mogli wyruszyć. Staliśmy przy&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOXcVIYSHI/AAAAAAAAAS4/7NGroCcMw00/s1600/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOXcVIYSHI/AAAAAAAAAS4/7NGroCcMw00/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405330490739148914" /&gt;&lt;/a&gt; ladzie pytając ile brakuje jeszcze osób i jak długo musimy poczekać, gdy do poczekalni wszedł Indonezyjczyk o wyglądzie amerykańskiego rapera tylko trzy razy szczuplejszego:&lt;br /&gt;- Na Gili Meno jutro – rzucił niepytany.&lt;br /&gt;- A ty dokąd? – zapytałem.&lt;br /&gt;- Gili Trawangan. Na Gili Meno jutro – powtórzył niepokornie.&lt;br /&gt;- Spadaj kurczaku! – powiedziała Hania.&lt;br /&gt;- Spadai kucaku! Spadai kucaku! – zaczął krzyczeć jednocześnie omijając nas i kierując się w stronę ławek, na których siedzieli ludzie oczekujący na łódkę.&lt;br /&gt;Usiedliśmy kilka metrów od niego po drugiej stronie.&lt;br /&gt;- Gili Meno jutro – krzyknął.&lt;br /&gt;- Gili Trawangan pojutrze – zacząłem się z nim przekomarzać.&lt;br /&gt;W międzyczasie od dwudziestu minut zabijałem czas z tutejszym wciskaczem wisiorków:&lt;br /&gt;- No dobra, mam już dosyć i boli mnie głowa – 20 tysięcy za trzy – zaproponował robiąc przy tym minę jakby do tego dopłacał.&lt;br /&gt;- Cztery za dwadzieścia – powiedziałem mając w pamięci, że zostałem zmuszony przez moją nauczycielkę do kupna pamiątek dla niej i koleżanek.&lt;br /&gt;- Cztery za dwadzieścia pięć. Zgoda? – zapytał.&lt;br /&gt;- Owszem nie – odpowiedziałem dyplomatycznie.&lt;br /&gt;- Co za sofistyka! – z pewnością pomyślał.&lt;br /&gt;Dobiliśmy transakcji, a ja podałem mu błękitny papierek o wartości 50 tysięcy. Nie miał jak wydać więc oddał mi w zastaw swoją gablotkę ze sznureczkami na rękę i na chwilę zniknął. Zacząłem od razu handlować:&lt;br /&gt;- 10 tysięcy, 10 tysięcy, cena lokalna! – wołałem, ale niczego nie udało mi się sprzedać i oddałem sprzedawcy nienaruszony zestaw jego skarbów.&lt;br /&gt;Nagle, okazało się, że znalazło się w ciągu paru minut kilkanaście osób i zaczęliśmy pakować się do łódki.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wypłynęliśmy mnie więcej &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOX4OQWPKI/AAAAAAAAATA/i_3qCcGAJ10/s1600/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOX4OQWPKI/AAAAAAAAATA/i_3qCcGAJ10/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405330969929858210" /&gt;&lt;/a&gt;w tym samym czasie z indonezyjską podróbką Jay Z więc jeszcze raz podzieliliśmy się swoimi prognozami co do tego kiedy kto dotrze na Gili Meno i Trawangan. &lt;br /&gt;Płynęliśmy razem z turystami, mieszkańcami, sprzedawcami badziewia oraz żywnością. Były tam kukurydza, szpinak, ananasy, melony oraz król owoców - banan. Na wyspie jak w tropikalnym raju. Można pooglądać pływające w wodzie żółwie. Można spróbować magicznych grzybów. Można po prostu poleżeć na plaży i gapić się przed siebie popijając świeży sok. Jeśli chce się spróbować czegoś naprawdę lokalnego można zamówić wybraną rybę, a jeśli sprzedawcy uda się ją złowić można będzie jej zakosztować następnego dnia. Gili to również znakomite miejsce do nurkowania. Każdy kto tu przybędzie będzie torturowany takimi nieprzyjemnościami jak krystalicznie czysta woda, wspaniały widok na zamglone góry i atmosfera zatrzymanego czasu.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOZZf8KScI/AAAAAAAAATQ/C9IkH5MAoMo/s1600/4.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOZZf8KScI/AAAAAAAAATQ/C9IkH5MAoMo/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405332641124338114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-6439723082368054831?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/6439723082368054831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/gili-gili.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6439723082368054831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6439723082368054831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/gili-gili.html' title='Gili Gili'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SwOXFMMrKGI/AAAAAAAAASw/M3tjzdFbeOM/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-8818110621244380932</id><published>2009-11-13T08:29:00.014+07:00</published><updated>2009-11-13T08:51:30.048+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lombok'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>Lombok</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Piękna wyspa położona między Bali a Sumbawą. Mniej popularna turystycznie od Bali, głównie za sprawą zdecydowanie słabszej infrastruktury,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy44sy1QgI/AAAAAAAAARw/Pm4ee_ine54/s1600-h/IMG_1270.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy44sy1QgI/AAAAAAAAARw/Pm4ee_ine54/s200/IMG_1270.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403396937174303234" /&gt;&lt;/a&gt; ale być może również braku klimatu wszechobecnych hinduistycznych świątyń, kolorowych ozdób i zapachu kadzidełek, niuch niuch. Z tego powodu jedni są zachwyceni, bo widać niezniszczone piękno wyspy, a inni niezadowoleni bo nic tam nie ma (czyli jest tylko naturalne piękno wyspy). Lombok czekał na moje przybycie. Zrobiłem to przeciw zaleceniom lekarza, doradcy finansowego i wszystkich, którzy mnie kochają. Ale powiedziałem sobie: Dla moich czytelników muszę, ponieważ te trzy osoby zasługują na wszystko.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Niedziela, 25 października, godzina 13:35, lotnisko w Surabayi&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz Hania, Marcin pokazywał nam wczoraj jak będzie wyglądał nasz lot – powiedziałem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5IeffToI/AAAAAAAAAR4/-CfyaiXcuwM/s1600-h/DSCN8202.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5IeffToI/AAAAAAAAAR4/-CfyaiXcuwM/s200/DSCN8202.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403397208212983426" /&gt;&lt;/a&gt;Hania wyprostowała dłoń, przesunęła ją lekko w bok i zapikowała w dół. Zacząłem się z nią śmiać.&lt;br /&gt;- Ja nie rozumiem tych polskich dowcipów – odpowiedział Remy.&lt;br /&gt;Mimo, że przy starcie trzęsło trochę bardziej niż zwykle udało nam się wzbić w górę samolotem linii Lion Air, który należy do grupy JaLatam!Air i nawet wylądowaliśmy na dobrym lotnisku, bo w Mataram, ze wspaniałym widokiem na górskie szczyty. Kiedy z okien taksówki patrzyliśmy na otaczające nas rośliny i drzewa nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że Lombok &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5TItqwJI/AAAAAAAAASA/1-OskGh3xJo/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5TItqwJI/AAAAAAAAASA/1-OskGh3xJo/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403397391345434770" /&gt;&lt;/a&gt;jest bardziej zielony i uporządkowany. Jawa w porównaniu do Lombok wydawała się być jak surowy kartofel. Nie zawsze najpiękniejszy kolor na zewnątrz, jak się obierze trochę lepiej, ale wciąż nie różowo.&lt;br /&gt;Naszym pierwszym specyficznym przypadkiem ludzkim na Lombok była właścicielka kwatery, w której nocowaliśmy. Z pochodzenia Nowo Zelandka, jej angielski brzmiał&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5dJ_LlEI/AAAAAAAAASI/Gre6Hcw0lL4/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5dJ_LlEI/AAAAAAAAASI/Gre6Hcw0lL4/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403397563486016578" /&gt;&lt;/a&gt; jak angielski francuskiego oficera Crabtree z Allo!Allo! [&lt;i&gt;Good moaning (Dziń dybry)&lt;/i&gt; – przyp. autor]. Jej obsesją były wszelkie katastrofy naturalne, ze szczególnym naciskiem na trzęsienia ziemi. Na szczęście poza opowiadaniem o niebezpieczeństwach życia w Indonezji znała również kilka miejsc, które zapamiętamy na długo.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ludzie na Lombok często mówią po angielsku, a poza miastem sprawiają wrażenie naprawdę przyjaznych. Jadąc na skuterach często machaliśmy i pozdrawialiśmy się wzajemnie. Gdy pytaliśmy o drogę, a pytaliśmy tysiące, a może nawet i setki razy zawsze dokładnie i dobrze tłumaczyli. No może z wyjątkiem jednego faceta, którego gdy zapytałem w największym mieście na Lombok – Mataram którędy na plażę nie patrząc mi w oczy powiedział chwileczkę i odjechał &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5tjkuU8I/AAAAAAAAASQ/koqNUGZuHq4/s1600-h/8.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy5tjkuU8I/AAAAAAAAASQ/koqNUGZuHq4/s200/8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403397845232276418" /&gt;&lt;/a&gt;samochodem. Mam nadzieję, że kiedy następnym razem się tam pojawię będzie on stał w tym samym miejscu z gotowymi instrukcjami... Kilkadziesiąt minut później honor mieszkańców Lombok z jednej strony uratowali, a z drugiej trochę nadwyrężyli pewni młodzieńcy. Darując sobie plaże w okolicy Mataram zdecydowaliśmy się ruszyć w drogę powrotną i oczywiście się zgubiliśmy. Można powiedzieć, że pomimo tego, że cała czwórka chciała trafić do tego samego miejsca to tylko ja z Hanią się zgubiliśmy, bo Radana i Remy uważali, że jedziemy dobrą drogą.&lt;br /&gt;Zdając się jednak na moje przeczucie postanowiłem zatrzymać się i zapytać o drogę w pierwszym miejscu, w którym zobaczę człowieka. Miejscem tym okazał się być mały domek przy zakręcie, u którego progu drzwi zauważyłem indonezyjskiego młodzieńca. Kiedy zobaczył mnie po raz pierwszy przymknął na chwilę drzwi i coś krzyknął do &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6BwKBv5I/AAAAAAAAASY/HgqJ68qKApw/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6BwKBv5I/AAAAAAAAASY/HgqJ68qKApw/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403398192207347602" /&gt;&lt;/a&gt;swoich kolegów, którzy jak się okazało przebywali w środku.&lt;br /&gt;- Przepraszam kolego, którędy do Senggigi – zapytałem i podałem mu mapę.&lt;br /&gt;- Bule, który mówi po indonezyjsku – powiedział do nich i zaczął się śmiać.&lt;br /&gt;Potem coś mi tłumaczył aż w końcu dwóch z nich zaproponowało, że pojedzie z nami i wskażą drogę. Zawróciliśmy i faktycznie pokazali nam drogę. Niektórzy mogą się dziwić, że komuś chciało się specjalnie ruszać tylko po to, żeby komuś pokazać dokładnie drogę. Ale z drugiej strony, gdyby w waszym progu pojawił się Jon Bon Jovi to inaczej byście się zachowali. W sumie ja byłem dla nich lepszy niż Bon Jovi, bo po pierwsze oni pewnie nawet o nim nie wiedzą, po drugie mówiłem trochę po indonezyjsku, a po trzecie mam prawie tak samo bujną czuprynę jak on, z całym szacunkiem dla jego kędziorków. Wracając jednak do sedna. Kiedy znaliśmy już swoje tereny grzecznie im podziękowaliśmy, ale oni chcieli jechać z nami na plażę. Chcieli również nasz numer telefon oraz wiedzieć gdzie mieszkamy i wpaść do nas. Ostatecznie udało nam się od nich odczepić i pognaliśmy w swoją stronę.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Lombok to bardzo ładne plaże w bezpośrednim sąsiedztwie wysokich palm. W okolicy Senggigi można znaleźć wspaniałe restauracje położone kilkanaście metrów od morza, ale trochę dalej o porządne jedzenie może być trudno, a zamiast knajp, przy plaży najzwyczajniej żyją sobie w chatkach ludzie. Czasami na godzinę może zabraknąć prądu, ale Lombok ma sporą zaletę. Na północnym zachodzie znajdują się trzy urocze wysepki Gili, które zdecydowanie warte są zachodu. Na jedną z nich udaliśmy się także my...&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6WMxSyAI/AAAAAAAAASg/Nqb7Nn3Y2KE/s1600-h/7.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6WMxSyAI/AAAAAAAAASg/Nqb7Nn3Y2KE/s200/7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403398543485618178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6ePE0sAI/AAAAAAAAASo/_B1cDDenMrk/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy6ePE0sAI/AAAAAAAAASo/_B1cDDenMrk/s200/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403398681543356418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-8818110621244380932?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/8818110621244380932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/lombok.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8818110621244380932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8818110621244380932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/lombok.html' title='Lombok'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Svy44sy1QgI/AAAAAAAAARw/Pm4ee_ine54/s72-c/IMG_1270.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3011879796897234891</id><published>2009-11-06T12:19:00.019+07:00</published><updated>2009-11-06T13:04:30.682+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bromo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wulkan'/><title type='text'>Cień piasku</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy przymierzałem się do pisania tego posta postanowiłem &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO0G21IogI/AAAAAAAAAQo/Js_fst3IkFI/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO0G21IogI/AAAAAAAAAQo/Js_fst3IkFI/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400858408037949954" /&gt;&lt;/a&gt;sobie, że to będzie najlepszy albo najgorszy jaki kiedykolwiek napisałem. Sami ocenicie. Zadanie mam trudne, ponieważ znowu będę pisał o wulkanie Bromo (vide &lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wulkan-bromo.html"&gt;Wulkan Bromo&lt;/a&gt;), a dokładniej kolejnej wyprawie na niego, która znowu była jedyna w swoim rodzaju i bardzo urokliwa. Nie mogę powiedzieć, żeby to co zaplanowałem dla wszystkich jej uczestników wyszło doskonale. Wręcz przeciwnie, wyszło to raczej bardzo kiepsko. Moje planowanie było oczywiście bez zarzutu, ale zawiodła egzekucja czyli czynnik ludzki. Powiedzieć o tej wycieczce, że była ciekawa to jak nic o niej nie powiedzieć. Posłuchajcie.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jedynym powodem, dla którego zdecydowałem się po raz kolejny wyruszyć na Bromo była wizja zobaczenia wspaniałego wodospadu Madakaripura, który znajduje się nieopodal i o którego istnieniu wcale niewielu ludzi wie.&lt;br /&gt;Tym razem ekipa składała się z siedmiu osób: Marcina z indonezyjką Lyą, Nataszy, Radany, Remy’ego, który jest przyjacielem Hani poznanym na studiach we Włoszech oraz Łukasza. Łukasz jest doktorantem politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Napisał książkę o Timorze Wschodnim, a obecnie zbiera materiały do pracy doktorskiej na temat prezydentury Suharto (a może Sukarno?) w Indonezji – prawda to czy nie – mniej więcej te klimaty. Za pośrednictwem tego skromnego bloga skontaktował się ze mną i znalazł się na parę dni w Malang. Przy okazji, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko wykorzystaniu przeze mnie paru zrobionych przez ciebie zdjęć.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku. Zgodnie z planem, dokładnie o drugiej w nocy wyruszyliśmy w kierunku Bromo zarezerwowanym przeze mnie wcześniej samochodem w kształcie klocka, z którego szpetnie wystawały cztery małe kółka, z siedzącymi z przodu kierowcą oraz pilotem. Dopiero po około godzinie jazdy okazało się, że orientacja w terenie to nie był folwark naszych towarzyszy. Kierowca zatrzymał się w pewnej wiosce i zaproponował, żebyśmy na dalszą podróż wynajęli dżipy, bo droga jest zniszczona. Taką informację przynajmniej przekazała mi Lya.&lt;br /&gt;- Co?! – zapytałem i odpowiedziałem jednocześnie marszcząc czoło co zamknęło mu usta.&lt;br /&gt;Po kolejnej godzinie dotarliśmy do pierwszego celu czyli punktu widokowego. Wtedy dopiero Marcin i Łukasz podzielili się ze mną informacją, że z powodu &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO0QhQTRrI/AAAAAAAAAQw/OvDdcBfOwH4/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO0QhQTRrI/AAAAAAAAAQw/OvDdcBfOwH4/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400858574045005490" /&gt;&lt;/a&gt;bujania samochodem po górskich i stromych serpentynach niewiele brakowało, a ponownie mieliby przed sobą ostatni posiłek. Po zrobieniu zdjęć i kilku minutach zaczepiania ludzi w celu zaoferowania zdjęcia z przystojnymi chłopcami za jedyne dziesięć tysięcy rupii (photo with handsome boy – sepuluh ribu!) udaliśmy się do jednej z kanciap na coś w stylu śniadania. Pech czy też fart sprawił, że było to to samo miejsce co w trakcie pierwszej wyprawy z tymże niewiele, ale jednak trochę zmienione. Ceny też były zmienione, co oznaczało, że za drogie zupki chińskie ostatnim razem przepłaciłem jeszcze bardziej. Biłem sie później w piersi, że nie negocjowałem tej horrendalnej ceny. Wśród oparów sztucznie przygotowanych produktów spożywczych oraz mocnej kawy i herbaty nie mogliśmy nie poruszyć tematu wycieczki na Lombok i Bali, która miała mieć miejsce następnego dnia.&lt;br /&gt;- Jakimi liniami lecicie? – zapytał Marcin.&lt;br /&gt;- Lion Air – odpowiedziała Radana.&lt;br /&gt;- A Lion Air. Wasz lot będzie wyglądał mniej więcej tak – Marcin wyprostował dłoń na wysokości pół metra po czym przesunął ją lekko w bok i zapikował w dół cały czas szeroko się uśmiechając. Ja śmiałem się pełną gębą.&lt;br /&gt;- To nie jest śmieszne – zaprotestował Remy.&lt;br /&gt;- Wystartujecie, pilot zapyta drugiego, żeby mu podał mapę, a ten mu odpowie: „Panie kapitanie mamy tylko mapę Dżakarty”, na co tamten: „W takim razie lecimy do Dżakarty” – Ja i Marcin nie przestawaliśmy się śmiać.&lt;br /&gt;- Wystarczy – rozkazała Radana.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Po spożyciu posiłku ruszyliśmy w dół kaldery na walkę z kurzem i piaskiem wulkanicznym. Nasz samochód oczywiście nie był specjalnie przygotowany do tego typu wojaży chociażby dlatego, że nie miał napędu na cztery koła. Przy pierwszej wyprawie nie było problemu, bo kierowca był doświadczony i wiedział, że należy dobrze się rozpędzić i gnać przed siebie omijając miejsca z bardziej głębokimi warstwami piasku. A ten kierowca? No cóż. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1JWLjy4I/AAAAAAAAAQ4/VWyEVZUB4Qo/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1JWLjy4I/AAAAAAAAAQ4/VWyEVZUB4Qo/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400859550324870018" /&gt;&lt;/a&gt;Delikatnie mówiąc miał inną filozofię jazdy. Jechał za wolno i złym torem, a ponadto gdy czuł, że samochód jest hamowany przez piasek redukował bieg co jeszcze bardziej go spowalniało i zakopywał się. Szybko się więc okazało, że będziemy musieli nasz samochód pchać. Niestety piasek był na tyle głęboki, a kierowca na tyle nierozgarnięty, że musiał nam pomóc dżip. Korzystając z tej okazji usiadłem za jego kierownicą i zrobiłem kilka fotek (vide &lt;a href="http://www.facebook.pl/people/Krzysiek-Tokarz/1836337959"&gt;facebook&lt;/a&gt;). Kosztowało nas to pięćdziesiąt tysięcy rupii. Kilkadziesiąt metrów dalej znowu się zakopaliśmy. Na nic były nasze komendy, żeby bardziej rozpędzić samochód. Kierowca był uparty jak osioł albo po prostu był osłem. Marcin szybko wyciągnął pięćdziesiątkę i z uśmiechem na ustach zaczął ją oferować dookoła. Dookoła jednak nikogo nie było. Tym razem udało nam się wyciągnąć samochód własnymi siłami. Dotarliśmy do parkingu pod Bromo i wyruszyliśmy pieszo w stronę krateru.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1dH1r5yI/AAAAAAAAARA/yQSNpKOqtOU/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1dH1r5yI/AAAAAAAAARA/yQSNpKOqtOU/s200/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400859890072413986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wraz z powrotem do samochodu rozpocząć się miał etap, dla którego przyjechałem. Jak kania dżdżu spragniony byłem zobaczenia wodospadu Maradaripura. Po wstępnej aprobacji innych członków załogi oraz problemach z orientacją kierowcy w drodze na Bromo zapytałem go czy wie jak tam dotrzeć. Ten mi tak pozytywnie pokiwał głową i pokazał mapę, że aż cieplej zrobiło mi się na sercu.&lt;br /&gt;- Tylko godzina jazdy – powiedział entuzjastycznie.&lt;br /&gt;- No to jedziemy!&lt;br /&gt;Ku uciesze ekipy nie musieliśmy zawracać, a po prostu jechać dalej prosto piaskami wulkanicznymi. Podobało nam się to, bo wyglądało na to, że ta droga jest łatwiejsza. Nic bardziej mylnego. Już po chwili, kierowca w swoim stylu zredukował bieg i znowu siedzieliśmy po uszy w ...piasku. Mieliśmy go już także – naturalnie- po dziurki w nosie, a i &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1wZbud-I/AAAAAAAAARI/XGABk0gVvQo/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO1wZbud-I/AAAAAAAAARI/XGABk0gVvQo/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400860221212882914" /&gt;&lt;/a&gt;morale było niskie. Na szczęście zjawiły się posiłki. I nie mam tutaj na myśli jakichś naleśników albo sałatek. Z pomocą przyszło nam dziesięciu Indonezyjczyków, którzy pchali obok swoje motorki.&lt;br /&gt;Marcin miał najwyraźniej dzień odpoczynku od siłowni, bo stał z boku i nadzorował pracę nie brudząc sobie rąk:&lt;br /&gt;- Podłóżcie kamień! Ale nie tak! To nie jest robota! Jak ten matoł chce to zrobić? – motywował.&lt;br /&gt;Indonezyjczycy przepchnęli samochód kilka metrów dalej. Tam zakopał się znowu. I znowu popchnęli. Wsiedliśmy z powrotem i po pięćdziesięciu metrach znowu wysiadaliśmy i znowu nam pomogli. Po tym incydencie kierowca zaczął jasno myśleć i zdecydował się dać więcej gazu. Rozpędził samochód mocno. Było to o tyle interesujące doświadczenie, że po prawej stronie od nas wystawały betonowe słupy. Wystarczyłoby, żebyśmy wyskoczyli z kolein w prawo i już nigdy więcej nie musielibyśmy pchać samochodu. Tak się jednak nie stało, a samochód wjechał znowu w grubszą warstwę piasku.  Kierowca jednak wciąż wciskał gaz odważnie, a my widząc jego determinację oraz to że samochód jednak mimo wszystko zwalnia próbowaliśmy go rozbujać tak jak próbuje się rozbujać huśtawkę to w przód to w tył, ale i tak zatrzymaliśmy się kilka metrów przed drogą asfaltową, co wzbudziło okrzyk zawodu. Tym razem jednak było już pewne, że przejdziemy i tę próbę. Dokonaliśmy ostatniego popchnięcia i życie znowu wydawało się piękne. Opuszczaliśmy kalderę pnąc się w górę asfaltową drogą i oglądaliśmy morze piasku znajdujące się na dole, które kosztowało nas sporo wysiłku.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Po czterdziestu minutach bezproblemowej jazdy kierowca zatrzymał się na poboczu:&lt;br /&gt;- Pozamykajcie szyby, włączę klimatyzację.&lt;br /&gt;W chwili gdy to zrobił z lewego przedniego koła zaczęła wydobywać się chmura szarego dymu. Zmieszany, nie bardzo wiedział co robić jednak po chwili zdecydował się wyłączyć silnik. Następnie włączył go ponownie, przejechał dwadzieścia metrów, wyhamował hamulcem ręcznym i zatrzymał się przy małym warungu. Wyszliśmy obejrzeć rozmiary zniszczeń:&lt;br /&gt;- Według mnie wybuchnął płyn hamulcowy i jesteśmy bez hamulców – zawyrokował Marcin.&lt;br /&gt;W oczekiwaniu na decyzję kierowcy co dalej zrobiliśmy sobie sjestę i zamówiliśmy kawę, herbatę oraz jedzenie typu instant i jedni delektowali się chwilą, a inni w ponurych nastrojach próbowali przeczekać najgorsze.&lt;br /&gt;- Mmmm, kawunia, ciepłe bułeczki, czego trzeba nam więcej? – zapytałem retorycznie.&lt;br /&gt;- No nie powiem, bardzo przyjemnie, mógłbym tutaj zostać na dłużej – odpowiedział Marcin biorąc do buzi okrągły kawałek bułki z truskawkowym nadzieniem.&lt;br /&gt;- Czy nie widzicie, że nie działają nam hamulce i nie mamy jak wrócić? – odparowała Radana.&lt;br /&gt;- Mi się bardzo podoba, póki jestem cały i zdrowy mogę tak podróżować – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;- Jutro mamy autobus na lotnisko o ósmej i warto byłoby się przygotować do wyjazdu.&lt;br /&gt;Zacząłem estymować:&lt;br /&gt;- Biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy jakieś osiemdziesiąt kilometrów od Malang i przyjmując przeciętną szybkość pięć kilometrów na godzinę daje nam to szesnaście godzin marszu, czyli w Malang możemy być o czwartej rano czyli, jak widzisz, nie mamy się czym martwić. Delektuj się z nami.&lt;br /&gt;- I obsługę mają miłą – dodał Marcin patrząc na przygotowującą posiłek Lyę.&lt;br /&gt;Po godzinie przerwy, na polecenie kierowcy zapakowaliśmy się z powrotem do samochodu i powolutku ruszyliśmy przed siebie. Tuż przed wejściem w pierwszy zakręt kierowca zaczął hamować hamulcem ręcznym.&lt;br /&gt;- Boże, jedziemy bez hamulców! – wykrzyknęła Radana i zaczęła płakać. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO2KFs7mFI/AAAAAAAAARQ/gm_Bu7FsWH0/s1600-h/7.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO2KFs7mFI/AAAAAAAAARQ/gm_Bu7FsWH0/s200/7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400860662592936018" /&gt;&lt;/a&gt;Atmosfera była napięta niczym struna bandżo. Poruszaliśmy się w miarę wolno, ale drogi w tej części Indonezji mają to do siebie, że składają się na przemian ze wzniesień i OBNIŻEŃ, a jak taka budka zacznie zjeżdżać to lepiej, żeby na jej drodze niczego nie było. Zacząłem estymować prawdopodobieństwo wyjścia z tego cało:&lt;br /&gt;- Jak oceniasz nasze szanse Marcin?&lt;br /&gt;- Według mnie to musimy w coś w końcu przypieprzyć – odpowiedział z defetyzmem.&lt;br /&gt;- Co o tym sądzisz Lya? – zapytałem dziewczynę Marcina.&lt;br /&gt;- Jest dobrze – uspokoiła mnie. Jej zdanie jako osoby, która powinna znać tutejsze realia najlepiej liczyło się dla mnie najbardziej.&lt;br /&gt;- Powinniśmy się zatrzymać i donieść o tym na policję! – zaproponował Łukasz.&lt;br /&gt;- Stary, to nie jest cywilizowany kraj. Pójdziesz na policję to cię spałują i jeszcze każą zapłacić, bo jesteś biały. To są inne realia – odpowiedział Marcin.&lt;br /&gt;Radana wciąż płakała, ale my jechaliśmy dalej. O dziwo, jeszcze się nie rozbiliśmy. Odbiliśmy z drogi w kierunku wodospadu.&lt;br /&gt;- Kesiu, jedziemy dalej zobaczyć wodospad... – zauważyła Lya.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Oczywiście, że tak. Po to tu jestem&lt;/i&gt; – pomyślałem.&lt;br /&gt;- NIE!!! – krzyknęłą grupka innowierców. Natasza, Radana, Łukasz i Remy chcieli jak najszybciej rejterować do gniazdka w Malang.&lt;br /&gt;Razem z Marcinem wstrzymaliśmy się od komentarza. Z praktycznego punktu widzenia byliśmy co najwyżej kilka kilometrów od wodospadu i biorąc pod uwagę fakt, że dalsza droga powrotna wyglądała najnormalniej w świecie i przebiegła bez żadnych usterek tym bardziej szkoda straconej szansy. Gdyby nie ta ucieczka wyprawę oceniłbym maksymalnie wysoko. A tak, brakowało tej wisienki na torcie. Ech, życie...&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3011879796897234891?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3011879796897234891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/cien-piasku.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3011879796897234891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3011879796897234891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/11/cien-piasku.html' title='Cień piasku'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SvO0G21IogI/AAAAAAAAAQo/Js_fst3IkFI/s72-c/3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-2193371663214786750</id><published>2009-10-22T11:52:00.001+07:00</published><updated>2009-10-22T11:54:51.676+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wywiad'/><title type='text'>Wywiad dla gapyear.pl</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Pod tym adresem można przeczytać wywiad ze mną dla serwisu gapyear.pl:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gapyear.pl/wasze-relacje/rok-w-indonezji.html"&gt;Rok w Indonezji&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-2193371663214786750?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/2193371663214786750/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wywiad-dla-gapyearpl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/2193371663214786750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/2193371663214786750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wywiad-dla-gapyearpl.html' title='Wywiad dla gapyear.pl'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-5429137760995257198</id><published>2009-10-18T21:41:00.003+07:00</published><updated>2009-10-20T19:40:36.140+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='język angielski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bule'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wydarzenia'/><title type='text'>Wydarzenia reprezentacyjne</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Być bule w takim miejscu jak Jawa Wschodnia to jak być w połowie gwiazdą rocka. Znać białego albo być z nim widzianym podnosi status społeczny tym, którzy żyją w kajdanach prestiżu czy poważania. Bule to człowiek mądry, mówiący po angielsku i mający pieniądze. Oczywiście to nie zawsze prawda. Nie zmienia to faktu, że jesteśmy zapraszani na uroczystości w czasie, których nasza aktywność ogranicza się do bezproduktywnego siedzenia, jedzenia i pozowania do zdjęć.&lt;br /&gt;W końcu nadszedł czas, że mogliśmy zagrać pierwsze skrzypce i zostaliśmy zaproszeni do jednego z liceów, aby zaprezentować kraje, z których pochodzimy. W prezentacji, którą przygotowałem razem z Hanią chciałem skupić się na tym co w naszym kraju najistotniejsze, czyli na polskiej kuchni, a dokładniej na wódce. Niestety, Hania silnie zaoponowała i ostatecznie słowo „wódka” zostało zastąpione „historią”, a więc w sumie to samo. Podobnie negatywnie Hania wyraziła się na temat mojej propozycji zamieszczenia kilku urywków z najbardziej kultowymi cytatami z filmu Psy 2: Ostatnia krew, ale tego komentować nie będę. Oczywiście później była fotosesja, a następnie lunch z dyrektorem liceum. Nie temu jednak wydarzeniu chciałbym poświęcić więcej miejsca.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy Gatut z mojej uczelni powiedział mi, że jedziemy do Blitar myślałem, że to nazwa szkoły. Gdy wsiadłem do jego samochodu zapytałem o konkrety. Wtedy odpowiedział, że to pół godziny jazdy z Malang. Chyba go źle zrozumiałem, bo zanim dotarliśmy do Blitar minęły bite dwie godziny. W czasie podróży Gatut roztaczał przede mną wizje wspólnych interesów, o których nie mogę nic powiedzieć, bo nikt nie może dowiedzieć się, że chodzi o handel kurczakami. W Blitar przesiadłem się do innego samochodu, który był prowadzony przez Tommy’ego z liceum do którego zmierzałem. &lt;br /&gt;- Gatut mówił Ci coś więcej jak to będzie wyglądać? – zapytał mnie Tommy.&lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;- Widzisz, mamy klub języka angielskiego i wpadłem na taki pomysł, żeby raz w miesiącu zapraszać do szkoły nauczycielów - native speakerów języka angielskiego – w moim umyśle zaczęły mieszać się śmiech i zakłopotanie czy Tommy na pewno wie kim jestem - Uczyłeś kiedyś?&lt;br /&gt;- Kiedyś w Stanach pokazywałem jak należy smażyć hamburgery – odpowiedziałem z dumą.&lt;br /&gt;- Dobre i to! – wykrzyknął z uśmiechem, a ja zacząłem bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość – Będziesz miał wyzwanie. Widzisz, to jest śmieszne, że ludzie tylko dlatego, że jesteś biały myślą, że jesteś native speakerem.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Pewnego razu, gdy udałem się po odbiór stypendium i składałem jeden z piętnastu wymaganych podpisów rektor zapytał mnie czy w Polsce mówimy angielskim brytyjskim czy amerykańskim. Odpowiedziałem, że brytyjskim. Chwilę się jednak zastanowiłem i zwróciłem mu uwagę, że w Polsce mówimy po polsku. Rektor chwilę trawił w swoim umyśle tę informację po czym z pewnością stwierdził, że w takim razie naszym drugim językiem jest angielski. Bez wahania odpowiedziałem, że tak. &lt;br /&gt;Podobnie jest w codziennych sytuacjach. Hania podchodzi do taksówkarza i piękną, poetycką oraz wyrazistą polszczyzną z naciskiem na wszystkie ć, sz i rz mówi:&lt;br /&gt;- Ile bĘdzie koSZtowaĆ taksÓWka na ulicĘ CZekoladowĄ?&lt;br /&gt;- I don’t speak english – usłyszała w odpowiedzi.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W końcu zacząłem głębiej zastanawiać się nad całą otoczką i celem mojej wizyty.&lt;br /&gt;- Czego ode mnie oczekujesz? – zapytałem i czekałem. Sekundę, pięć, dziesięć.&lt;br /&gt;- Jeśli ta pauza potrwa jeszcze dłużej będę musiał się ogolić – pomyślałem. W końcu jednak odparł:&lt;br /&gt;- Spokojnie, jak dojedziemy to będziemy mieć pięć minut i ci odpowiem.&lt;br /&gt;Dotarliśmy i usiedliśmy w gabinecie.&lt;br /&gt;- Lekcja powinna trwać między 60 a 90 minut. Powiedz na początku coś tam o sobie, a dalej to już zależy od ciebie. Ja czasami dyktuję im coś takiego – wyjął dwie kartki z kilkoma pomieszanymi fragmentami historii, które miały być ułożone w odpowiedniej kolejności.&lt;br /&gt;- Jak im to podyktuję, oni się zastanowią i to razem zrobimy to mija średnio 45 minut. Tutaj masz klucz odpowiedzi. &lt;br /&gt;Spojrzałem najpierw na tekst, następnie na klucz odpowiedzi, który był niepoprawny i zdecydowałem, że nie będę tego wykorzystywał w obawie przed samooskarżeniem o intelektualny ferment. &lt;br /&gt;Przeprosiłem na chwilę i wyjąłem telefon. Zadzwoniłem do Jacka.&lt;br /&gt;- Hej Jacek, daj mi przykład jakichś gier, które robisz ze swoimi studentami angielskiego.&lt;br /&gt;- No to na przykład możesz przygotować sobie karty do gry i pytania...&lt;br /&gt;- Nie mogę, za chwilę zaczynam.&lt;br /&gt;- Wymyślanie opowiadania. Ty zaczynasz i każdy dodaje jedno zdanie.&lt;br /&gt;Zostałem uwiedziony tą ideą. Oczywiście nie w seksualnym znaczeniu tego słowa (może odrobinę), ale ten pomysł wydał mi się wcale ciekawy dla mnie jak i dla uczniów.&lt;br /&gt;- Co jeszcze?&lt;br /&gt;- Może też zabawa z przymiotnikami. Pytasz ich jak mają na imię i muszą podać ci przymiotnik zaczynający się na pierwszą literę ich imienia, na przykład I am Chris and I’m crazy. A tak to nie wiem, coś wymyślisz spontanicznie...&lt;br /&gt;- Ok, dobra, dzięki za te dwie gry – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;Schowałem telefon, przełknąłem ślinę i byłem gotowy do wyjścia.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy przyjeżdżasz do Indonezji możesz spodziewać się wielu rzeczy: egzotycznych chorób, nagusa kierującego ruchem na skrzyżowaniu, grajków na ulicy, którzy wciskają się między pojazdy na światłach i zbierają pieniądze (zazwyczaj jeden klaszcze i coś tam sobie majaczy, a drugi psuje jakiś mały instrument). Czego się nie spodziewasz to publicznej klasy licealnej z dwudziestoma uczniami, niemal taką samą liczbą laptopów i bezprzewodowym dostępem do internetu. Uczniowie okazali się być inną formą białka niż przypuszczałem. Byli młodsi i nie mówili zbyt wiele po angielsku. Niemniej wszystko szło gładko i przyjemnie. Mały zgrzyt nastąpił, gdy z moich ust wymknęło się „O mój Boże”, co zostało przyjęte raczej kwaśno. Z uwagi jednak na okoliczności łagodzące, a dokładniej moją tępą nieświadomość nie dbałem o niczyje resentymenty i parłem dalej. Oprócz gier, które zajęły większą część lekcji wypowiadałem dydaktyczne, krzepiące sentencje na temat zalet uczenia się języka angielskiego we współczesnym świecie. Lekcja bardzo szybko dobiegła końca i od razu udałem się z Tommym na konferencję, która miała miejsce tuż obok i zgromadziła wiele ważnych postaci z okolicznych szkół. Usiedliśmy we dwóch przy stoliku blisko mównicy, przy której właśnie swoją przemowę wygłaszał dyrektor liceum. Dyrektor jak i inni pracownicy szkoły natychmiast zaczęli prawić mi dusery i prześcigać się w ukłonach i podziękowaniach.&lt;br /&gt;- Mister Chris, dziękujemy za przybycie – powtarzał powtarzał dyrektor z mównicy.&lt;br /&gt;Z uwagi na język indonezyjski pozostałe części jego przemowy docierały do mnie ledwo strzępami. Następnie, po zjedzeniu obiadu udałem się z Tommym jeszcze raz do szkoły. Zostałem posadzony w tym samym miejscu, w którym wcześniej Tommy roztaczał przede mną swoją filozofię nauczania języka angielskiego. Tommy wyjął z kieszeni kopertę i trzymając ją przed sobą jak ksiądz trzyma hostię w momencie konsekracji powiedział:&lt;br /&gt;- Tutaj jest nasze podziękowanie i nie chce słyszeć, że tego nie zaakceptujesz.&lt;br /&gt;- Nic się nie bój, zaakceptuję – powiedziałem z uśmiechem.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy kilka godzin później spojrzałem do koperty okazało się, że jak na tutejsze warunki jestem beznadziejnie drogi.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-5429137760995257198?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/5429137760995257198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wydarzenia-reprezentacyjne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/5429137760995257198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/5429137760995257198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wydarzenia-reprezentacyjne.html' title='Wydarzenia reprezentacyjne'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-6864616135982015893</id><published>2009-10-12T18:42:00.004+07:00</published><updated>2009-10-14T16:10:45.332+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Indonezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ruch uliczny'/><title type='text'>Ruch uliczny w Indonezji</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ryzykuję życie każdego dnia. Tysiące a nawet setki motocykli jadą ulicami Malang tam dokąd zdecydują podążyć ich kierowcy. Każdy z nich to potencjalne zagrożenie, którego uniknąć nie podobna.&lt;br /&gt;Oto moja rada: kiedy zobaczycie na drodze indonezyjskiego kierowcę, który nadjeżdża z drugiej strony, zatrzymajcie się na poboczu, wysiądźcie i schowajcie za drzewem dopóki nie przejedzie. Nie ryzykujcie!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Wyróżniłem trzy grupy, które powodują największe zagrożenie:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Grupa #1: Kierowcy nieoświetlonych motorków z zapalonym pecikiem&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj są to ludzie około pięćdziesiątki. Bywają młodsi, ale wtedy oprócz papieroska trzymają w ręku telefon i piszą esemesy. Wloką się poboczem pod prąd albo jak najbliżej wewnętrznej strony jezdni tak, żeby w razie wyprzedzania przez motocyklistę z naprzeciwka się z nim zderzyć. Najczęściej prowadzą trzydziestoletnie Vespy lub inne równie nowoczesne maszyny, z których pozbyto się wszystkich zbędnych części pozostawiając szkielet konstrukcji czasami dla większego efektu przemalowany na wszystkie kolory tęczy.&lt;br&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Grupa #2: Motorki sprawujące funkcję samochodu dostawczego&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Mogą to być baniaki z wodą po obu stronach. Mogą to być druty, który ciągną się po ulicy dobre dwa metry za motocyklem. Mogą to być dwaj Indonezyjczycy, którzy trzymają w górze materac. Może to być również motor wiozący szafę. Zawsze ich gabaryty są przynajmniej dwa razy większe wszerz, wzdłuż lub w górę niż normalnego motora. Strzeżcie się.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Grupa #3: Polacy&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Tak tak, nasi rodacy zaciekle walczą o miejsce w czołówce najniebezpieczniejszych kierowców. Pojęcie wolnej jazdy znają tylko od strony braku jakichkolwiek zasad. Uwielbiają się wciskać przy wysokiej prędkości między innych i traktować pozostałych jak pachołki. Ich filozofia jazdy opiera się na byciu najszybszym przez co zanika potrzeba spoglądania w lusterka, no chyba żeby się w nim przejrzeć (bardzo pożyteczne). Uważają się za swoistą elitę podkreślając to własnym i ściśle tajnym klubem tuningowym, którego kryteria członkowskie są bardzo restrykcyjne i niejawne. Aby do niego należeć należy spełnić wszystkie pięć z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;czterech kryteriów głównych&lt;/span&gt;, którymi są:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;- uliczny wojownik&lt;/span&gt; – przejazd przez Surabayę i przeżycie&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;- nieśmiertelny renegat&lt;/span&gt; – przeżycie wypadku, a następnie dalsza chęć do jazdy na motorze (wyjątek stanowi operacja mózgu, wycięcie części przysadki i zostanie warzywem – wtedy się nie liczy)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;- romantyczny książę&lt;/span&gt; – zakochanie się dziewczyny w kierowcy wyłącznie używając umiejętności kierowania pojazdem&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;- górski męczennik&lt;/span&gt; – podróż przez górskie tereny i powrót na tym samym motorze w takiej samej liczbie części&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;- wytrwały posłaniec&lt;/span&gt; – wielogodzinna jazda w upale, głodzie i pragnieniu &lt;br /&gt;Jeśli rada starszych zaliczy wszystkie pięć z czterech kryteriów głównych można przyłączyć się do tego poufnego i undergroundowego półświatka.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Pieszy nie ma żadnych praw. Jest mało chodników, przejść dla pieszych prawie w ogóle, a jeśli są to raczej po to, żeby zamalować dziurę. Przechodzenie przez jezdnię zademonstruję na przykładzie dwupasmowej w obu kierunkach ulicy, która przebiega blisko Domu przy ulicy Czekoladowej. Kiedy zdecydujemy się na przejście na drugą stronę musimy oczywiście spojrzeć czy ktoś nie jedzie, a ktoś jechać będzie na pewno. Warto zrobić jeden mały krok i wejść na jezdnię, aby zasygnalizować, że się nie boimy i będziemy walczyć o kawałek asfaltu. Jeśli sytuacja na to pozwoli zróbmy jeszcze jeden albo dwa kroki. W ten sposób jesteśmy już prawie w połowie jezdni jednego kierunku. W tym momencie stajemy się czymś na miarę laski Mojżeszowej na widok, której rozstępuje się morze pojazdów i omija nas z obu stron. Kierowcy tymczasem widzą, że nie mają do czynienia z tchórzami i budzi to w nich respekt. Jeśli nikt nie jedzie z naprawdę dużą prędkością albo nie jest bardzo blisko można ryzykować przejście drogi do końca licząc na to, że ewentualne pojazdy ominą nas z drugiej strony. Analogicznie możemy przystąpić do przejścia przez drugą stronę jezdni. Tym samym taka operacja wymaga średnio około 30-40 sekund przebywania na asfalcie, jeśli ktoś jest już w tym wprawiony, a więc generalnie szybciej niż oczekiwanie na zmianę świateł na normalnym przejściu dla pieszych. No i jaka przygoda! &lt;br /&gt;Oprócz walki z motocyklistami o przekroczenie ulicy może zdarzyć się, że przyjdzie wam stoczyć bitwę o miejsce na chodniku z tymi, którzy zdecydowali się ominąć korek. W takiej sytuacji musicie pokazać siłę psychiczną, pod żadnym pozorem się nie zatrzymywać ani ustępować tylko przeć do przodu własnym rytmem i zagarnąć sobie jeśli nie cały to jak największą część chodnika.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jak na kraj odwróconej flagi przystało ruch jest lewostronny. Zasady ruchu są niepisane. Każdy kierowca tworzy własne. Czasami nie wiadomo kto na skrzyżowaniu ma pierwszeństwo, ale jakby informacja o tym jest przekazywana kolejnym generacjom i niby jednak wiadomo. Na innych z kolei nie wiadomo, przez co gdy się dojeżdża do takiego wtedy rozstrzyga się to w pewien sposób naturalnie, czyli kto pierwszy ucieknie ten lepszy. Wyprzedzanie odbywa się ze wszystkich stron na raz. Gdy robi się to z prawej strony trzeba uważać na tych jadących z naprzeciwka. Gdy wykonuje się manewr z lewej trzeba mieć na uwadze pieszych, wyjeżdżających z pobocza, budki z jedzeniem jak i tych jadących z naprzeciwka pod prąd (uwaga na kierowców z zapalonym pecikiem!). &lt;br /&gt;Niektóre sceny można byłoby żywcem przenieść do filmów z James’em Bondem. No bo czyż agent 007 powstydziłby się niebezpiecznej jazdy zatłoczoną ulicą, następnie przejazdem jakimś egzotycznym skrótem wąską uliczką przez targ z owocami i biegającymi kurczakami, a na koniec dynamicznym i nonszalanckim powrotem na szeroką ulicę, gwałtownym przyspieszeniem i dalszą ucieczką przed zagrażającymi światu azjatyckimi terrorystami z bazooką na ramieniu?&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Na jazdę motorem wymagane jest prawo jazdy, którego koszt wynosi 250 000 rupii (ok. 75 zł) bez testów lub 75 000 rupii (ok. 22 zł) z testami i całodniowym załatwianiem spraw. Przeciętna łapówka za brak dokumentów to podobno 50 000 rupii, a więc inwestycja w prawo jazdy wymaga ekonomicznego rachunku zysków i strat oraz poważnego zastanowienia. Ponadto James Bond posiada licencję na prowadzenie wszystkich pojazdów, którą jest przeterminowana karta ISIC, więc się waha.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jazda motorem po indonezyjskich drogach to nie lada frajda choć bywa niebezpieczna. Ale jeśli lubisz poczuć adrenalinę albo nie cenisz zbyt wysoko własnego życia pokochasz to.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-6864616135982015893?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/6864616135982015893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/ruch-uliczny-w-indonezji.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6864616135982015893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6864616135982015893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/ruch-uliczny-w-indonezji.html' title='Ruch uliczny w Indonezji'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-485653116343710453</id><published>2009-10-06T16:22:00.014+07:00</published><updated>2009-10-06T16:55:01.055+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bromo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wulkan'/><title type='text'>Wycieczki motorowe</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Podróżowanie indonezyjskimi drogami jest nieustanną walką z przeciwnościami. Nawet jeśli nie pokonuje się górskich serpentyn, których prosta jest długa na dwadzieścia metrów albo nawierzchnia pamięta epokę kamienia łupanego to i tak na lepszych drogach, które pozwalają na osiągnięcie wyższych prędkości może przed nami wyskoczyć głęboka dziura, w której zostawimy koło, albo wybrzuszenie, po którym można przeskoczyć na drugą stronę świata. Dla kogoś kto chce się poruszać niezależnie istnieją dwie opcje: Albo kupić samochód i bezpiecznie oraz wolno poruszać się do celu albo jeździć motorem szybciej i z zastanowieniem czy następny zakręt nie będzie ostatnim. Ja wybrałem tę drugą opcję.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Niech was nie zmyli jego drapieżny wygląd i płomienie na karoserii – to nie jest ścigacz. To Yamaha Mio Soul. I chociaż w nazwie ma „duszę” w liczbie pojedynczej to jestem przekonany, że więcej osób straciło na nim życie. Pojemność skokowa: 113 centymetrów sześciennych. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssNZ8gRKzI/AAAAAAAAAOo/m756tzOy7Z8/s1600-h/IMG_1028.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssNZ8gRKzI/AAAAAAAAAOo/m756tzOy7Z8/s200/IMG_1028.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389416118468291378" /&gt;&lt;/a&gt;Prędkość maksymalna: 100 kilometrów na godzinę. Nie o osiągi jednak tutaj chodzi a o wygląd, który jest sensacyjny. W środku jest niewielki bagażnik tak jak w Bugatti Veyron. Zmieści się do niego kilka żab, więc jeśli ktoś prowadzi francuską restaurację to się nada. Ponadto to automat, a więc nie traci czasu na zmianę biegów i można bardziej skupić się na tym co dzieje się z przodu (czytaj: jest wolniejszy i więcej pali). Jeżdżąc na nim i wymijając inne motorki można poczuć się jak John Travolta w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gorączce Sobotniej Nocy&lt;/span&gt;. Niektórzy mogą się przyczepić, że został stworzony dla ludzi używających kremów nawilżających do twarzy, ale ja mam to gdzieś.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Najbardziej urokliwą wycieczką motorową w jakiej wziąłem do tej pory udział była wyprawa na Bromo. Druga podczas mojego pobytu w Indonezji, z tymże pierwsza została pokonana wynajętym samochodem z &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssNt6JOtBI/AAAAAAAAAOw/GWCI4U9qHDs/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssNt6JOtBI/AAAAAAAAAOw/GWCI4U9qHDs/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389416461432173586" /&gt;&lt;/a&gt;kierowcą (vide &lt;i&gt;&lt;a href="http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wulkan-bromo.html"&gt;Wulkan Bromo&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;). Tym razem wyglądało to odrobinę inaczej. Wyruszyliśmy we trzech: ja, Jacek i Marcin. Nasze motorki dziarsko gnały przed siebie z prędkością wysportowanego geoparda na szerokiej ulicy wybiegającej z Malang. Ale prawdziwa przygoda zaczęła się, gdy zaczęliśmy się wspinać. Na początku nie było źle – jechaliśmy wciąż drogami asfaltowymi. Sprawa się zmieniła, gdy zostaliśmy zatrzymani wjeżdżając do Parku Narodowego Bromo-Tengger-Semeru. Człowiek pilnujący przejazdu zaprosił nas do swojego biura i palcem pokazał pozycję w cenniku u samej góry: film przyrodniczy – dwa miliony rupii, pozycja druga: sesja zdjęciowa w plenerze – &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssOA2Rjj5I/AAAAAAAAAO4/LSwRskfBx74/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssOA2Rjj5I/AAAAAAAAAO4/LSwRskfBx74/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389416786810867602" /&gt;&lt;/a&gt;półtora miliona rupii. Czy wyglądaliśmy na ekipę National Geographic – trudno powiedzieć. Skończyło się na zwykłych biletach wstępu, za które w sumie zapłaciliśmy pięć tysięcy rupii. W międzyczasie byłem molestowany przez może jedenasto-dwunastoletniego chłopca, który najwyraźniej był synem strażnika i przez kilkadziesiąt sekund bez żadnego skrępowania szczypał mnie w rękę i pociągał za włoski, a brązowe oczy świeciły mu się jak żarówki.&lt;br /&gt;Dalej jechaliśmy już po kamieniach z prędkością królika, który przeskakuje z jednej kępki trawy na drugą. Nieźle trzęsło – tyle mogę powiedzieć. Po drodze napotkaliśmy wioskę, a że byliśmy głodni postanowiliśmy znaleźć miejsce, w którym można kupić posiłek. W korowodzie, pomalutku przejechaliśmy przez główną ulicę wioski, ale jedyne co napotkaliśmy to starszego Indonezyjczyka, który powiedział, że wskaże nam odpowiednie miejsce. Jak się okazało zaprowadził nas do swojego mieszkania jednak zauważając, że jego domowe pielesze zostały zamieszkane &lt;span style="font-style:italic;"&gt;en masse&lt;/span&gt; przez muchy zwialiśmy stamtąd. W wiejskim sklepiku nie było lepiej i o pustych żołądkach, ale z nakarmionymi pachnącą górską benzynką motorami ruszyliśmy dalej.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssPTHLIw6I/AAAAAAAAAPI/Ei7LGE2pC5U/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssPTHLIw6I/AAAAAAAAAPI/Ei7LGE2pC5U/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389418200096621474" /&gt;&lt;/a&gt;Uprzedzając fakty powiem, że nie dotarliśmy pod sam Wulkan Bromo, ponieważ zdecydowaliśmy się go objechać w poszukiwaniu wspaniałych widoków. I powiem szczerze, że drugi raz bym tego nie zrobił. Nasza dalsza tułaczka przypominała swoimi warunkami drogowymi raczej wyprawę Camel Trophy, do której powinniśmy wyruszyć motorami enduro a nie jak w moim przypadku automatycznym skuterem miejskim w posiadaniu, którego byłem od tygodnia. Pokryci ciemnym piachem do pasa przypominaliśmy w kaskach Arabów, którzy zamienili wielbłądy na motorki w poszukiwaniu nowych złóż ropy naftowej aniżeli białych,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssPc8AIL8I/AAAAAAAAAPQ/Zxqr7PfaNQo/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssPc8AIL8I/AAAAAAAAAPQ/Zxqr7PfaNQo/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389418368896348098" /&gt;&lt;/a&gt; którzy wyruszyli na wulkan Bromo, żeby się przejechać. Dotarliśmy nawet pod najwyższą górę Jawy –wulkan Semeru (wysokość 3676 m n.p.m.), a dokładniej do bazy, z której wyruszają wyprawy ludzi, którzy chcą go zdobyć. Tam w końcu posililiśmy się świeżo przyrządzonymi chińskimi zupkami, a ja zacząłem się zastanawiać czy to świszczenie, które zacząłem słyszeć przy ruszaniu motorkiem nie spowoduje, że zostanę w okolicy na dłużej. &lt;br /&gt;Droga powrotna przewidywała głównie zjeżdżanie w dół. Na początek zostaliśmy wystawieni na najcięższą próbę jaką był stromy zjazd po skałach i piasku. Aby go pokonać staczaliśmy motorki wyłącznie siłą hamulców, rąk oraz nóg. Osiągaliśmy prędkość ślimaka winniczka, który ma pod wiatr. Gdy wyprzedzili nas jadący na motorze Indonezyjczycy pomyśleliśmy, że gdybyśmy mieli większe doświadczenie w tego typu wojażach moglibyśmy zjechać szybciej. Kiedy kilka metrów przed nami wylądowali oni bokiem w krzakach zmieniliśmy zdanie. Na szczęście nic im się nie stało i przy naszej skromnej pomocy mogli kontynuować podróż. Później były zjazdy, zjazdy oraz kolejne zjazdy. Wszystkie pokonywałem jedynie przy użyciu hamulców, zapominając o silniku, który zresztą gasł mi, gdy nie dodawałem gazu. Ostatecznie wyprawę oprócz świszczenia przy ruszaniu okupiłem utratą najważniejszego urządzenia obok rączki do dodawania gazu czyli klaksonu oraz wgnieceniem rury wydechowej.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;I mimo, że z wycieczki byłem bardzo zadowolony to nie zrobiłbym tego po raz drugi. Chociaż z drugiej strony...&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssQQJNmqII/AAAAAAAAAPY/ggG6X1urbVs/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssQQJNmqII/AAAAAAAAAPY/ggG6X1urbVs/s200/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389419248615860354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssQgNDkzsI/AAAAAAAAAPg/7fXk-8qwwQM/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssQgNDkzsI/AAAAAAAAAPg/7fXk-8qwwQM/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389419524525444802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-485653116343710453?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/485653116343710453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wycieczki-motorowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/485653116343710453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/485653116343710453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/10/wycieczki-motorowe.html' title='Wycieczki motorowe'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SssNZ8gRKzI/AAAAAAAAAOo/m756tzOy7Z8/s72-c/IMG_1028.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-8966879433633511644</id><published>2009-09-29T17:19:00.010+07:00</published><updated>2009-09-29T17:38:35.084+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Balekambang'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><title type='text'>Plaża Balekambang - cz. II</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Następny dzień zapowiadał się równie wspaniale jak poprzedni. Marcin usłyszał od jakiegoś &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHf1YpCUeI/AAAAAAAAANw/Gxv3SirWGyY/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHf1YpCUeI/AAAAAAAAANw/Gxv3SirWGyY/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386832737552454114" /&gt;&lt;/a&gt;Indonezyjczyka, że około dwa kilometry na zachód od Balekambang znajduje się piękna laguna. Ponieważ wiadomość otrzymaliśmy od Indonezyjczyka tak więc laguna mogła znajdować się nie dwa a dwadzieścia kilometrów, i nie na zachód a na wschód, a właściwie to być może w ogóle jej nie było i cała historia mogła okazać się wielką bujdą. Niemniej, informacja ta wyrzeźbiła w naszych umysłach pożądanie&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhn-VOOfI/AAAAAAAAAOg/O9Y7RuCo7gY/s1600-h/P9130190.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhn-VOOfI/AAAAAAAAAOg/O9Y7RuCo7gY/s200/P9130190.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386834706174982642" /&gt;&lt;/a&gt; odkrycia czegoś o czym słyszeli nieliczni a widziało jeszcze mniej osób. Inaczej mówiąc – warto zaryzykować – dla zasady, dobra nauki i dla mamy i taty. Ruszyliśmy w drogę.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Było ciepło, słonecznie, wiał lekki wiatr, który nieco mierzwił moją fryzurę przez co musiałem co chwila na nowo ją zaczesywać. Po przejściu pięćdziesięciu metrów:&lt;br /&gt;- Czekajcie – krzyknął Marcin i pognał w bok do budki z bibelotami - Ale super statki. Po ile jeden?&lt;br /&gt;- Dwadzieścia pięć tysięcy – odpowiedział sprzedawca.&lt;br /&gt;- Hej, Jacek, patrz jakie super statki do naszego bajorka dla rybek. Tylko dwadzieścia pięć tysięcy.&lt;br /&gt;- Ale ja chciałem statki wojskowe – powiedział z rozgoryczeniem w głosie Jacek.&lt;br /&gt;Marcin jeszcze chwilę potrzymał uniesiony w górze statek, poprzyglądał się z jednej i z drugiej strony zachowując kamienną twarz jak degustator, który nie chce jeszcze okazać swojej opinii, aż w końcu odłożył go: &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHf-y_2LwI/AAAAAAAAAN4/GL9whqxFzv4/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHf-y_2LwI/AAAAAAAAAN4/GL9whqxFzv4/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386832899246272258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- Nie to nie.&lt;br /&gt;Na naszej drodze natknęliśmy się na niewielką górkę. Jej pokonanie zajmuje może dwie minuty, a po jej drugiej stronie postawiona jest blaszana budka o wymiarach mniej więcej trzy na trzy metry. Na niej niedbały napis ”1.500 Rupii” i nic ponadto. Chyba nikt nie będzie brał od nas pieniędzy za to, że idziemy sobie wzdłuż plaży, prawda? Nic bardziej mylnego. Gdy zaczęliśmy przechodzić koło niej szybciutko pojawił się jakiś starszawy Indonezyjczyk i zaczął machać jakimiś biletami i żądać pieniędzy. Co prawda ja i Marcin parliśmy naprzód, ale reszta wycieczki została zatrzymana.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHgIFWk2II/AAAAAAAAAOA/_ibFaEqmkRs/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHgIFWk2II/AAAAAAAAAOA/_ibFaEqmkRs/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386833058792265858" /&gt;&lt;/a&gt; Wynegocjowaliśmy zniżkę, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że nie dostaliśmy w zamian biletów była to chyba łapówka i mogliśmy wkroczyć na nieznane nam jeszcze tereny. Marcin zaczął bawić się w jasnowidza:&lt;br /&gt;- Za co my niby zapłaciliśmy?! Teraz sobie pewnie koleś myśli: „Ale złapałem frajerów. Mój plan przychodów na dwadzieścia lat został wykonany w ciągu trzech. Ten biznes to żyła złota. W przyszłym tygodniu stawiam następną budkę po drugiej stronie.”&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy ścieżka zaczęła oddalać się od plaży zeszliśmy z niej i pognaliśmy trochę wydeptanym szlakiem do dżungli. Nie ważne, którą ścieżkę byśmy&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHg9lKOfnI/AAAAAAAAAOI/BFn36XTOyuE/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHg9lKOfnI/AAAAAAAAAOI/BFn36XTOyuE/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386833977863470706" /&gt;&lt;/a&gt; wybrali zawsze wiodła ona do którejś z plaż. I mimo, że żadnej laguny nie zobaczyliśmy to dotarliśmy nawet do wioski rybackiej, w której jak zdążyliśmy zauważyć życie płynie leniwiej niż martwa muszka w kompocie owocowym.&lt;br /&gt;Ocean znowu zrobił na nas bardzo duże wrażenie i zachwycał. Kiedy oglądaliśmy olbrzymie fale rozbijające się o wybrzeża, w naszych umysłach zaczął krystalizować się plan wdrapania się na skały. Dziewczynom nasz pomysł wydał się niekoniecznie mądry jednak wizja zrobienia spektakularnych fotek zakłóciła nasz rozsądek i po chwili wraz z Jackiem i Marcinem byliśmy już na klifie. Nasze włosy były łechtane kryształkami wody wydobywającymi się z błękitnej otchłani. Z tego powodu uznałem, że przy takiej fryzurze to dzisiaj już nie wyjdą mi żadne porządne fotki i skupiłem się na robieniu zdjęć Jackowi i Marcinowi. Jacek poszwędał się po różnych skałkach, na parę minut zniknął nam nawet z oczu, aż w końcu przyjął pozycję stojącą oparty o klif blisko nas, ale kilka metrów wyżej. Tymczasem ja i Marcin siedzieliśmy na skale, patrzyliśmy przed siebie i oglądaliśmy pełen cykl życia fali, która ginęła uderzając z wielką mocą o wybrzeże. Właściwie była to rzeź. Pomimo niezłych ciosów wody, każda fala padała przed potęgą twardych skał. To tak jakby wystawić do walki z Lennox'em Lewis'em kilkutonowy głaz. Też nierówne szanse. Ale jeśli do walki z falą stanie człowiek sytuacja się zmienia.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhPURcvzI/AAAAAAAAAOQ/B2BLhtcOKQo/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhPURcvzI/AAAAAAAAAOQ/B2BLhtcOKQo/s200/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386834282568007474" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;- Hej, ta fala robi się ogromna! – powiedziałem raczej spokojnie, ale zdawałem sobie wtedy sprawę, że może być niebezpiecznie. Gdybyśmy siedzieli na gładkiej skale moglibyśmy próbować ratować się ucieczką, ale na porowatej skale pochodzenia wulkanicznego chodzenie jest trudne, a co dopiero bieganie. Widziałem jakby w zwolnionym tempie jak czubek fali uderza niemal o kant klifu i potężna chmura wody odbita od wybrzeża kieruje się prosto na nas. Odwróciliśmy się plecami do fali i przykleiliśmy do skały trzymając się jej z całych sił. Fala zaatakowała nas z impetem jakby przeczuwając, że to jest jej koniec i nie ma już nic do stracenia. Woda była naprawdę ciężka i niewiele brakowało, a byłaby to &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhZNdQRoI/AAAAAAAAAOY/UBnVtcETetg/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHhZNdQRoI/AAAAAAAAAOY/UBnVtcETetg/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386834452537165442" /&gt;&lt;/a&gt;ostatnia fala w moim życiu. Wytrzymaliśmy jej napór, ale serducho waliło mi mocno. Nie było czasu do stracenia, bo zaraz Marcin krzyknął: &lt;br /&gt;- IDZIE DRUGA!!! &lt;br /&gt;W tym miejscu mógłbym powtórzyć to co napisałem powyżej o budowie skały tylko to przekreślić, bo zachowaliśmy się zupełnie inaczej. A konkretniej spieprzaliśmy tak szybko jak się tylko dało. Okupiłem to zniszczeniem klapka, lekką raną u nogi i trzęsącymi się ze strachu rękami i nogami, ale zdążyliśmy. Byłem również cały mokry, ale to było od fali więc się nie liczy. Patrzyłem Marcinowi w oczy i czytałem w nich to samo co było napisane w moich wielkimi literami: NIEWIELE BRAKOWAŁO, KOLEGO. Cała akcja trwała w sumie może piętnaście sekund, ale były to jedne z najbardziej emocjonujących piętnastu sekund jakie przeżyłem.&lt;br /&gt;- Mówię wam, z góry naprawdę fantastycznie to wyglądało jak ta fala was przykryła. Gdybym miał wtedy w ręce aparat mielibyście genialne fotki – rzucił Jacek.&lt;br /&gt;Miałem gdzieś fotki i cały się trząsłem. Wziąwszy jednak pod uwagę fakt, że wyszliśmy z tego żywi to muszę przyznać - warto było zaznać takiej nielichej przygody. I nie mówię tego tylko dlatego, że cała akcja zdynamizowała napięcie międzywierszowe tego wpisu na blogu. O nie! To coś więcej. To jak zebrać tonę pszenicy na polu i później dowiedzieć się, że to pole sąsiada. Albo wysłać pocztą list z wąglikiem do prezydenta – coś co zapamiętuje się do końca życia.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-8966879433633511644?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/8966879433633511644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8966879433633511644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/8966879433633511644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-ii.html' title='Plaża Balekambang - cz. II'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SsHf1YpCUeI/AAAAAAAAANw/Gxv3SirWGyY/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-3346060155975260644</id><published>2009-09-24T23:29:00.016+07:00</published><updated>2009-10-14T14:53:01.964+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Balekambang'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plaża'/><title type='text'>Plaża Balekambang - cz. I</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;- To o której &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruj_46LREI/AAAAAAAAAMw/obRs39Lz4MM/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruj_46LREI/AAAAAAAAAMw/obRs39Lz4MM/s200/2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385078097455039554" /&gt;&lt;/a&gt;wyjeżdżamy? O siódmej? – pewnie zaproponował Tavish. Wizja tak wczesnego wstawania wydawała nam się jednak mocno odpychająca:&lt;br /&gt;- Nie, za wcześnie. Lepiej dziewiąta albo dziesiąta – odpowiedział Marcin.&lt;br /&gt;- Myślę, że powinniśmy wyjechać wcześniej, bo po pierwsze nie będzie tak dużego ruchu, a po drugie słońce będzie słabsze i będzie chłodniej.&lt;br /&gt;- No dobra, to jak – ósma trzydzieści?&lt;br /&gt;- Okay, niech będzie ósma trzydzieści. Ja i tak wstanę wcześniej, może o siódmej trzydzieści i pojadę zmienić oponę w skuterze, bo mi się zużyła.&lt;br /&gt;Następnego dnia, godzina ósma trzydzieści.&lt;br /&gt;- Wszyscy gotowi? – powiedziałem do wszystkich, czyli do nikogo.&lt;br /&gt;- Gdzie jest Tavish? -  zapytał mnie Marcin.&lt;br /&gt;- Miał pojechać zmienić oponę, pewnie za chwilę przyjedzie.&lt;br /&gt;- Hej, dziewczyny, widziałyście Tavisha?&lt;br /&gt;- Nie. Sprawdzaliście w jego pokoju? Może jeszcze śpi?&lt;br /&gt;Maksum ruszył zgłębić tę niewiadomą. Po zapukaniu w drzwi w progu pojawił się nasz Nowo Zelandczyk. Wyglądem przypominał ciemnoburego borsuka, który dopiero co obudził się z zimowego snu i nie jest jeszcze do końca pewien czy to już wiosna.&lt;br /&gt;- Yyyyy, ya, o co chodzi? – wymamrotał ubrany tylko w bokserki Tavish przecierając oczy dłońmi.&lt;br /&gt;- Jedziemy na Balekambang. Ogarniesz się w pięć minut?&lt;br /&gt;Tavish przetarł jeszcze raz oczy. Odwrócił głowę, popatrzył za horyzont uświadamiając sobie, że to już na pewno nie zima i wypowiedział słowa, które zapewniły mu w mojej pamięci nieśmiertelność:&lt;br /&gt;- Ya. Zaraz będę gotowy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Plaża Balekambang położona jest około 55 kilometrów na południe od Malang, czyli mniej więcej dwie godziny jazdy samochodem. Ktoś jeszcze narzeka na stan polskich dróg? Bo ja nie. Jadąc tam zastanawiałem się czy na pewno dojedziemy na wszystkich kołach. A jeśli tak to czy będą to koła naszego samochodu czy może &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SruklfsffaI/AAAAAAAAAM4/ly_ul52PtnM/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SruklfsffaI/AAAAAAAAAM4/ly_ul52PtnM/s200/1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385078743521787298" /&gt;&lt;/a&gt;jakiejś blaszanej ciężarówki, którą być może złapalibyśmy autostopem. Na niektórych odcinkach jakość drogi można było wyrazić trzema słowami: więcej dziur niż normalnego asfaltu. Wiem, powiecie, że to pięć słów, ale macie zamiar się ze mną kłócić czy chcecie usłyszeć historię?&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Cechą charakterystyczną plaży jest położona na wyspie hinduistyczna świątynia połączona z lądem kameralnym mostem. Ponadto jest tu sporo małych warungów, plaża, ocean, fale, dżungla i kilka pokoi do wynajęcia. W moim na wyposażeniu było jedno duże łóżko, plastikowy&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruk_OsY7XI/AAAAAAAAANA/luE6hQu0nV8/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruk_OsY7XI/AAAAAAAAANA/luE6hQu0nV8/s200/3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385079185634553202" /&gt;&lt;/a&gt; stoliczek, po którym chodziły dwucentymetrowe czerwone mrówki, dwa drewniane krzesła, kilkunastodniowa woda w zbiorniku i dziura w ziemi, w której brzuchem do góry leżał karaluch. Podsumowując, brakowało tylko Internetu. W oczekiwaniu na resztę załogi, a dokładniej Marcina, Jacka oraz Tavisha vel Sleepy boy, którzy postanowili przyjechać na motorkach, udaliśmy się do jednego z warungów, aby skonsumować posiłki przyrządzane w kuchni, która z pewnością nie spełniała żadnych europejskich norm. Ponadto – oczywiście – zamówiliśmy sobie kokosy. Przy ich piciu można minutą ciszy uczcić pamięć tych, którzy zginęli od jego uderzenia. Co roku z jego przyczyny śmierć ponosi około 100-150 osób na całym świecie. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SrumTFVOHBI/AAAAAAAAANI/iUjUKoKVhEY/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SrumTFVOHBI/AAAAAAAAANI/iUjUKoKVhEY/s200/4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385080626230467602" /&gt;&lt;/a&gt;To jakieś kilkadziesiąt razy więcej niż liczba zgonów na skutek przygniecenia automatami z napojami i batonikami, a to budzi respekt.&lt;br /&gt;Jako, że w cenę pokoju nie były wliczone masaże kamieniami, błotne spa ani kolorowe drinki, postanowiliśmy zrelaksować się na plaży. Było bardzo przyjemnie, czas nam mijał naprawdę szybko, a zimne piwka doskonale komponowały się z szumem oceanu. Spotkaliśmy także ewenement na skalę światową na miarę człowieka drzewo (&lt;a href="http://www.joemonster.org/filmy/5925/Czlowiek-drzewo"&gt;link&lt;/a&gt;) – człowieka piasek (&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_kmmTK-y4654/SrujLWMPPdI/AAAAAAAAAMs/oKD7fnBcc4U/s640/11.jpg"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;). Mój blog jest pierwszy, który o tym donosi. Zarazem jestem jedynym i wyłącznym agentem człowieka piasek. Wszelkie propozycje wywiadów lub udziału w lukratywnych filmach reklamowych proszę kierować na adres podany po prawej stronie.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Plan na wieczór zakładał rozpalenie ogniska i picie taniego wina na plaży. W tanie wino zaopatrzyliśmy się już parę godzin wcześniej tak więc otwarta pozostała jedynie kwestia znalezienia drewna na opał. Niczym mitologiczny Prometeusz, ja i Marcin wzięliśmy na swoje barki brzemię przyniesienia ludziom ognia. Jak tylko wyszliśmy z pokoju powiedzieliśmy sobie jasno, że znajdziemy drewno choćbyśmy musieli stanąć do walki z Herkulesem, albo konieczne było przepłynięcie całego oceanu. Zamierzenie mieliśmy dobre, ale po tym jak zobaczyliśmy, że aby dostać się do dżungli musimy przekroczyć kilkumetrowy strumyk, odłożyliśmy nasze plany w czasie. Skończyło się więc jak zwykle, czyli na obaleniu taniego wina na klifie przy świątyni, wpatrywaniu się w nieskończony przestwór burzliwego oceanu i rozmowach na temat życia, Indonezji i wina. Przesiedzieliśmy tam aż Słońce zaszło na dobre, a następnie co prawda bez drewna, ba, nawet bez wina, ale jakby nieco bogatsi wróciliśmy do pokoju. Lecz nie na długo.&lt;br /&gt;- Krzysiu, muszę zatelefonować i jadę szukać zasięgu, jedziesz ze mną? – zapytał Marcin.&lt;br /&gt;- Jasne – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy więc na skuterku najpierw drogą wzdłuż plaży, a następnie odbiliśmy na północ, a więc  w stronę cywilizacji co dawało nadzieję na znalezienie nadajnika. W drodze powrotnej zauważyliśmy leżącą na poboczu dużą gałąź jakiegoś drzewa. Wyglądało to na prezent od bogów, a że naszymi życiami kieruje filozofia „jak dają to biorę” trzymając ten potężny kawałek drzewa w ręce i niesubtelnie szurając nim po asfalcie dojechaliśmy do naszego obozu. Tym samym spełniliśmy naszą misję i w nasze życia wdarła się iskra sensowności. Po połamaniu gałęzi na mniejsze części przystąpiliśmy do części zasadniczej, czyli rozpalania ogniska. Trwało to pięć minut, dziesięć, piętnaście, trzydzieści i nic.&lt;br /&gt;- Przydałby się jakiś papier – rzekł Marcin.&lt;br /&gt;Poszedłem po mój zeszyt do nauki indonezyjskiego. &lt;br /&gt;- Cholera, nic z tego. Przydałoby się coś zamoczyć w benzynie i podpalić, bo temperatura jest zbyt niska, żeby utrzymać ogień.&lt;br /&gt;Poszedłem po swoje skarpetki. Zamoczyliśmy je w zbiorniku skuterka. Najpierw jedną, gdy po kilku minutach ogień zgasł, drugą. Rezultat był ten sam. Okropne zajęcie, któremu w takim napięciu oddawaliśmy się przez tak długi czas zaabsorbowało nas do tego stopnia, że zaczęliśmy wątpić. Uświadomiwszy sobie w końcu beznadziejność naszych wysiłków Jacek powiedział: &lt;br /&gt;- Cholera, może Tavish zna jakiś aborygeński sposób na rozpalenie ogniska.&lt;br /&gt;Znał.&lt;br /&gt;- Tutaj w warungach powinni mieć suche drewno i rozpałkę – powiedział proroczo.&lt;br /&gt;A jego słowa stały się ciałem. Faktycznie, mieli. Teraz wszystko wydało się dziecinnie proste, a więc nawet my mogliśmy dokonać cudu i wykreować ogień. Tymczasem Tavish, który na chwilę oddalił się od nas poinformował, że w warungu, w którym byliśmy znaleziono półtorametrową kobrę.&lt;br /&gt;- Jakiś człowiek normalnie wziął ją do rąk, wsadził do worka i powiedział, że jedzie ją wywieźć do dżungli.&lt;br /&gt;Wizja dostania się przez okno do mojego pokoju kobry trochę mi się nie spodobała. Nie mogłem sobie wtedy przypomnieć jak kobra wygląda toteż w mojej głowie wyglądała ona rozmaicie. Przybierała a to postać mojej byłej nauczycielki geografii, a to nauczycielki chemii, skończywszy na nauczycielu fizyki.&lt;br /&gt;Widząc nasze mierne efekty poprzednich starań Tavish zdecydował się przejąć inicjatywę i zabrał się do rozpalenia ogniska zamiast nas. Starannie i bardzo dokładnie ułożył ładny stożek z drewna, który oczywiście chwilę później się rozpadł, ale udało mu się uzyskać ogień. Popijając tanie wino, które niekoniecznie było mojego ulubionego gatunku ani preferowanym rocznikiem, siedzieliśmy wpatrzeni w jęzory ciepła. Pięły się w górę i zawijały w bok pod wpływem morskiego powietrza. Gorące płomienie dawały nam poczucie bezpieczeństwa i inspirowały do głębokich rozważań:&lt;br /&gt;-Hej, słyszeliście, że Foremniak znów wróciła do Maseraka?&lt;br /&gt;Potem poszliśmy po kolejne wina. Później po kolejne. Następnie Jacek poszedł po więcej drewna. Równolegle Marcin poszedł po jeszcze jedno wino. W końcu zasnęliśmy na plaży.&lt;br&gt;&lt;br&gt;ciąg dalszy nastąpi...&lt;table&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruo7rMz8zI/AAAAAAAAANg/H7VHmRMFic8/s1600-h/6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruo7rMz8zI/AAAAAAAAANg/H7VHmRMFic8/s200/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385083522613769010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;    &lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SruocfR-Y6I/AAAAAAAAANY/ssy69pBJjLA/s1600-h/10.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SruocfR-Y6I/AAAAAAAAANY/ssy69pBJjLA/s200/10.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385082986838254498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;br /&gt;  &lt;tr&gt;&lt;br /&gt;    &lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Srupauz8cVI/AAAAAAAAANo/HdDKEvHGDqo/s1600-h/P9120065.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Srupauz8cVI/AAAAAAAAANo/HdDKEvHGDqo/s200/P9120065.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385084056159154514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;    &lt;td&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Srun_mcTFOI/AAAAAAAAANQ/96_9tsw03gA/s1600-h/P9120100.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Srun_mcTFOI/AAAAAAAAANQ/96_9tsw03gA/s200/P9120100.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5385082490544395490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;  &lt;/tr&gt;&lt;br /&gt;&lt;/table&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-3346060155975260644?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/3346060155975260644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-i.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3346060155975260644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/3346060155975260644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/plaza-balekambang-cz-i.html' title='Plaża Balekambang - cz. I'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sruj_46LREI/AAAAAAAAAMw/obRs39Lz4MM/s72-c/2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-4344014452629509991</id><published>2009-09-19T20:52:00.006+07:00</published><updated>2009-09-19T22:01:00.249+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polacy'/><title type='text'>Polacy</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Można ich spotkać wszędzie. Na górce w Lądku Zdroju i w barach w Londynie. W Central Park w Nowym Jorku i na safari w RPA. W kolei transsyberyjskiej, a nawet w amazońskiej dżungli w przepasce biodrowej. Polacy są po prostu wszędzie. Założę się, że jacyś polscy backpakersi próbują teraz dostać się stopem na biegun północny. Mimo to, byłem trochę zaskoczony.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;- Ale fajnie sobie pływają.&lt;br /&gt;- No. A popatrz na tamte dwie, chyba się zgubiły.&lt;br /&gt;- Trzeba będzie położyć jakieś kamyczki na dno.&lt;br /&gt;- I musimy dokupić im też roślinki i stateczki, żeby mogły się bawić.&lt;br /&gt;- I żołnierzyki.&lt;br /&gt;- I jak będziemy wodować stateczki to założymy sobie krawaty i będziemy śpiewać „Żegnaj nam dostojny, stary pooooorcie”&lt;br /&gt;- I rozbijemy butelkę wina.&lt;br /&gt;Chłopaki stali w kucki w garażu i delektowali się nowo stworzonym dla rybek jeziorkiem. Rybki przez kilkadziesiąt minut musiały znosić podróż na motorku w indonezyjskim ruchu ulicznym. Miałem zaszczyt trzymać je w kilkulitrowej torbie w jednej ręce podczas, gdy drugą trzymałem się tylnego uchwytu, żeby nie spaść. Kiedy wypuściliśmy je do wody śmiało zaczęły machać ogonkami.&lt;br /&gt;- A widzieliście jak chętnie wypłynęły z worka?&lt;br /&gt;- Ja też bym szybko z niego wypłynął, gdybym miał w nim mieszkać – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;- Myślicie, że do Wigilii urosną duże?&lt;br /&gt;- Mam nadzieję – powiedział Marcin.&lt;br /&gt;- Gdybym był rybką to chciałbym tak żyć – zakończył Jacek.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jacek Kołomyjec i Marcin Bartczak są absolwentami Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, którzy w lutym tego roku przyjechali do Malang w ramach programu AIESEC. Obaj, w połowie 2008 roku skończyli szkołę. Jacek wyjechał na trzy miesiące do pracy do Kanady, a Marcin został w kraju. Po powrocie Jacka obaj złożyli aplikację i w lutym razem z innymi osobami z Brazylii, Holandii, Chin Indii, Filipin, Polski, Niemiec, Tajwanu, Norwegii, Ukrainy, Japonii i Tajlandii byli już w Indonezji. Do Malang przyjechali na praktyki do prywatnego uniwersytetu uczącego głównie Indonezyjczyków chińskiego pochodzenia. Oprócz pracy na uniwersytecie, jeździli również po innych szkołach i prowadzili wykłady na temat przedsiębiorczości i Polski. Ich obecność zawsze była odbierana bardzo pozytywnie:&lt;br&gt; &lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="360" height="299" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-4ef34b7ecfd62a6b" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v3.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4ef34b7ecfd62a6b%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331443227%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D2391697035904DBBC5581AA3CC7A83FA5DF48330.15CA67D70FAD14E18E4DFED2207445F8709D67A%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4ef34b7ecfd62a6b%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DF4nQp2V0-yIzOhhDvwf-pQ4MtNQ&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="360" height="299" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v3.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D4ef34b7ecfd62a6b%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331443227%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D2391697035904DBBC5581AA3CC7A83FA5DF48330.15CA67D70FAD14E18E4DFED2207445F8709D67A%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D4ef34b7ecfd62a6b%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DF4nQp2V0-yIzOhhDvwf-pQ4MtNQ&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;Po zakończeniu programu zdecydowali się nie wracać do Polski i zaakceptowali ofertę pracy w roli wykładowcy na uniwersytecie. Uczą przedsiębiorczości, podstaw ekonomii oraz angielskiego. Ich kontrakt wygasa w maju. &lt;br /&gt;- Gdybyś mnie zapytał co zamierzam dalej i gdzie to powiem, że nie mam pojęcia. Tak samo zresztą było z Indonezją. Rok temu w życiu bym nie pomyślał, że będę teraz leżał tutaj plackiem i oglądał palmy – powiedział mi Jacek leżąc plackiem przy basenie w Malang i oglądając rosnące koło wody palmy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ich poznanie otworzyło przede mną zupełnie nowe perspektywy, takie jak gra w futsal z Indonezyjczykami, wódka spod lady, agresywna jazda na motorach, wspólne wypady na jedzenie i wycieczki. Dzięki nim spróbowałem swojego pierwszego i najlepszego w mieście &lt;i&gt;sate&lt;/i&gt;, czyli grillowanych (chyba) jakichś wnętrzności kurczaka lub innego mięsa nabitego na patyki i podawanego w sosie orzeszkowym, które nawiasem mówiąc wcale mi nie smakowało. Jadłem ryż polany mlekiem kokosowym z kurczakiem i ostrym sosem &lt;i&gt;sambal&lt;/i&gt;, który był podawany na jakimś dywaniku na chodniku przy ruchliwej ulicy. Na podobnej zasadzie działają tutaj niektóre kawiarnie, otwierane dopiero po 20-21 na miejscu małych parkingów przed placówkami handlowymi. Wystawia się jakieś maty, niski stoliczek dla niemowląt i można delektować się różnymi rodzajami kaw i herbat. Niby romantycznie, ale byłoby lepiej, gdyby takie kawiarnie nie znajdowały się przy ruchliwej i głośnej ulicy.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ale wracając do chłopaków. Mam nadzieję, że ich rybki będą szybko rosnąć i zdążą złapać trochę mięska do Wigilii. Z ostatnich informacji jakie do mnie dotarły wiem, że zostały poczynione w jeziorku nowe inwestycje. Są już roślinki, jest piasek, w wodzie pływa też jakiś konar i co najważniejsze - chłopaki twierdzą, że rybki są szczęśliwe.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-4344014452629509991?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/4344014452629509991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/polacy_19.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/4344014452629509991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/4344014452629509991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/polacy_19.html' title='Polacy'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-6922524280771409625</id><published>2009-09-14T22:24:00.013+07:00</published><updated>2009-09-19T15:14:00.250+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mieszkańcy'/><title type='text'>Dom przy ulicy Czekoladowej</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Przykład doskonałej bezmyślności. No chyba, że projektanci byli takimi wizjonerami, że kontakt do zapalania światła specjalnie umieścili dobre pięć metrów od głównych drzwi wejściowych. Ktoś chce zbudować drugie drzwi z boku – &lt;i&gt;Voila!&lt;/i&gt; Kontakt już jest!&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Dom przy ulicy Czekoladowej to dwupoziomowa konstrukcja o powierzchni ponad 300 metrów kwadratowych, które stanowią podstawę dziesięciu sypialni, dwóch pokojów dziennych, jednej kuchni oraz trzech łazienek. Jest też ogródek, który przypomina małą dżunglę. W nim banany, mango, palmy.&lt;br /&gt;Wielu europejczykom, którzy przybywają do Indonezji brakuje prysznica. Także u nas znajdują się jedynie zbiorniki na wodę(zimną) oraz polewaczki (plastikowe). Nie wszystkim chce się zawsze do tego dostosowywać, dlatego popularnym stało się chodzenie wieczorami na siłownię, gdzie można skorzystać z tamtejszych dobrodziejstw sanitarnych i dokonać niezbędnej ablucji. Typowa dla Indonezji jest ubikacja kucana, tudzież narciarska, albo po prostu „na Małysza”. U nas, tylko jedna łazienka jest wyposażona w toaletę europejską. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że tuż obok tejże ubikacji jest zbiornik z wodą do polewania, a odpływ znajduje się około dwudziestu centymetrów od przypominającego lampę Aladyna miejsca, do którego gdy przyłoży się ucho czasami słychać szum morza, a momentami – jak za naciśnięciem guzika - sztorm to często wszędzie dookoła jak i na „nabrzeżach” jest mocno nachlapane co, powiedzmy sobie szczerze, trochę ogranicza komfort. &lt;br /&gt;Czekoladowy przybytek już od paru lat jest miejscem&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sq5oSzTdUPI/AAAAAAAAALc/W8NsgrXmHtQ/s1600-h/P82200081111.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sq5oSzTdUPI/AAAAAAAAALc/W8NsgrXmHtQ/s200/P82200081111.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381353276973076722" /&gt;&lt;/a&gt; zamieszkiwanym przez białych, &lt;i&gt;westerners&lt;/i&gt; czy po tutejszemu &lt;i&gt;bule&lt;/i&gt;. Dom, w którym mieszkają zarówno kobiety jak i mężczyźni to w tym kraju rzadkość. Nasz jest położony na końcu ślepej uliczki a to, że jesteśmy biali pomaga sąsiadom w zrozumieniu naszych odchyleń. Zdarza się, że jeśli indonezyjscy Marsjanie i Wenusjanki chcą mieszkać pod jednym dachem muszą płacić dodatkowo sąsiadom. Jeszcze rzadsze jest dzielenie pokoju przez chłopaka z dziewczyną tak jak zrobiłem to na początku ja z Hanią. Reakcja Indonezyjczyków na tę wiadomość była zawsze taka sama: otwarcie buzi i brak komentarza.&lt;br /&gt;Mimo kilku niedociągnięć, mieszkanie w dużym domu, w ciekawym towarzystwie jest lepszą opcją niż akademik, w którym jak poinformowały mnie koleżanki, woda jest brudna i czasami dostają wysypki (vide &lt;i&gt;&lt;a href="http:2009/08/from-malang-with-love.html"&gt;From Malang with Love&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;).&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Mieszkańcy:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Hania&lt;/b&gt; (Polska) – wcale nie wtrącająca się do tego co o niej napiszę absolwentka Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu na kierunku Turystyka i Rekreacja. Przyjaciółka stypendystów Darmasiswy, którzy przebywali w Malang dwa lata temu. Jeden z nich otworzył w Poznaniu restaurację z kuchnią indonezyjską o nazwie &lt;i&gt;&lt;a href="http://warungbali.pl"&gt;Warung Bali&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Całkowicie skrzywiona na punkcie Włoch.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Radana&lt;/b&gt; (Słowacja) – Absolwentka prawa z Bratysławy. Najbardziej rozrywkowa. Lubi mleko, ale wódka smakuje jej bardziej. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Natas(z)a&lt;/b&gt; (Słowacja) - Absolwentka zarządzania. Rok temu przez trzy miesiące przebywała na programie AIESEC w Indiach. Przez jej znajomego, trochę przypadkowo poznaliśmy pewnych dwóch ludzi (więcej informacji wkrótce).&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Maksum&lt;/b&gt; (Indonezja) – Nasz indonezyjski łącznik (vide &lt;a href="http:2009/09/wyspa-sempu.html"&gt;&lt;i&gt;Wyspa Sempu&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;). Generalnie sami już nie wiemy czy robi nas w konia czy nie. Mieszka za darmo i ma za zadanie opiekować się domem. Jest na piątym roku anglistyki. Jego najpopularniejsze wyrażenie to &lt;i&gt;Can I use your headphone?&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tavish&lt;/b&gt; (Nowa Zelandia) – poprzednio uznany przeze mnie za Australijczyka (vide &lt;a href="http:2009/09/wyspa-sempu.html"&gt;&lt;i&gt;Wyspa Sempu&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;). Okazało się jednak, że w Australii tylko/aż mieszka i studiuje, choć od ośmiu miesięcy przebywa w Indonezji. Przed przyjazdem miesiąc temu do Malang studiował w Jogyakarcie. Obecnie pisze pracę na temat &lt;i&gt;Rekreacyjnej Kultury Łowienia Ryb w Indonezji&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Juliet&lt;/b&gt; (Australia) – tak jak Tavish przyjechała do Malang z Jogyakarty. Pisze pracę na temat &lt;i&gt;Postrzegania Baracka Obamy w Indonezji&lt;/i&gt; (Obama spędził jako dziecko kilka lat w Dżakarcie – przypomina autor).&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tajki&lt;/b&gt; – oficjalnie dwie: &lt;b&gt;Fon&lt;/b&gt; oraz &lt;b&gt;Wee&lt;/b&gt;, nieoficjalnie: dokładna liczba nie jest znana. Pewnego razu naliczyliśmy siedem osób: &lt;br /&gt;- Hania, kto to jest? – zapytałem pokazując kciukiem za siebie na zrelaksowaną po kąpieli Tajkę z zawiniętym na włosach ręcznikiem, która zanurzyła się w fotelu w living-roomie.&lt;br /&gt;- Ona chyba przychodzi na noc. Zapytaj Maksuma – odparowała mi Hania.&lt;br /&gt;- Wcześniej widziałem jeszcze tego Tajlandczyka z twojej uczelni.&lt;br /&gt;- On też tu jest?!&lt;br /&gt;Niestety, dziewczyny nie mówią po angielsku więc niewiele się od nich dowiedziałem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Oli&lt;/b&gt; – malutki kotek przygarnięty przez Nataszę na targu zwierząt. Nie tsunami, nie trzęsienia ziemi, nie wybuchy wulkanów, ale Oli stanowił dla mnie jak dotąd, obok ruchu ulicznego, największe zagrożenie. Muszę przyznać, że częściowo z mojej winy. Uśpił moją czujność i zaufałem mu, gdy smacznie sobie na mnie spał. Gdy kilka godzin później przylazł do mojego pokoju i zrobił kupę na moich ciuchach, a następnie, gdy próbowałem go przegonić usiadł na moim łóżku byłem nieźle rozkołysany. Od tamtej pory pokój był zawsze zamykany na klucz. Niestety, na skutek rozjechania przez niezidentyfikowany pojazd, Oli odszedł od nas wprawiając cały Dom w smutek oraz stawiając mieszkańców przed wyzwaniem wytrzymania jednego dnia bez wody po tym jak Maksum kopiąc dla niego grób przeciął rurociąg. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Jaszczurki&lt;/b&gt; – podobnie jak z Tajkami – dokładna liczba nie jest znana.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-6922524280771409625?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/6922524280771409625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/dom-przy-ulicy-czekoladowej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6922524280771409625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6922524280771409625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/dom-przy-ulicy-czekoladowej.html' title='Dom przy ulicy Czekoladowej'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/Sq5oSzTdUPI/AAAAAAAAALc/W8NsgrXmHtQ/s72-c/P82200081111.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-194618870020871425</id><published>2009-09-08T14:53:00.010+07:00</published><updated>2009-09-08T15:31:47.656+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sempu'/><title type='text'>Wyspa Sempu</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYRmJJfKTI/AAAAAAAAAKo/_KU0iLmXRf0/s1600-h/P9060648.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYRmJJfKTI/AAAAAAAAAKo/_KU0iLmXRf0/s200/P9060648.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379006151929047346" /&gt;&lt;/a&gt;Indonezja jest krajem składającym się na Archipelag Malajski w skład, którego wchodzi około dwadzieścia tysięcy wysp. &lt;br /&gt;Z tego, około osiemnaście tysięcy należy do Indonezji. Większość z nich to małe, niezamieszkane wysepki, które urzekają swoim urokiem i dziewiczością. Jedną z takich wysp jest oddalona o dwie godziny jazdy od Malang, leżąca na południe od Jawy wyspa Sempu.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Podróż na wyspę Sempu zawdzięczam Tavishowi – Australijczykowi, który jest jednym z mieszkańców Domu przy ulicy Czekoladowej i który otrzymał od uniwersytetu samochód z kierowcą na cały dzień. Oczywiście, część pozostałych lokatorów podczepiła się pod tę wyprawę i rano, niewyspani, z przymkniętymi oczami, przy majaczeniu dobiegającym z meczetu, w siedem osób zapakowaliśmy się do Daihatsu Xenia. Trudno powiedzieć, co leżenie na plaży ma wspólnego z pisaniem przez Tavisha pracy na temat &lt;i&gt;Rekreacyjnej Kultury Łowienia Ryb w Indonezji&lt;/i&gt;, ale kogo to obchodzi. Czas potrzebny na dotarcie do celu został przez nas wykorzystany różnie. Jedni zdecydowali, że spróbują się przespać, inni oddali się urokom podróży, czyli podziwianiu kolejnych wspaniałych obrazów pagórków i wzgórz porośniętych zachwycającymi palmami. Ja natomiast, próbowałem wychwycić o czym Tavish rozmawiał z kierowcą. Na tyle na ile mój język indonezyjski pozwolił mi wyłapać, poruszone zostały tematy korupcji, praw kobiet, indonezyjskich polityków oraz ormiańskich filmów animowanych z lat sześćdziesiątych, ale co do tego ostatniego to nie jestem pewien.&lt;br /&gt;Po dotarciu na wybrzeże Jawy, w oczekiwaniu na przeprawę na wyspę, odwiedziliśmy tamtejszy &lt;i&gt;warung&lt;/i&gt;, czyli coś w stylu restauracji. W środku było to podobne do skansenu, w którym dodatkowo można kupić jakieś chińskie bibeloty oraz tanie batoniki. Ponadto – do czego już przyzwyczaiłem się w  miejscach poza miastami – podawano tam ryż z jakimś mięsem mimo, że nigdzie nie było wspomniane ani słowem o żadnym ciepłym jedzeniu.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYPuCYgW5I/AAAAAAAAAKY/CEEsWyJsjrk/s1600-h/P9060457.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYPuCYgW5I/AAAAAAAAAKY/CEEsWyJsjrk/s200/P9060457.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379004088528690066" /&gt;&lt;/a&gt; Prawdopodobnie minie jeszcze kilkadziesiąt lat zanim ktoś wpadnie na wydrukowanie jakiegoś menu i powieszenie go na ścianie. Nasz indonezyjski łącznik – Maksum postarał się o załatwienie nam jakiejś łodzi, którą moglibyśmy dopłynąć do miejsca destynacji. Jego rolą jest przekonywanie, że wcale nie jesteśmy tacy biali na jakich wyglądamy i nie śpimy na pieniądzach. Zazwyczaj średnio udaje mu się obniżyć cenę, ale za to był już w paru miejscach i wie co, gdzie i jak. Maksum przekonał miejscowego wieśniaka do przetransportowania nas na jego rozklekotanej i głośnej jak dyskoteka łajbie za równowartość trzydziestu złotych. Weszliśmy na pokład i po niedługim rejsie dopłynęliśmy do małej zatoczki przy wyspie i w otoczeniu lasów namorzynowych opuściliśmy łódź. Tam zostaliśmy pozostawieni sami sobie.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;To co przyciąga tutaj ludzi to przepiękna błękitna laguna. Aby do niej dotrzeć należy jednak wcześniej odbyć - w zależności od warunków - przynajmniej jednogodzinną wędrówkę przez&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYRJOf-_hI/AAAAAAAAAKg/WPWZ0aAW27U/s1600-h/P9060473.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYRJOf-_hI/AAAAAAAAAKg/WPWZ0aAW27U/s200/P9060473.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379005655149379090" /&gt;&lt;/a&gt; dżunglę. Żądni odkrycia nowych terenów, niczym Indiana Jones ruszyliśmy przed siebie i zanurzyliśmy się w gęstym, pierwotnym lesie. Takim jak u początków cywilizacji. I tak samo go przemierzaliśmy. Na stopach, przeciwstawiając swoją moc i umiejętności dzikim siłom natury. Przetrwa najbardziej zwinny – takie panuje tutaj prawo.&lt;br /&gt;- Nie wszystkim się powiodło – powiedział Tavish, gdy schylił się i podniósł z ziemi część pozostawionego wisiorka. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYS_PQwb4I/AAAAAAAAAKw/7UCrmHny8Ek/s1600-h/P9060489.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYS_PQwb4I/AAAAAAAAAKw/7UCrmHny8Ek/s200/P9060489.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379007682578509698" /&gt;&lt;/a&gt;Szliśmy dalej w upale, omijając węże, liany oraz drzewa o ogromnych trójkątnych korzeniach. Przeskakiwaliśmy ponad konarami, przechodziliśmy na balach z drewna ponad wodą i przyklejaliśmy się do zbocza. Nieźle spoceni i zmęczeni dotarliśmy na plażę.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W amoku odkrywcy wdrapaliśmy się na początek na skały i staliśmy oniemiali przed bezkresnym ogromem Oceanu Indyjskiego. Rozpościerał się przed nami widok epicki, wręcz katalogowy. Wspaniała woda aż po horyzont. Uderzenia fal o wysoki na kilkadziesiąt metrów klif wyspy.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYUMuJVWbI/AAAAAAAAAK4/JGsxTn-45KA/s1600-h/P9060500.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYUMuJVWbI/AAAAAAAAAK4/JGsxTn-45KA/s200/P9060500.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379009013718800818" /&gt;&lt;/a&gt; Intensywnie zielona flora próbująca chować się w porowatych skałach wulkanicznych. Parę kilometrów od wybrzeża dwie inne małe wyspy, uformowane rękoma oceanu na wzór spodków albo odwróconych kapeluszy. Wstrząs poezją bezkresnej głębi wody wdał się także we znaki Hani, która wydała zdławione westchnienie. Oglądaliśmy to wszystko w cichości, chociaż w uszach szumiało nieskończonością błękitnego żywiołu, a w środku grało &lt;i&gt;Dziewiątą Symfonię Beethovena&lt;/i&gt;. A kiedy się obróciliśmy, mieliśmy przed sobą doskonały obraz całej laguny. Hania znowu cicho załkała. Musiałbym mieć serce z kamienia, a duszę z budyniu, by nie zachłysnąć się tą przyrodą. Żadne słowa nie są w stanie oddać wyobrażenia jej cudowności. Musieliśmy zejść - plaża czekała, żeby ją zdobyć na dobre, więc rzuciliśmy się w jej ramiona. &lt;br /&gt;Było nam tam dobrze, coraz lepiej, rozkosznie, wręcz niebiańsko. Diamentowa woda, złoty piasek, bujna roślinność.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Ach, życie w tropikach&lt;/i&gt; – pomyślałem.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYVJsi1iZI/AAAAAAAAALI/NU8_xi7k60Q/s1600-h/P9060639.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYVJsi1iZI/AAAAAAAAALI/NU8_xi7k60Q/s200/P9060639.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379010061260917138" /&gt;&lt;/a&gt;Muskanie delikatnym tchnieniem wietrzyka odświeża, a tropikalne ciepło zabija wszelkie myśli. Powabne obrazy i lazurowe roziskrzenia dźgają wzrok i nadają momentowi nieśmiertelności. W takim miejscu mamy do czynienia z bezczasem. Czas płynie, ale jak – nie wiadomo i nikogo to nie obchodzi, bo z raju nie ma sensu się ruszać. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYUsUNqSBI/AAAAAAAAALA/h62YM0_EodI/s1600-h/P9060662.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYUsUNqSBI/AAAAAAAAALA/h62YM0_EodI/s200/P9060662.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379009556513441810" /&gt;&lt;/a&gt;Tylko leżeć, pachnieć i ćwiczyć umiejętność odpoczywania. Sjesta, sielanka, &lt;i&gt;dolce far niente&lt;/i&gt;. Nie chciało się stamtąd wracać, chciało się zostać i cieszyć życiem. Ale z drugiej strony, wędrówka przez dżunglę też ma swoje pobudzające działanie, a dalej są inne miejsca warte zobaczenia i doświadczenia. Bez zbędnych słów, niesamowicie odprężeni spakowaliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy z powrotem.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ludzie mówią, że podróże kształcą. A ja mówię, że podróże męczą, ale i tak warto.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-194618870020871425?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/194618870020871425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wyspa-sempu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/194618870020871425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/194618870020871425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wyspa-sempu.html' title='Wyspa Sempu'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqYRmJJfKTI/AAAAAAAAAKo/_KU0iLmXRf0/s72-c/P9060648.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-6682017488545263517</id><published>2009-09-04T11:35:00.011+07:00</published><updated>2009-09-04T12:24:46.656+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bromo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wulkan'/><title type='text'>Wulkan Bromo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCaPDWWH-I/AAAAAAAAAJI/cS34PPFZPO8/s1600-h/P8300030.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCaPDWWH-I/AAAAAAAAAJI/cS34PPFZPO8/s200/P8300030.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377467538468118498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Indonezja to obszar bardzo aktywny sejsmicznie. W wyniku położeniu na styku płyt: sundajskiej, australijskiej oraz birmańskiej w aktywnej strefie subdukcji kraj jest narażony na trzęsienia ziemi (&lt;a href="http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Trzesienie-ziemi-u-wybrzezy-Jawy-zabilo-juz-57-osob,wid,11455364,wiadomosc.html?ticaid=18af7"&gt;link&lt;/a&gt;). Z drugiej strony, wulkany dostarczają ludziom bardzo żyznych gleb oraz niezapomnianych wrażeń wzrokowych. Jedną z głównych atrakcji Jawy Wschodniej jest wyprawa na wulkan Bromo.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Aby dotrzeć na punkt widokowy, z którego roztacza się widok na wulkan należy pokonać długie kilometry cieniutkich serpentyn otoczonych dziką roślinnością.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCbFVdFd3I/AAAAAAAAAJQ/bd7K9EqhfMo/s1600-h/P8300073.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCbFVdFd3I/AAAAAAAAAJQ/bd7K9EqhfMo/s200/P8300073.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377468471041161074" /&gt;&lt;/a&gt; Najczęściej robi się to w całkowitej ciemności, przy gwieździstym niebie, aby zdążyć na wschód słońca. Na górze jest naprawdę pieruńsko zimno, a serwowane tutaj gorące zupki chińskie wcale nie są tanie i ogrzewają tylko na chwilę. Właściciel przybytku, w którym się na godzinę zatrzymaliśmy może nie miał zębów w zbyt dobrym stanie, a oczy mu się rozjeżdżały w różne strony, ale gdy nas zobaczył natychmiast wygramolił się razem z żoną z materaca, ziewnął i podstawił nam coś&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCcFIUC7fI/AAAAAAAAAJY/qEsGdVYpU5A/s1600-h/P8300092.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCcFIUC7fI/AAAAAAAAAJY/qEsGdVYpU5A/s200/P8300092.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377469567025212914" /&gt;&lt;/a&gt; w stylu piecyka. Piecyk to oczywiście za dużo powiedziane. To przypominało bardziej małe wiadereczko z żarzącym się węglem. Może i biednie wyglądaliśmy tak siedząc na dziecięcych krzesełkach otuleni w koce z wystawionymi do ciepła rękami, ale za to na pewno łatwiej nam było przetrwać ten mróz. Kiedy dało się w powietrzu wyczuć, że słońce jest tuż tuż, zdecydowaliśmy się opuścić nasze ciepłe gniazdko, tym bardziej, że węgiel był na wyczerpaniu,&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCdxLmiCPI/AAAAAAAAAJg/0e2Qe8P1nts/s1600-h/P8300128.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCdxLmiCPI/AAAAAAAAAJg/0e2Qe8P1nts/s200/P8300128.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377471423333927154" /&gt;&lt;/a&gt; a zezowaty Indonezyjczyk nie przejawiał ochoty do podrzucenia dodatkowego surowca. Zrobiliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów w górę i dotarliśmy na punkt widokowy. Gdy słońce zaczęło stopniowo wstawać i zmniejszać nasze poszerzone od braku światła i snu źrenice, z otwartą buzią podziwialiśmy to, co nam pokazało. Nieznane jeszcze piękno chwytało za gardło tak mocno, że wyrywało krzyk serca, a niektórzy chcieli bez końca fotografować przyrodę i nie tylko. Gdy w końcu aparat zaczął odmawiać posłuszeństwa ruszyliśmy dalej.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;To co widać na zdjęciach to kaldera Tengger o średnicy szesnastu kilometrów, w której znajduje się pięć wulkanów. Bromo to ten dymiący o wysokości 2329 m n.p.m. i średnicy krateru około 700 metrów. W tle widać również najwyższy wulkan Jawy – Semeru (3676 m n.p.m.). Bromo jest aktywnym wulkanem. Istnieje zagrożenie, że w każdej chwili może wybuchnąć tak jak to się ostatnio stało 8 czerwca 2004 roku, którego trzydziestominutowa erupcja spowodowała śmierć dwóch osób (&lt;a href="http://www.decadevolcano.net/volcanoes/indonesia/tengger_caldera/photo/bromo_dw_0705.jpg"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;). Jest to także obiekt kultu dla tubylców. Według legendy, pod koniec piętnastego wieku, kiedy królestwo Majapahit ze&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCfAweVwZI/AAAAAAAAAJo/koBAygiLzJg/s1600-h/P8300131.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCfAweVwZI/AAAAAAAAAJo/koBAygiLzJg/s200/P8300131.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377472790441345426" /&gt;&lt;/a&gt; Wschodniej Jawy przeżywało trudne czasy, księżna królestwa Roro Anteng oraz jej mąż Joko Seger powrócili do regionu Bromo i ustanowili oddzielne księstwo, które nazwali Tengger. Region zaczął się dobrze rozwijać, jednak księżna nie mogła urodzić dziecka. Roro Anteng i Joko Seger wspięli się na wulkan i modlili do bogów o pomoc. Bogowie zgodzili się pod warunkiem, że ostatnie urodzone dziecko zostanie poświęcone w kraterze wulkanu. Królewska para przystała na to i niedługo później na świat przyszło pierwsze dziecko. W następnych latach parze urodziło się jeszcze 24 dzieci. Jednakże, kiedy księżniczka dowiedziała się, że dwudzieste piąte dziecko – Kesuma ma zostać poświęcone bogom, nie mogła zmusić się do wypełnienia umowy. W gniewie, bogowie uaktywnili wulkan i ostatecznie nie było innego wyjścia jak tylko poświęcić dziecko. Niedługo później jego głos został usłyszany i nakazywał on Tengger oraz ich potomkom świętować i składać dary w kraterze wulkanu każdego roku. Po dziś dzień, rytualne modlitwy i tradycyjne przedstawienia, które składają się na ceremonię Kasodo są wystawiane o północy w pełnię księżyca we wsi Ngadisari, po czym wszyscy gromadzą się u podnóża Bromo.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Po zapierającym dech w piersiach wschodzie słońca ruszyliśmy na dół do środka kaldery, by przejść przez morze piasku wulkanicznego i wspiąć się na krawędź krateru. &lt;br /&gt;- Koń. Bardzo dobry. Dwadzieścia tysięcy – wyrecytował beznamiętnie tubylec.&lt;br /&gt;- Nie, nie, my w zupełnie inną stronę – odpowiedziała Hania na tę propozycję.&lt;br /&gt;- Koń. Dwadzieścia tysięcy – zawołał kolejny kilka kroków dalej.&lt;br /&gt;- Już mamy.&lt;br /&gt;Po trzydziestu minutach wędrówki w pyle i kurzu, odrzuceniu kilkudziesięciu ofert przejażdżki konnej, odbyciu toalety oraz wspinaczce po ponad 200 schodach przebojem wdarliśmy się na szczyt, czyli na krawędź krateru, z której mogliśmy podziwiać kaszlący wulkan od środka oraz niesamowity krajobraz na zewnątrz. Jeśli chodzi o środek wulkanu to śmierdzi zgniłym jajkiem, także jeśli ktoś preferuje tę nutę zapachową to będzie zachwycony. Co do widoku na to, co jest dookoła to jest on nieziemski, wręcz marsowo-księżycowy. Gdyby ktoś mnie kiedyś zapytał jak wygląda skrzyżowanie piosenki &lt;i&gt;Dust in the Wind&lt;/i&gt; z filmem &lt;i&gt;Rio Bravo&lt;/i&gt; to odpowiedziałbym, że właśnie tak:&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCgO3LkgVI/AAAAAAAAAJw/4ytJxpHeZsc/s1600-h/P8300175.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCgO3LkgVI/AAAAAAAAAJw/4ytJxpHeZsc/s200/P8300175.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377474132271464786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCg-ifcSaI/AAAAAAAAAJ4/sYHQktHn-sg/s1600-h/P8300178.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCg-ifcSaI/AAAAAAAAAJ4/sYHQktHn-sg/s200/P8300178.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377474951351388578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-6682017488545263517?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/6682017488545263517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wulkan-bromo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6682017488545263517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/6682017488545263517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/09/wulkan-bromo.html' title='Wulkan Bromo'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_kmmTK-y4654/SqCaPDWWH-I/AAAAAAAAAJI/cS34PPFZPO8/s72-c/P8300030.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-7519864892178556366</id><published>2009-08-31T19:53:00.000+07:00</published><updated>2009-08-31T20:03:51.036+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malang'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='akademik'/><title type='text'>From Malang with Love</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Jestem tutaj jak Talibowie w Klewkach – zupełnie nie z tej bajki. Gdy po raz pierwszy przeszedłem się po moim kampusie uniwersyteckim odniosłem wrażenie, że równie dobrze mógłbym spacerować nagi. No dobra, nie mógłbym, to w końcu muzułmański kraj. Chociaż jak na kampus uniwersytecki, na którym wszyscy są w spodniach i koszulach, w moim żółtym t-shirt’cie oraz beżowych spodenkach i tak odsłaniałem dużo. A biała skóra i nie-czarne włosy robią wrażenie. Nawet kot, który zrobił sobie sjestę w godzinach południowych i leżał rozpłaszczony na chodniku jakoś dziwnie zmarszczył czoło, gdy mnie zobaczył. &lt;br /&gt;W centrum handlowym biały kolor też zwraca uwagę. Przechodząc między stoiskami – miłych sprzedawczyń, w hipermarkecie – uśmiechających się hostess, na ruchomych schodach – małych dzieci, które wskazują na nas palcami, w drodze do wyjścia – innych białych, którzy wskazują na nas palcami i vice versa (śmieszny widok, ot co).&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Samo miasto wyróżnia się bardziej umiarkowanym klimatem, który wynika z położenia pomiędzy trzema wulkanami. Dzięki temu, w dzień jest około 30 stopni, a w nocy temperatura spada do około 20 stopni, a to dla Indonezyjczyka jest zimno. Malang przypomina mi moją rodzinną Kolbuszowę, bo stanowi jej dokładne przeciwieństwo. Jest duże jak na polskie standardy, hałas na drodze bywa naprawdę męczący, a rozjechane zwierzęta są szybko zdrapywane z jezdni (tu nic się nie marnuje). Poza tym, ludzie mówią do mnie „hej, Mister”, ale jak bywałem na warszawskiej Pradze też tak mawiali, więc jestem przyzwyczajony. Gdybym miał to miasto porównać do sukienki byłaby to duża czarna w skośne paski i z zielonym boa.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że moją pierwszą noc muszę spędzić w akademiku nie posiadałem się z radości. Pak (vide &lt;a href=/2009/08/good-bye-jakarta.html&gt;&lt;i&gt;Good Bye, Jakarta&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;) powiedział:&lt;br /&gt;- To tylko na jedną noc.&lt;br /&gt;Później jeszcze kilka razy to powtarzał przy okazji pokazywania samego pokoju i łazienki.&lt;br /&gt;Mój nastrój najlepiej odzwierciedlą słowa, które napisałem tamtej nocy: &lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czyżby los znów na mnie zwymiotował? Samo słowo „akademik” w polskim języku ma już zabarwienie lekko negatywne. Postawmy przed nim przymiotnik „indonezyjski”, a otrzymamy brudny budynek, który w środku bardziej przypomina Alcatraz niż miejsce, w którym ktoś miałby zamieszkać z własnej woli. Spanie na lotniskach to przy tym pięciogwiazdkowy hotel ze SPA i małymi parasolkami w drinkach. Pokoje są czteroosobowe, jest jedno biurko z dwoma krzesłami i coś w stylu komody. Kurzu po kolana, z łóżek zwisają pajęczyny, a okna są tak szczelne jak falochron. To wszystko otoczone odpadającymi ścianami - trudno powiedzieć jakiego koloru. Nie wiem skąd projektanci czerpali inspirację, ale na pewno nie był to Luwr. Po wyjściu z pokoju należy przejść przez „zieloną milę”. Na jednym z jej końców znajduje się nadzieja – schody i wyjście z akademika. Po drugiej stronie czeka coś, co z nadzieją ma tyle wspólnego, co media z prawdą – kilka pomieszczeń, w których znajdziemy chmary komarów, brud, dziurę w ziemi, znowu brud, jeszcze, jeszcze więcej brudu oraz zbiornik na wodę. Ci, którzy się nią polewali twierdzą, że jest całkiem orzeźwiająca.&lt;br&gt;&lt;br&gt; Z akademika Universitas Negeri Malang, z którego już dawno pouciekały wszystkie karaluchy i w każdej chwili może mnie ugryźć komar – Krzysztof Tokarz, Magazyn Wnętrza.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Za te luksusy indonezyjskim studentom przychodzi płacić równowartość trzydziestu złotych miesięcznie. Gdy rektor następnego dnia powiedział mi, że muszę zostać jeszcze na kilka dni odpowiedziałem, żeby pocałow... O tym co mu dokładnie powiedziałem dowiecie się być może przy innej okazji. Faktem jest, że była to moja jedyna noc w indonezyjskim akademiku i na długo zapisze się na kanwach mojej pamięci. Jednak z dwóch miejsc, wolę dom przy ulicy Czekoladowej...&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-7519864892178556366?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/7519864892178556366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/from-malang-with-love.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/7519864892178556366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/7519864892178556366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/from-malang-with-love.html' title='From Malang with Love'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-2911497326863087280</id><published>2009-08-27T12:45:00.000+07:00</published><updated>2009-08-31T19:12:24.766+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jawa'/><title type='text'>Good Bye, Jakarta!</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;- Myślisz, że w Malang będę bardzo egzotyczny jako biały człowiek?&lt;br /&gt;- Tak – lekko się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;- Będą we mnie rzucać jajkami albo bananami?&lt;br /&gt;- Z pewnością – roześmiała się.&lt;br /&gt;Ostatnie minuty w Dżakarcie spędziłem na rozmowach z dwiema uroczymi Indonezyjkami oraz szlifowaniu mojego indonezyjskiego:&lt;br /&gt;Dimana saya bisa beli pisang? – Gdzie mogę kupić banana? Albo: Dimana taxinya? – Gdzie moja taksówka? Drugie pytanie zamierzałem wypróbować natychmiast na osobie, która jest wysłannikiem z mojej uczelni i miała mnie dowieźć na miejsce. Pak, bo tak ma na imię, siedział na krawężniku i od trzydziestu minut czekał na taksówkę, którą mieliśmy dotrzeć na dworzec kolejowy.&lt;br /&gt;- Pak, dimana taxinya?!&lt;br /&gt;Pak popatrzył w jakiś oddalony przed nim punkt, machnął prawą ręką w geście bezsilności, wymamrotał coś niezrozumiałego, kiwnął głową i się uśmiechnął. &lt;br /&gt;- Widzę, że macie jakiś problem, mogę wam pomóc? – zapytał grubszy mężczyzna po czterdziestce o mocno ciemnej karnacji.&lt;br /&gt;Nie wiedząc zbytnio o co temu człowiekowi chodzi odpowiedziałem, że żadnego problemu nie ma i czekamy razem na taksówkę. To wystarczyło, żebyśmy na dobre zaczęli rozmawiać. Jak się okazało był to bardzo uprzejmy Saudyjczyk spędzający w Indonezji wakacje, bo jak powiedział tutaj tanio i chłodno. Przekazał mi kilka wskazówek na temat przystosowania się do życia w Indonezji oraz tego na co i jak powinienem uważać. Mogłem również poznać jego opinię na temat miejsca, do którego się udawałem:&lt;br /&gt;- Malang? Byłem tam tydzień temu. Piękne miasto. Bardzo przyjaźni ludzie i chłodno. Spodoba ci się.&lt;br /&gt;- Mam nadzieję. Mam zamiar tam spędzić rok.&lt;br /&gt;- Rok? Jedziesz na jakieś studia?&lt;br /&gt;- Tak, będę studiował język indonezyjski.&lt;br /&gt;- Och, poradzisz sobie, to prosty język. Mówię ci, będziesz zadowolony z Malang&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Wkrótce po budującej rozmowie z Saudyjczykiem podjechała taksówka, zapakowaliśmy cały majdan i ruszyliśmy na stację kolejową. Tam, w oczekiwaniu na pociąg postanowiłem usiąść obok Fi – Madagaskarki, z którą przyjdzie mi uczyć się języka indonezyjskiego w tej samej uczelni. Wepchnąłem się więc między nią a jakąś starszą Indonezyjkę, która wraz z kilkoma mężczyznami również czekała na pociąg i się rozsiadłem. Uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłem uśmiech. Chciała zrobić sobie ze mną zdjęcie. Potem drugie. Potem dołączyli jej towarzysze, najpierw w trójkę, następnie w czwórkę. Z Fi, bez Fi, z ręką na barku, z ręką w powietrzu. Ogólnie rzecz biorąc sporo zdjęć. Czułem się dosyć specyficznie, mniej więcej tak jak czuje się jakiś rzadko spotykany okaz w zoo, z tym wyjątkiem, że mnie nikt nie częstował cukierkami. I tak bardzo się mną nie opiekowano. I nie podawano mi moich ulubionych przysmaków, na przykład barszczu czerwonego z uszkami. Co prawda mój opiekun wziął do pociągu jakieś tam chrupki i mandarynki, a w środku mieliśmy mieć też ciepły posiłek, ale ze względów bezpieczeństwa zdecydowałem, że będę pościć, żeby mój żołądek nie sprawił mi rewolucji, w co tu dużo mówić, nienajlepszym ku temu miejscu. Muszę przyznać, że Indonezyjczycy czerpali z fotosesji nie lada radochę. Podobnie jak dwójka Słowaczek, które przypatrywały się temu wszystkiemu kilka metrów dalej. Troszeczkę później im też dostało się po fotce. Mimo to, w oczach Fi król był tylko jeden:&lt;br /&gt;- Jesteś gwiazdą – podsumowała.&lt;br /&gt;A ja zacząłem się zastanawiać jakie interesujące sytuacje przydarzą mi się w Malang.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W końcu nasz pociąg nadjechał i rozpoczęliśmy dalszą, siedemnastogodzinną peregrynację przez Jawę. Z okna pociągu roztaczał się inny widok Dżakarty niż ten z taksówki. Zanim pociąg wydostał się z miasta naszym oczom ukazał się stos slumsów upchanych jeden przy drugim oraz góry śmieci. W oddali epicko połyskiwały wspaniałe osiągnięcia współczesnej architektury. O Dżakarcie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest to dobre miasto do życia i takie opinie można usłyszeć nawet od samych mieszkańców. Na pewno nie jej piękno sprawiło, że mieszka tutaj kilkadziesiąt tysięcy ekspatów (niektóre statystyki mówią o trzystu tysiącach, dokładna liczba nie jest znana). &lt;br /&gt;Po niespełna godzinie słońce zaszło i jedyne, co mogłem podziwiać to tłuste plamy na szybach pociągu. Uwięziony w ciemności na około 12 godzin w klasie executive musiałem znosić tortury w postaci totalnie badziewnych indonezyjskich filmów akcji, których oglądanie było tak przyjemne jak upadek ze schodów, a następnie islamskich bajeczek propagandowych, którymi zostaliśmy poczęstowani tuż przed rankiem. Na dodatek, jakby tego było mało, na deser odgrzano nam ten sam żenujący indonezyjski film, który puszczono wcześniej. Dla niewtajemniczonych powiem tylko, że seria &lt;i&gt;Piątek Trzynastego&lt;/i&gt; to przy tym ciacho z kremem waniliowym. Gdy około szóstej rano słońce zaczęło żwawo wstawać, moje oczy mogłem skupić na czymś innym. A było na czym. Okazało się, że dopłynąłem aż na pola malowane ryżem rozmaitem. Cudowne widoki, wspaniała zieleń panoramicznych nizin i powiewających palm doprowadziły mój umysł do stanu całkowitego wyłączenia. Oglądając te krajobrazy natychmiast przypomniały mi się wszystkie najznamienitsze opisy przyrody z dzieł tak wybitnych pisarzy jak Mickiewicz, Orzeszkowa i Reymont, których nigdy nie chciało mi się przeczytać. Kolory były tak soczyste, że poczułem się jakbym lądował na obcej planecie. Tylko pracujący na polu Indonezyjczycy wydawali się być nieporuszeni tym naturalnym pięknem.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Gdy około 10 mój współtowarzysz siedzący obok nagle zbudził się z niedźwiedziego snu, okazało się, że przybyliśmy do Malang.&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-2911497326863087280?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/2911497326863087280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/good-bye-jakarta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/2911497326863087280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/2911497326863087280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/good-bye-jakarta.html' title='Good Bye, Jakarta!'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-867409060829808222</id><published>2009-08-22T17:24:00.000+07:00</published><updated>2009-08-31T16:28:40.157+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasador'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malang'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Borneo'/><title type='text'>Ambasador</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Zakończeniem rozpoczęcia programu Darmasiswa była uroczystość w Ministerstwie Edukacji. Na początku powitano wszystkich uczestników z 49 krajów świata. W wydarzeniu uczestniczyli również ambasadorowie poszczególnych krajów biorących udział w programie. W patetycznej rozmowie minister edukacji pogratulował i podziękował za przybycie do Indonezji oraz zasugerował braci studenckiej spłodzenie wraz z Indonezyjczykami potomstwa i pozostanie na zawsze.&lt;br /&gt;-  Ja mam indonezyjską żonę i jestem zadowolony – dodał.&lt;br /&gt;Typowym dla spotkań ze studentami stały się indonezyjskie tańce, jednej lub kilku kobiet. Niektóre tańce były ciekawe i pobudzające, inne spokojniejsze i wymagające większego wtajemniczenia ze strony widowni (czyli nudne). A kiedy robi się nudno, a obok znajoma twarz to zaczynają się ssszzzeepty. Kiedy zacznie szeptać parę osób, wtedy przyłączą się inne. Żeby tamte pierwsze się zrozumiały muszą zacząć ROZMAWIAĆ i w ten sposób nie dość, że pokaz jest nudny to jeszcze muzyka jest zagłuszana i  te jednostki, które siedzą w spokoju, muszą w rozchwierutaniu mentalnym doczekać końca. To podobnie jak z ziewaniem. Ziewanie jest bardzo zaraźliwe. Tylko dlatego, że przeczytaliście o ziewaniu w poprzednich dwóch zdaniach plus dodatkowe dwa „ziewnięcia” w tym i z pewnością część z was ziewnie w przeciągu najbliższych paru minut. Nawet ja pisząc to ziewnąłem już dwa razy.&lt;br /&gt;Ale wracając do sedna. Zawsze interesującym elementem występu tancerek jest zabawa z publicznością, która polega na zarzucaniu szala osobom z pierwszych rzędów i włączeniu ich do tańca. W Europie prawdopodobnie nikt nawet nie pomyślałby o zaproszeniu do swojego występu poważnej osobistości państwowej, a gdyby spróbował ponosiłby duże ryzyko. Tutaj, minister edukacji chętnie i gibko podrygiwał w rytm muzyki swoją wcale pokaźną tuszą. Po zrobieniu fotosesji, która obok badmintona i karaoke wydaje się być kolejną obsesją Indonezyjczyków, stypendyści mogli porozmawiać z ambasadorami swoich krajów.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Tomasz Łukaszuk jest ambasadorem Polski w Dżakarcie. W swojej czteroletniej karierze miał spotkał się już z kilkudziesięcioma polskimi studentami w Indonezji.&lt;br /&gt;- Czy ktoś z państwa wybiera się do Malang? – zapytał na starcie.&lt;br /&gt;Uśmiechnięta twarz Hani i moja powoli przesuwały się w zgodnym kierunku aż nasze szeroko otwarte oczy spotkały się.&lt;br /&gt;- A czemu tak z grubej rury na temat Malang? – zapytała Hania.&lt;br /&gt;- Pewien student, który tam pojechał chciał zmienić miejsce nauki. Chodziło głównie o problemy ze znalezieniem odpowiedniego zakwaterowania. Dobre mieszkanie i ciepła woda to podstawa, którą powinniście sobie zapewnić. Musicie się dobrze czuć, bo bez tego będzie bardzo ciężko się przestawić. O tym właśnie mówię – powiedział ambasador i wskazał na wielkiego czerwonego karalucha (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;blatta orientalis – przypomina autor&lt;/span&gt;), który biegł przy ścianie szybciutko przebierając nóżkami. - Musicie znaleźć dobre zakwaterowanie i uważać. Rzeczy smażone i gotowane nie powinny wam zaszkodzić. Nie jeść z budek ulicznych, bo nie wiadomo jak to zostało zrobione. Nie pić niczego z lodem, Indonezyjczycy wysypują lód na ziemię i dopiero ładują go do pojemników - można dostać amebę. Sam przeszedłem tę chorobę z rodziną i jest bardzo nieprzyjemna. &lt;br /&gt;- A malaria? – zapytała Ania.&lt;br /&gt;- W Jokyakarcie i Solo raczej nie, na Borneo tak...&lt;br /&gt;- Malang? – wtargnęła Hania&lt;br /&gt;- W Malang też. Ale groźniejsza jest denga. Uważać na komary między szóstą a dwunastą rano. To jest naprawdę ciężka choroba i lepiej byłoby, żeby państwa ominęła. Natomiast, jeśli działoby się coś złego i potrzebowali państwo pomocy macie numery telefonów do ambasady, mamy też tutaj w Dżakarcie lekarzy na kontraktach, którzy nas leczą. Mogą wam też pomóc.&lt;br /&gt;- Co pan może powiedzieć o Borneo? – zapytała Gosia.&lt;br /&gt;- Koniec świata. Borneo i Malang to jest koniec świata. Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś na Borneo z Polaków studiował. Wiem, że na wyspie jest jedna Polka i pewien misjonarz. Odważna decyzja. (O tym jak Gosia walczy o banany z orangutanami możecie dowiedzieć się z jej bloga: &lt;a href="http://swojadroga.blogspot.com/"&gt;&lt;i&gt;swojadroga.blogspot.com&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;) Uważajcie i mam nadzieję, że nie będziecie mieć żadnych przykrych przygód. Kraj jest na pewno bardzo ciekawy i z bogatą kulturą, warty poznania. A w grudniu zapraszamy na Wigilię. – zakończył.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Z Ministerstwa wychodziliśmy pogodzeni z własnym losem. W co niektórych oczach można było odczytać, że spotkanie z ambasadorem wywołało skojarzenia funeralne.&lt;br /&gt;- Zastanawiałaś się kiedyś nad sensem życia? – zapytałem Hanię.&lt;br /&gt;- Nie szczególnie – odpowiedziała.&lt;br /&gt;- Myślę, że najwyższy czas to zrobić.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Następnego dnia wszyscy mieliśmy się udać do swoich uniwersytetów. Dwieście dziesięć osób miało porozjeżdżać się do czterdziestu czterech uniwersytetów na Jawie, Sumatrze, Bali, Borneo, Mataram i Makassar.&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-867409060829808222?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/867409060829808222/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/ambasador.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/867409060829808222'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/867409060829808222'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/ambasador.html' title='Ambasador'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5022874736249076968.post-7389941468306082021</id><published>2009-08-19T11:18:00.000+07:00</published><updated>2009-08-31T19:13:41.464+07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blada twarz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dżakarta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lotnisko'/><title type='text'>Początek</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;To był parny i duszny 15 sierpnia. W powietrzu unosił się zapach potu, a z okien można było dostrzec lekko powiewające palmy. Po czterdziestu siedmiu godzinach podróży blada twarz postawił niemniej bladą stopę w kraju destynacji. Wraz z nim w podobny sposób przybyła czwórka innych osób – o tej samej pigmentacji, aczkolwiek ze znaczącą różnicą fizjonomiczną. Odebrali bagaże i ruszyli do wyjścia. &lt;br /&gt;- Hej, Mister!&lt;br /&gt;- Przystojny!&lt;br /&gt;- Chodźcie do nas! Chodźcie do nas!&lt;br /&gt;Tak brzmiały pierwsze słowa, które usłyszeli z indonezyjskich ust. Byli to uśmiechnięci od ucha do ucha pracownicy kilku kantorów, którzy machali w ich kierunku swoimi członkami. Z twarzami przyklejonymi do szyby zachęcali do dokonania okazyjnej transakcji. Jako osoba szanująca obcą kulturę blada twarz im odmachał. Jako osoba starająca się pomagać innym blada twarz zdecydował się dokonać okazyjnej transakcji. Jako osoba bez rupii indonezyjskich przy duszy blada twarz nie miał wyboru. Z niemalże okrągłym milionem tubylczej waluty wraz z całą grupką zrobił jeszcze kilka susów i znalazł się u wyjścia terminalu, gdzie czekali już na nich rozweseleni indonezyjscy studenci gotowi odebrać ich z lotniska.&lt;br /&gt;-Selamat datang di Indonesia! – zawołał jeden z nich. &lt;br /&gt;Było ich pięciu, może sześciu. Nawet sułtan Brunei nie wysłałby do takiego zadania więcej niż dwóch osób. Indonezyjczycy jednak przejawiają kolektywne podejście do załatwiania spraw oraz do życia w ogóle, dlatego też mieli liczebną przewagę. Blade twarze zostały poczęstowane plastikowymi kubeczkami z wodą i zostali odprowadzeni do taksówek, które jechały w stronę centrum miasta.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Pewni ludzie twierdzą, że Dżakarta jest brzydka jak oliwka rzucona w sernik. Chociaż blada twarz nie chciałby spędzić w niej całego roku miasto okazało się być na pierwszy rzut oka nie aż tak złe jak o nim niektórzy mówili. Stolica kraju, w której mieszka około 10 milionów ludzi jest przykładem chaosu tak w ruchu ulicznym jak i w architekturze. Niektóre sytuacje na drodze wydają się być kuriozalne, a budynki często porozrzucane bez ładu i składu. Jak na kraj, którego wskaźnik PKB na mieszkańca w 2007 roku dał Indonezji 158 miejsce na świecie, Dżakarta może wręcz miejscami zadziwić przeciętnego Europejczyka liczbą nowoczesnych wieżowców oraz miriadami świateł dźgającymi wzrok. Okazuje się, że w mieście nie jest aż tak duszno i gorąco, żeby oddychanie sprawiało dużo trudności. Zaraz po wyjściu z lotniska cała piątka została spoliczkowana ciężkim uderzeniem powietrza, ale blade twarze dzielnie wciągały swoimi nozdrzami miejscowe cząsteczki gazu. Na tyle na ile blada twarz był w stanie zobaczyć miasto z okna samochodu, slumsy nie przykuwały uwagi aż tak jak pieprzyk na buzi Marylin Monroe.&lt;br /&gt;Po przyjeździe do hotelu blada twarz docenił gest organizatorów w postaci 5-gwiazdkowego hotelu. Wraz z czwórką innych stypendystów wjechał na 22 piętro, odstawił swój bagaż i zaczął próbować pierwszych indonezyjskich specjałów. Gdy po posiłku kładł się na kanapie starał się nie myśleć o tym, że pięciu osobom muszą wystarczyć trzy łóżka. W końcu blada twarz zamknął oczy i zasnął.&lt;/span&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;span style="font-size: 11pt; line-height: 115%; font-family: &amp;quot;Calibri&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Tak zaczęła się ta historia. A jak się potoczy? Zobaczymy... &lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5022874736249076968-7389941468306082021?l=doktorhoryzont.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/feeds/7389941468306082021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/poczatek_18.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/7389941468306082021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5022874736249076968/posts/default/7389941468306082021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://doktorhoryzont.blogspot.com/2009/08/poczatek_18.html' title='Początek'/><author><name>Krzysiek Tokarz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07109470757673810086</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
